Salomonowe zakończenie procesu Jana Kobylańskiego


Za: http://www.wicipolskie.org

Zakończył się trwający 6 lat proces w którym działacz polonijny z Ameryki Południowej  Jan Kobylański domagał się zadośćuczynienia za zniesławienie swego imienia w publikacjach 18 dziennikarzy i różnych działaczy politycznych.

Cała sprawa jest jednym wielkim kuriozum. Przede wszystkim kuriozalny jest sam atak polskich mediów na osobę ogólnie szanowaną.  Pan Jan Kobylański jest znanym działaczem polonijnym.  On to  pobudził do działalności polonijnej i wspomagał wiele organizacji polonijnych w Ameryce Łacińskiej a następnie doprowadził do wspólnego ich działania w Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, USOPAŁ.  Organizacja ta wspomaga i koordynuje działania organizacji polonijnych na pożytek polskich emigrantów i ku chwale Polski w tym regionie świata. Organizacja posiadała własne czasopismo „Głos Polski” bardzo poczytne wśród Polonusów i spełniające rolę integracyjną. Artykuły były drukowane zarówno w języku polskim jak i hiszpańskim dla nowych generacji Polaków już urodzonych na tamtym kontynencie i mających trudności z językiem polskim. Bzdurą jest twierdzenie jednego z obrońców, że w Głosie Polskim nie można było publikować nic czego nie  zatwierdził Jan Kobylański. Publikowałem wiele artykułów w tej gazecie i zawsze w bezpośrednim kontakcie z redaktorkami pisma pomijając Prezesa Kobylańskiego.

Pierwsze więc kuriozum polega na tym, ze ten ogólnie szanowany działacz nagrodzony za swoje czyny wieloma odznaczeniami państwowymi przez dwóch prezydentów Polski nagle jest wyklęty przez media, opluty i sponiewierany metodami czysto komunistycznymi: kłamstwem, niedomówieniem, gadaniem bez przedstawienia dowodów.  A już zupełną kpiną z sądu i wymiaru sprawiedliwości jest mówienie, że dziennikarz nie ma obowiązku sprawdzania czy jest prawdą to o czym pisze. Dokładniej, jeden napisał kłamstwo a inni je powtarzali dalej jako prawdę.

Kuriozalny, w polskim pojęciu wymiaru sprawiedliwości, jest sam fakt posadzenia na ławie oskarżonych członków GTW, (Grupa Trzymająca Władzę),  tak kuriozalna, że gołym okiem widać było na rozprawach czołobitność, Wysokiego Sądu przed niektórymi z tej grupy. Trzeba zrozumieć sędziego, wszak jego kariera zależy bardziej od „poprawności politycznej” niż od profesjonalności prawniczej.

Dowody? W tym procesie nie liczyły się dowody, strona oskarżająca przedłożyła ich wystarczająco wiele na wydanie orzeczenia skazującego. O tym wiedział zarówno sąd jak i obrońcy. Obrali więc   inną taktykę; obrońcy taktykę ataku mnożąc nowe kłamstwa na temat oskarżyciela, wszak „najlepszą obroną jest atak”, natomiast sąd odwlekał i rozwlekał w nieskończoność proces licząc, że oskarżyciel zejdzie z tego padołu albo sprawa ulegnie przedawnieniu.

Tak więc zapadł wyrok „kuriozalnie salomonowy”. Sprawa ulega przedawnieniu. KROPKA. Kosztami obrony obciążeni są oskarżeni a kosztami procesu wnoszący sprawę.  Teraz rozumiemy dlaczego sędzia z byle powodu przekładał i rozwlekał sprawę, toż to czysty zysk dla sądu, sędzia zyskał uznanie od przełożonych za pomnożenie dochodu sądu.

Tu posłużę się cytatem z wypowiedzi Arcb. Dziwisza z okazji 30-tej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego: …„zło przedawnione samo nie umiera, dopiero złamane skruchą, nawróceniem, przestaje zakażać”…

„Skrucha, nawrócenie, zadośćuczynienie wyrządzonych krzywd” – są pojęciami nieznanymi ani oskarżonym ani ich obrońcom. Obrońcy na ostatniej rozprawie byli bezczelni, nie waham się użyć tego określenia. Obrażali publiczność zgromadzoną na sali sądowej, w co najmniej dwu kwestiach. Pani Mecenas Beata Czechowicz  mówiąc o rzekomych antysemickich poglądach Pana Kobylańskiego wyraziła się, że wszyscy zgromadzeni na sali to antysemici. Jakim prawem? Na podstawie jakich dowodów? Ktoś z publiczności powiedział: „to nieprawda”, za co został przez sędziego natychmiast usunięty z sali sądowej. Adwokatom wolno wszystko a publiczność ma znosić zniewagi i obrazy?  Sędzia zamiast zwrócić uwagę obrońcom aby skupili się na temacie sprawy, reaguje bez oglądania się nawet na immunitety poselskie czy senatorskie. Po czym adwokat Gugały grzmiał, że my (adwokaci) znamy Kobylańskiego natomiast publiczność nie, dlatego nie ma prawa komentować.  Po rozprawie, oczekując na wyrok podszedłem na korytarzu do  jegomościa i zapytałem czy zdaje sobie sprawę, że obraża nas publiczność nie wiedząc kto jest kim na sali. Usłyszałem szyderczą odpowiedź: ”tak, obrażam z przyjemnością”. Oto jest wykładnik poziomu ludzi pracujących w polskiej Temidzie, czy dla polskiej ?

Tu zwracam się do Pana Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina.  W wywiadzie dla POLITYKI powiedział Pan, że …”autorytet wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza sądownictwa rośnie” i dalej… „sądy są niezawisłe w swoich orzeczeniach” i że..…”należy chronić wymiar sprawiedliwości przed jakimikolwiek naciskami politycznymi”–  po zapoznaniu się z przebiegiem procesu Jana Kobylańskiego nasuwa się nieodparte wrażenie że sądy nie są ani niezawisłe ani niezależne a przez to nie mają autorytetu. Czeka Pana więc wiele pracy przede wszystkim w …”podnoszeniu standardów profesjonalnych i etycznych”. Życzę szczęścia. Z sędziami i adwokatami jak ci wyżej opisani jest to „orka na ugorze”. Dla Pana wiadomości, pracuje w jednym z uniwersytetów prywatnych w Ameryce Łacińskiej założonym przez Opus Dei, w którym profesjonalizm i etyka  stawiane są na pierwszym miejscu, a jegomość, mecenas z ostatniego procesu zostałby natychmiast zwolniony z pracy i otrzymałby karę wykonywania zawodu przez kilka lat.  No ale ja pracuję w kraju  „trzeciego świata”.

HASZ

Napisane w Bez kategorii. Comments Off on Salomonowe zakończenie procesu Jana Kobylańskiego
%d bloggers like this: