Zniszczenie rolnictwa w Rosji albo o tym co jemy


Doskonały materiał. Zarówno analogicznie jak i bezpośrednio dotyczy także Polski oraz tego, co jemy ze swoich talerzy. Prosimy kopiować i rozpowszechniać.

Źródło: http://3rm.info/15385-unichtozhenie-selskogo-xozyajstva-v-sovremennoj.html

Data publikacji: 15.09.2011

Tłum. RX

Pot i łzy, czy przeżyjemy ten rok?

Trudno przecenić horror upadku rolnictwa w Rosji, zorganizowany przez przestępczą mafię „reformatorów” kremlowskich. Zwyrodnialec-premier Gajdar zniszczył całą infrastrukturę rolniczą ZSRR czyli 27 tysięcy (27000!) państwowych gospodarstw rolnych i 23 tysiące (23000!) spółdzielni rolniczych całkowicie wyposażonych w maszyny rolnicze i obsługiwane przez wykształconą kadrę. On u podstaw zrujnował produkcję rolniczą ogromnego kraju i zmusił wieś do wymierania w pijaństwie i beznadziei. Nawet hitlerowcy nie niszczyli państwowych gospodarstw rolnych na okupowanym terytorium ZSRR! Izrael kwitnie także dzięki państwowym gospodarstwom rolnym zwanym tam „kibucami”. Polityka „demokratów” pozbawiła ogromny kraj „bezpieczeństwa żywnościowego”. Federacja Rosyjska zależna jest w 50%-60% od importu zagranicznych produktów żywnościowych.

Jegor Gajdar, czołowy chazarski zbój-„reformator”,demonstruje gest wysokiej masonerii „666”

W 1989 roku w RSFCR (Rosyjska Radziecka Federacyjna Republika Socjalistyczna) było zebranych z pól 119 milionów ton ziarna, obecnie 70 milionów. Na współczesne pola strach patrzeć, są one porzucone i porośnięte krzakami i ostami, przypominając o swojej całkowitej ruinie i wojnie domowej. Wsie opustoszały, domy rozsypują się, ceglane stajnie i chlewy splądrowane i rozgrabione, samotnie rdzewieją resztki maszyn rolniczych. 100 kilometrów od Moskwy życie jakby się kończy a gładka nawierzchnia asfaltowych dróg zamienia się w pasma wiekowych wybojów i dziur na wpół zniszczonych dróg. Ogromne zakłady produkcji kombajnów i traktorów już dawno opustoszały, w miejsce 140 tysięcy produkowanych kiedyś kombajnów obecnie produkuje się zaledwie tysiąc, o dziesiątki razy zmniejszona została produkcja traktorów. Gigantyczny przemysł ZSRR produkował w 1989 roku wyspecjalizowane maszyny rolnicze czterech tysięcy (4000!) rodzajów, w tej liczbie dla produkcji roślinnej 1900 rodzajów, dla produkcji zwierzęcej 1000 rodzajów, dla melioracji 600 rodzajów, dla gospodarki leśnej 200 rodzajów! Gdzie jest dzisiaj ten sprzęt, ta technika, te zakłady produkcyjne? Sprzedane przez handlarzy Chinom na złom? Gdzie są 3 miliony radzieckich ciągników i 1 milion kombajnów? Reperowane, zdewastowane, przerdzewiały i gniją porzucone na polach? Puste hale fabryczne zakładów produkujących kombajny i traktory. A gdzie są inżynierowie, technicy i robotnicy? Handlują tureckimi i chińskimi śmieciami na bazarach? Urzędnicy bezkarnie zniszczywszy rolnictwo w Rosji, ukradli horrendalne pieniądze i skryli się za kamiennymi murami swoich pałaców na ulicy Rubliewskoje Szosse. Ale za to nowe „szczęście” przyszło do Rosji.

Zamiast produkcji kombajnów, traktorów i siewników, tylko w latach 2005-2006 kraj zakupił nowych samochodów za 55 miliardów dolarów! Oznacza to, że zgniłe elity stworzyły podobną do siebie zdegenerowaną „klasę średnią”, która także z powodzeniem robi pieniądze ale nie w sferze produkcyjnej. Nasi przywódcy nie wiedzą co to współczesna, wysoko przetworzona produkcja i jak ją stworzyć. Są oni chciwi i ciemni ale ich pewność co do prawa życia w luksusie jest bezgraniczna. Wielkie pieniądze stworzonej przez Kreml „klasy średniej” nie pochodzą z produkcji przemysłowej ale pochodzą z „biznesu”. Jaki „biznes” został zainicjowany przez „reformatorów”? Co on wytwarza, ten tak zwany „biznes”?

Przemysł „złomiarski” i rolnictwo „pustynno-ugorowe” w rozkwicie

Niestety, ON NICZEGO NIE PRODUKUJE. Jest to zysk z pośrednictwa w kupnie i sprzedaży, mówiąc prościej ze SPEKULACJI I IMPORTU TOWARÓW. Towary te wytworzone zostały przez obcych inżynierów, robotników i rolników na zagranicznych polach, w zagranicznych przedsiębiorstwach z użyciem tanich rosyjskich surowców (gaz, ropa naftowa, nawozy, metale). Aby nakarmić 142 miliony obywateli Rosji potrzeba ponad 200 miliardów dolarów rocznie, z czego połowa idzie na importowanych produktów żywnościowych. To jest ogromny i bardzo dochodowy „biznes”. Miliony pęczniejących od pieniędzy „biznesmenów” w Rosji i zagranicą są kategorycznie zainteresowane w tym żeby Rosja niczego nie produkowała i kontynuowała import produktów żywnościowych.

Boże!, czemu oddałeś nas w ręce zbójów chazarskich?

To zrozumiałe, że dla zwiększenia osobistych zysków trzeba kupować najtańsze i najlichsze towary a sprzedawać je należy po cenach trzykrotnie wyższych jako towar jakościowy. Wtedy „klasa średnia” może kupować i mieszkania za niewyobrażalne pieniądze i zagraniczne samochody po 50-60 tysięcy dolarów i płacić skorumpowanym urzędnikom a także i władzom. Wszystkie zyski pochodzą z rabunku narodu rosyjskiego i zniszczenia narodowej produkcji. Reformy zwykle przeprowadza się dla poprawienia sytuacji ale to nie dotyczy Rosji. Zreformowana Federacja Rosyjska zbiera około 70 milionów ton zboża czyli 60% ilości zbieranej w okresie sprzed „reformy”. W innych latach urodzaj był mniejszy. W czasach sowieckich takie zbiory byłyby katastrofą ponieważ w kraju rozwiniętym obowiązywała reguła: „jedna tona rocznie na głowę jednego obywatela”. Z jednej tony zboża do 70% przeznacza się na zboże paszowe na karmę dla bydła i drobiu. Oznacza to, że Rosja powinna zbierać 140 milionów ton zboża, dwa razy więcej niż obecnie. Ziemi w Rosji jest wystarczająco dużo ale wyposażenie w sprzęt rolniczy gospodarstw wiejskich i chłopstwo są deficytowe. Jelcyn i Putin sprowadzili Rosję z powrotem do czasów sochy i zagranicznej, „leasingowej” techniki, niedostępnej pracownikowi rolnemu. Ale katastrofy w Federacji Rosyjskiej nie ma…ponieważ nie ma bydła. W lecie 2006 roku dokonano ogólnorosyjskiego spisu rolnego w wyniku, którego okazało się, że w porównaniu z okresem sowieckim pogłowie bydła zmniejszyło się (w milionach sztuk) dla owiec i kóz- z 67 milionów do 9,7 miliona, dla świń z 33,2 milionów do 8,5 miliona, dla krów z 20,6 milionów do 12 milionów.

Cisza, spokój, wypoczynek. Przed śmiercią z wyczerpania i głodu

Z drugiej strony, jakby szyderczo, pojawiły się…strusie i króliki. Na przykład jeden Rosjanin może zjeść w ciągu roku 1/30000 część strusia, 1/500 część królika, 1/17 część świni, 1/14 część kozy lub owcy, 1/12 część krowy i 1/7 część kury. Mówiąc wprost, bydło w Rosji czas już określać jako „reformowane” świnie, owce, kozy i krowy, które wymierają. Tak jak wymiera sam naród rosyjski w tempie miliona ludzi rocznie. Brak mięsa oznacza głód białka.

Ale jest on pomyślnie likwidowany w Federacji Rosyjskiej za pomocą…importu białka sojowego, głównie amerykańskiego, wyprodukowanego z genetycznie modyfikowanej soi.

Tona soi kosztuje 750 dolarów, USA produkuje do 50 milionów ton soi na rok dla krajów słabo rozwiniętych i głodujących, włącznie z Rosją. Białko sojowe nie ma koloru, smaku i zapachu. W Federacji Rosyjskiej jest ono przeznaczone na paszę dla bydła zamiast zboża.

Byłe pola uprawne, smutek i ugory. Żydoliberalizm w działaniu!

Ale jeśli soję przecisnąć przez drobne otworki-filtry, zabarwić ją, dodać aromatu, krochmalu i glutaminianu sodu to otrzymuje się „mięso” z którego można produkować serdelki, parówki i kiełbasę. Takimi „produktami mięsnymi” dealerzy hojnie karmią Rosjan. To bardzo ważne aby nie żałować jednego z niezliczonych, szkodliwych bio-dodatków , E-621, glutaminianu sodu. Ta zdumiewająca, chemiczna substancja, ma zdolność oszukania dowolnego smakosza i przydania odpadom mięsnym, powiedzmy w „kostkach bulionowych” albo w parówkach, smaku i zapachu prawdziwego, wysokojakościowego mięsa. Dlatego w okresie postu można bez grzechu jeść serdelki czyli białko roślinne, bo mięsa w nich nie ma. Wydawałoby się, że wszystko w porządku, nawet wspaniale, dowolne odpadki można sprzedać jako mięso, ale jest i wada bo chemia ta gromadzi się w mózgu człowieka i wywołuje przerażającą chorobę Alzheimera, chorobę układu nerwowego, mimowolne drżenie rąk jak u Hitlera w kwietniu 1945 roku przed jego samobójstwem. Dostępne jest i jakby prawdziwe mięso, no nie własne ale importowane. Australia, Brazylia, Chile, Peru, Argentyna, Francja, Polska- te kraje wiozą od lat ze swoich magazynów zamrożone tusze bydlęce, które karmione było genetycznie modyfikowaną soją. Jeszcze starożytniejsze mięso, wycofane z wojskowych magazynów, także jedzie do Rosji. W mięsie tym jest wysoka koncentracja antybiotyków wywołujących alergie i powodujących impotencję. W eksportowej, francuskiej wołowinie odkryto larwy włośnia, glisty żyjącej w tkance podskórnej człowieka. Lekarstwa na włośnicę nie ma, choroba często kończy się śmiercią. Media doniosły o tym, że jagnięcina w Moskwie jest zarażona tasiemcem, jego długość dochodzi do 15 metrów, larwy powodują zapalenie wątroby a nawet mózgu ludzkiego. Kiedy w Europie zaczęły się epidemie szalonych krów lub świńskiej dżumy, to setki tysięcy ton odrzuconego mięsa, zwykle w postaci konserw, tajnymi kanałami przez kraje nadbałtyckie albo Polskę, niezmiennie przybywały do Rosji z Niemiec i Anglii. Połowa konserw u nas pochodzi z importu, wieprzowinę z Chin stale konfiskuje się jako skażoną szkodliwymi zanieczyszczeniami. Państwo milczy, o wyżywienie Rosjan troszczą się „biznesmeni”, oni potrzebują dobrego jadła, a prosty lud zje wszystko.

Jak mówią cynicznie „biznesmeni”- „ludzie wszystko zeżrą”!

PUTLER, stóóóóój!!! Łżesz gadzie, nie czmychniesz!

Boże! Zniszcz jarzmo żydowskie i nas uwolnij!

Można także przypomnieć o rybie. W ZSRR poławiano 5 milionów ton ryby, po 16 kilogramów na głowę. Obecnie połowy ryb są pięciokrotnie mniejsze. I znowu, prawie cała flota trawlerów została stracona, splądrowana, zatopiona, sprzedana na złom, przetwórnie ryb porzucone lub zniszczone. Rybacy dążą do sprzedaży ryb lub krabów za granicę do Japonii, Chin, Korei Południowej, Norwegii. Wydawałoby się, że obraz jest beznadziejny. Ale nie, wszystko jest wspaniale, w dowolnym sklepie znajdziemy norweskiego łososia, leżą pstrągi…

I wszystko byłoby dobrze tylko, że Europa tych ryb nie jada ponieważ wiadomo jak one są „robione”. Przecież Norwegia to kraj fiordów, głębokich, wąskich, morskich zatok.

Norwegowie dawno już opanowali sztukę hodowli łososia. Zamknęli wejścia do fiordów sieciami, wybudowali na brzegach fermy do hodowli narybku… Każdego dnia ogromne ciężarówki z mieszanką paszową, wyprodukowaną z odpadków mięsnych, zrzucają swój ładunek z nabrzeża pod które przypływają ogromne ławice ryb. Pod koniec 2006 roku Federacja Rosyjska zakazała importu norweskiego łososia i pstrąga z powodu wysokiego stężenia toksycznych metali ciężkich. Zakaz jest a ryba w sklepach także…jest w nadmiarze.

Pod koniec 2006 roku do Federacji Rosyjskiej szprota bałtyckiego po stwierdzeniu w nim wysokiego stężenia najbardziej niebezpiecznego kancerogenu, benzopirenu. Zakaz jest a szprot…też jest. Zauważa się prostą prawidłowość, a mianowicie to, że latami szkodliwe substancje w importowanych produktach mięsa nie są znajdowane, a odkrywane są „nagle”, kiedy jest to potrzebne wysokim urzędnikom. Następnie „zapomina się” o wszystkich szkodliwych substancjach. A przecież w Bałtyku przy wyspie Bornholm jeszcze w 1945 roku zatopiono setki tysięcy ton bojowych substancji trujących z magazynów hitlerowskich Niemiec. Tutaj w przerdzewiałych beczkach, zapomniane przez wszystkich, na głębokości 40-50 metrów, leżą straszne trucizny- gaz musztardowy, luizyt, tabun, sarin, iperyt… Te toksyczne związki mogą przetrwać wieki. Teraz „biznesmeni” szybko wyprzedają rosyjską ropę i gaz zagranicę, chcą kłaść rurociąg na dnie morza obok tej wyspy…

Cóż za radość! Udało się! Ruscy prawie wyzdychali!

Czy może się tak stać, że nie tylko benzopiren znajdzie się bałtyckim szprocie?

W Rosji sprzed „reformy” sklepy były nabite puszkami z ikrą mintaja. Był to tani i bardzo smaczny produkt rybny. Teraz pojawił się znowu ale nie ma nic wspólnego z poprzednim produktem. Charakteryzuje się obrzydliwym smakiem, ikrę dosłownie rozcieńczono morską wodą. Czerwony kawior stał się niebezpieczny dla człowieka z powodu stężenia ogromnej ilości konserwantów. Kawior w ogóle zniknął z powodu zniszczenia przez kłusowników jesiotrów w Wołdze i w Morzu Kaspijskim. Rosja przemieniła się w międzynarodowy „śmietnik” przeterminowanej i zanieczyszczonej żywności, w tym modyfikowanej genetycznie. Za granicą spożycie tej żywności jest pod kontrolą państwa. Według prawa zagranicznego, na takich produktach żywnościowych jak kiełbasa, kukurydza, ziemniaki i innych genetycznie modyfikowanych produktach powinny znajdować się wyraźne, zauważalne i duże oznaczenia w rodzaju „GM”. Na początku 2006 roku przyjęto w Rosji ustawę o obowiązkowym znakowaniu takich produktów. I gdzie są te oznaczenia?

Żydomasoński rozwój rosyjskiej wsi pod rządami Putlera i reszty „śmiercionośnych karaluchów” kremlowskich.

Kto to widział? Tak, prawo jest ale nie jest ono przestrzegane. Dlaczego? To proste. Za granicą produkty żywnościowe, modyfikowane genetycznie, są bardzo tanie w przeciwieństwie do „normalnych” produktów. Nasi „ludzie biznesu” skupują je zagranicą za grosze, ale sprzedają Rosjanom po normalnych cenach. W przeciwnym razie w jaki sposób można opłacić łapówkami urzędników, jak zdobyć pozłacane jachty i samoloty i jak wieść luksusowe życie w alpejskich kurortach? Jak wyjaśnili biolodzy, niebezpieczeństwo genetycznie modyfikowanych produktów często objawia się w drugim, trzecim pokoleniu.

Zmienia się struktura organów wewnętrznych, układ odpornościowy, kod genetyczny.

Na przykład amerykański, modyfikowany ziemniak był stworzony jako środek do walki ze stonką. Żarłoczny żuk po spróbowaniu takiego amerykańskiego ziemniaka, natychmiast zadziera do góry nogi i zdycha. Ziemniak stał się dla sześcionogiego żuka śmiertelną trucizną.

A co z ludźmi? Oczywiście, pożądane jest prowadzenie badań, ale nie na Amerykanach, więc genetycznie modyfikowany ziemniak wprowadzono do rolnictwa Polski, Gruzji i innych krajów. Z Polski te ziemniaki masowo wwozi się do Federacji Rosyjskiej. Wraz ze zniszczeniem bydła mlecznego w Rosji zginęły także produkty mleczne wysokiej jakości.

„Obfitość” mleka, jogurtu, śmietany, spowodowana jest tym, że produkuje się je z importowanego proszku z domieszką niskojakościowego oleju roślinnego w postaci emulsji oraz z emulsji z białka sojowego. Na tle tych prostacko sfałszowanych produktów, rażąco błyszczą pod względem smaku i jakości mleczne produkty z Białorusi, gdzie zachowuje się i rozwija stare „sowieckie” rolnictwo. Nie można nie wspomnieć o importowanych „trunkach”. Rozpasanie mafii alkoholowych rozpoczęło się od pobłażliwości Jelcyna.

Żydomason Jelcyn, skład chemiczny ciała-10% wody, 70% alkoholu, 20% białka zwierzęcego.

Do stu tysięcy (100.000!!!) ludzi umierało rocznie z powodu trujących wódek, które sporządzano ze spirytusu przemysłowego w Chinach, Polsce, Osetii i Gruzji. Teraz nasze sklepy zawalone są różnymi butelkami o atrakcyjnych wizualnie kształtach i z pięknymi, kolorowymi etykietami. Prawie zawsze ich zawartość to prymitywna podróbka. Dotyczy to całej oferty alkoholowej Zakaukazia i jego winno-wódeczno-koniakowej produkcji.

Za ogromne pieniądze kupujecie nie koniak czy wino ale…tylko etykiety.

Dlatego wprowadzony jesienią 2006 roku zakaz importu i sprzedaży wina gruzińskiego w Federacji Rosyjskiej był absolutnie sprawiedliwy. Tuczone pieniądze nachalnych „biznesmenów” opanowały całkowicie „produkcję tych win” z przemysłowego spirytusu, barwników i substancji aromatyzujących, win produkowanych w małych miasteczkach Rosji

Z ogromnym zyskiem i przy całkowitym milczeniu władz. Wysoki urzędnik Gruzji, po wybuchu winnego skandalu, cynicznie stwierdził: „Rosjanie przywykli do picia gówna i będą je pić!”. Ale jak zwykle informacja była nagłośniona tylko w celach politycznych, przykładowo wtedy, kiedy prezydenci Rosji i Gruzji pokłócili się między sobą. A jakoś wcześniej ani Putin ani jego rząd rzekomo nic o kaukaskiej, jadowitej truciźnie, nie wiedzieli.

Zakazane mołdawskie produkty winne były lepsze jakościowo od gruzińskich chociaż już teraz także i w Mołdawii rozpoczęła się masowa produkcja fałszowanych, mołdawskich koniaków i win. Wina importuje się także z Francji, Chile i Argentyny…

Jakość tych win jest bardzo niska chociaż na tle obrzydliwego wina produkowanego przez firmę „Rosyjska winorośl”(Russkaja łoza) smakują dobrze. Na szczególną uwagę zasługuje chleb. Chleb, rosyjski produkt narodowy, ale zboża produkuje się dwa razy mniej niż wymaga tego zapotrzebowanie żywnościowe kraju. O jakości zbóż wszyscy w ogóle zapomnieli, produkcja tak zwanej pszenicy „durum” o wysokiej zawartości białka, gwałtownie spadła.

A to dla Ruskich, drogi Billu!

Bez pszenicy „durum” nie można produkować wyrobów makaronowych a zwykły chleb z miękkiej pszenicy jest zły. Kiedy media paplają o eksporcie zboża z Rosji to jest to kompletny bełkot. Biedni rosyjscy chłopi sprzedają zboże za pół darmo „biznesmenom”, po 100 dolarów za tonę a ci odsprzedają to zboże za granicę po normalnej cenie 450 dolarów za tonę i osiągają kolosalne zyski. Jakość chleba w Rosji gwałtownie się pogorszyła ponieważ w kraju pojawiły się dziesiątki tysięcy prywatnych piekarń poza jakąkolwiek kontrolą państwa.

Sprzedają one chleb wypieczony ze zleżałej, nieświeżej mąki, zakupionej w Kazachstanie i innych ubogich krajach WNP, po okazyjnych cenach. W takiej mące występują domieszki trujących substancji, rtęci, kadmu, DDT, sporyszu…

Na przykład w podmoskiewskich miastach występuje chleb słabo wypieczony a do mąki dodaje się „spulchniacze” i różne inne tanie dodatki dzięki którym chleb wydaje się smaczny.

Ale dopóki jest ciepły. Już w ciągu paru dni pojawia się na nim pleśń i to jest znak, że chleb jest zły. Do tej pory w państwowych, dużych piekarniach wielkich miast, zachowuje się kontrolę jakości ale bezbrzeżne morze prywatnych wytwórców pieczywa produkuje chleb tylko dla zysku właścicieli. Można dojść do wniosku, że niekontrolowany prywaciarz troszczy się jedynie o zysk za wszelką cenę, w tym kosztem zdrowia współrodaków. Państwo całkowicie zrezygnowało z troski o zdrowie i dobro ludzi. Państwo zapomniało, że wraz z nisko jakościowymi produktami żywnościowymi do organizmu człowieka dostaje się do 70%substancji szkodliwych. W ROSJI NIEBEZPIECZEŃSTWO ŻYWNOŚCIOWE JEST BARDZO WYSOKIE I JEST JEDNĄ Z PRZYCZYN LUDOBÓJSTWA NASZEGO NARODU.

 PORTNOW, akademik RAJN (Rossijskaja Akadiemija Jestiestwiennych Nauk)

Moskiewski kahał „kręgu zewnętrznego” ze swoją zalkoholizowaną kukłą preżydentem Jelcynem.

Prezydent Boris Jelcin został kawalerem Zakonu bogini Bau i Krzyża Rycerza-Komandora Zakonu Maltańskiego. Na zdjęciu: Dżuna Dawitaszwili wręcza na Kremlu prezydentowi Jelcynowi odznaczenie i dyplom dnia 16 listopada 1991 roku.

Jedna odpowiedź to “Zniszczenie rolnictwa w Rosji albo o tym co jemy”

  1. Zniszczenie rolnictwa w Rosji albo o tym co jemy « Prawosławny Partyzant Says:

    […] RX, Za:  https://stopsyjonizmowi.wordpress.com Share this:TwitterFacebookDodaj do ulubionych:LubięBądź pierwszą osobą, która doda ten do […]


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: