Mironow i Iwaszow odsunięci od kandydowania w wyborach prezydenckich


Źródło: http://www.rusimperia.info/news/id10568.html

Data publikacji: 19.12.2011

Tłum. RX

Boris MIRONOW

Centralna Komisja Wyborcza Federacji Rosyjskiej odmówiła możliwości udziału w prezydenckiej kampanii wyborczej publicyście Borisowi Mironowowi i generał-pułkownikowi Lieonidowi Iwaszowowi. Odmowę Borisowi Mironowowi uzasadniono tym, że organy sądowe ustaliły fakty rozpowszechniania przez kandydata „materiałów ekstremistycznych”. Jak zauważono na posiedzeniu Komisji, jeden z wydanych materiałów Borisa Mironowa, książka zatytułowana „Prigowor ubiwajuszczim Rossiju” (Wyrok dla zabójców Rosji), został uznany za „literaturę ekstremistyczną” decyzją z dnia 10 kwietnia 2010 roku przez Pietropawłowsko-Kamczacki Sąd Miejski Kraju Kamczackiego.

W związku z tym Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, że nie ma prawa być wybraną na stanowisko prezydenta Federacji Rosyjskiej osoba w odniesieniu do której ustalono „rozpowszechnianie materiałów mających na celu podżeganie do społecznych, rasowych, narodowych albo religijnych waśni”.

Również Centralna Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji generał-pułkownikowi Lieonidowi Iwaszowowi.

W celu wysunięcia jego kandydatury utworzona była grupa złożona z jego zwolenników, której także odmówiono rejestracji w Centralnej Komisji Wyborczej. Zaraz po otwarciu przez Czurowa (przewodniczący CKW- tłum.) posiedzenia Centralnej Komisji Wyborczej, Iwaszow oświadczył: „Panowie z Centralnej Komisji Wyborczej. Wasz werdykt jest nam znany. Nie mam zamiaru go słuchać. Wychodzimy z Sali! Niech żyje „rossijańska” demokracja, najbardziej zbójecka demokracja w świecie. Z uszanowaniem.”

Generał-pułkownik Lieonid IWASZOW

Następnie generał-pułkownik opuścił salę przy rzęsistych owacjach zgromadzonych.

Za podstawę do odmowy rejestracji Centralna Komisja Wyborcza uznała przekroczenie terminu przeprowadzenia zgromadzenia przez grupę wyborców, pomimo tego, że w tym zebraniu 10 grudnia brało udział pięciu przedstawicieli Centralnej Komisji Wyborczej z których jeden był nawet zastępcą (przewodniczącego-tłum.) Czurowa. Jednak wtenczas nie zgłaszali oni żadnych zastrzeżeń. Ponadto prawo przewiduje, że jeśli takie naruszenia w czasie zgromadzenia miały miejsce to przedstawiciele Centralnej Komisji Wyborczej nie powinni w ogóle brać w nim udziału a następnie zobowiązani byli do odmowy przyjęcia dokumentów rejestracyjnych.

Odpowiedzi: 3 to “Mironow i Iwaszow odsunięci od kandydowania w wyborach prezydenckich”

  1. Mieczyslaw Says:

    Generał-pułkownik Lieonid IWASZOW, jak mnie pamiec nie myli, wydal negatywna ocene o stanie rosyjskich sil zbrojnych i o zaniedbaniach w minionym ponad 20 letnim okresie na jej restruktyryzacje, dozbrojenie i niskie inwestycje, co doprowadzilo do tego co obserwujemy w Polsce chociaz nie w tak ostrym zakresie jak w Rosji z tym ze tam, jest to daleko bardziej odczuwalne w skali swiatowej rownowagi sil. Zostal poslany do ”kozy”, chociaz ta ”koza” bedzie dla niego czyms wiecej…obym byl zlym prorokiem.
    Pisze pod wrazeniem chwili – moge sie mylic.

  2. Mieczyslaw Says:

    Czego, a raczej kogo? Potrzeba Rosji DZIS!

    BEZ STRACHU
    (fragment ksiażki Albina Siwaka)
    CZĘŚĆ XXVI (ostatnia); Rozdzial XXIX

    Jestem pewien, że wśród Polaków w latach osiemdziesiątych mało jest takich osób, które towarzyszyły marszałkowi Kulikowowi kiedy przyjeżdżał do Polski.

    I to z wielu różnych powodów.

    Po pierwsze, on sam dobierał sobie osoby które przez kilka dni jego pobytu w Polsce, mogły mu towarzyszyć, jak również sam mówił wcześniej, kto to ma być ze strony polskiej.

    Myślę, że w latach osiemdziesiątych, nie można było jeszcze mówić głośno na temat Żydów, tak u nas jak i u nich, ale podskórnie, ten temat był często omawiany, szczególnie w kręgach dobrze się nawzajem znających.

    Kulikowowi zawsze towarzyszyło około dwudziestu generałów oraz jego adiutanci. Sam dobierał oficerów z którymi pracował, a ponieważ były to już czasy po tym, jak marszałek Żukow zrobił oczystkę na Łubiankach i w dwóch moskiewskich garnizonach z Żydów – oraz dawno już nie żył Beria, Kaganowicz siedział w więzieniu a Żydzi masowo opuszczali od paru lat Związek Radziecki, gdyż ich struktury władzy przestały już istnieć – to rozmowy były teraz odważniejsze, chociaż wyczuwałem, że nie do końca.

    Od kilku lat, jak towarzyszyłem marszałkowi Kulikowowi w Polsce, wyczuwałem z rozmów i odnosiłem takie wrażenie że marszałek z dużym szacunkiem odnosił się do osoby marszałka Żukowa.
    W każdej rozmowie na temat Żukowa mówił o nim, że był to człowiek wyjątkowo wybitny i mądry.

    Z rozmów jakie marszałek Kulikow prowadził przy kolacjach przeciągających się do późnej nocy, wynikało jedno. Marszałek ciągle podkreślał, że po pierwsze:

    – Żukow musiał być cały czas bardzo ostrożny, gdyż Żydzi uznali go za pierwszego antysemitę w Związku Radzieckim i szukali okazji do zlikwidowania go, aż do czasu, gdy to (po napadzie Niemiec na ZSRR) delegacja radziecka pojechała do Stanów Zjednoczonych prosić o wszechstronną pomoc.

    A przypomnieć tu należy, że: Beria wybrał do tej delegacji – tylko swoich zaufanych Żydów.

    I tu w USA, naczelny rabin Stanów, uświadomił radzieckim żydom, że owszem, pomoc dostaniecie, ale nie w wasze żydowskie ręce, bo ją to zaraz Hitler wam odbierze. Nakazał im, że mają uwolnić z obozów i więzień wszystkich dowódców i przeprosić ich, że to była pomyłka. Mówił, że należy wpierw pobić Hitlera, i po wojnie likwidować swoich wrogów. I tak też to zrobiono.

    Niektórych rosyjskich generałów wynoszono na noszach, tak byli już osłabieni. A więc, Żukow do końca wojny był niezagrożony gdyż Żydzi przestali likwidować rosyjskich oficerów.

    Dopiero po wojnie Żukow musiał ponownie być przebiegły i nie dać się zlikwidować. Ale po wojnie Żukow wrócił z Berlina jako zwycięzca i bohater, wszystkie radzieckie armie i wszyscy żołnierze Żukowa uwielbiali i zlikwidowanie go teraz, oznaczałoby ogromne napięcie, niezadowolenie, a nawet bunt w armiach. A trzeba wiedzieć, że Związek Radziecki, mimo ogromnych strat w ludziach nadal posiadał pięć i pół miliona żołnierzy pod bronią. A więc jeśli już coś robić, to sprytnie i bez śladów, jak mówili.

    Ale nie na darmo Żukow miał opinię wybitnego stratega wojennego. Sam Goebels pisał o Żukowie, że gdyby go nie było, to wojna miałaby inny przebieg.

    A politycy na całym świecie, tuż po II wojnie pisali:

    – „W odróżnieniu od Hitlera, Stalin nie chciał być naczelnym wodzem w sensie bezpośredniego kierowania frontami. Zdawał sobie sprawę że do tego nie posiada ani talentu, ani predyspozycji i wiedzy. Oddał w ręce Żukowa całość dowodzenia, a w czasie najtrudniejszych dni dla Związku Radzieckiego, rzucał go na te odcinki frontu – gdzie Armia Czerwona miała kłopoty.
    Hitler natomiast był przekonany, że opatrzność dała mu talent i wiedze i że tylko on może mieć wpływ na sytuacje na frontach.
    Stalin akceptował wszystkie decyzje Żukowa i nakazywał, aby podlegli mu generałowie dobrze wypełniali jego rozkazy”.

    Czyli, że swoją osobą Stalin ręczył i był gwarantem Żukowa.

    Jak obecnie w wielu książkach można przeczytać, że Żukow rzeczywiście był wyjątkowym talentem w tamtych czasach.

    Najwybitniejszy radziecki strateg i dowódca, uczestnik I wojny światowej i wojny domowej.
    Od 1918 roku w Armii Czerwonej.
    Od 1939 roku dowodził I grupą armijną na Dalekim Wschodzie, gdzie w sierpniu tegoż roku odniósł zwycięstwo nad armią japońską, nad rzeką Chałchingoł.
    W 1940 r. mianowany został generałem armii, a w roku 1941 został szefem Sztabu Generalnego.
    W 1941 r. dowodził kolejno wieloma frontami i był jednocześnie zastępcą naczelnego wodza, tj. Stalina.

    W czasie wojny kierowany był na najtrudniejsze odcinki frontu.
    – Obronił Leningrad.
    – Wygrał bitwę pod Moskwą i odrzucił Niemców.
    – To on zrobił Kocioł Stalingradzki i wziął do niewoli całą armię Paulusa.
    – Również on przygotował Łuk Kurski, a następnie kierował całą bitwą.
    – A także, jemu Stalin powierzył zdobycie Berlina i to on przyjmował i podpisywał bezwarunkowy akt kapitulacji III Rzeszy.
    – Również on dowodził defiladą zwycięstwa na Placu Czerwonym, jadąc na białym koniu.

    Ale po wojnie w 1946 roku, Żukowa ściągnięto z Berlina, gdzie był dowódcą radzieckich wojsk
    okupacyjnych.

    Beria i Kaganowicz wmawiali Stalinowi, że: Żukow zagraża mu swoją pozycją!

    A tak naprawdę, to: Żydzi już wtedy, planowali go zlikwidować, podejmując tym samym kroki osłabiające pozycję Żukowa.

    Żydzi przedstawili Żukowowi różne wyimaginowane przestępstwa, a nawet chcieli go aresztować, ale ta próba się nie powiodła, bo w armii były zebrania partyjne i tysiące rezolucji napłynęło do Moskwy w obronie Żukowa – wobec czego, Żydzi czasowo wyciszyli całą sprawę, ale nałożyli na Żukowa areszt domowy.

    Po śmierci Stalina, Żukow był dowódcą zgrupowania, które miało zgodę na manewry wokół Moskwy i przeprowadzając te manewry, zlikwidował na posiedzeniu KC KPZR Berię oraz na Łubiance i w okolicach wielu jego żydowskich popleczników.

    I to on, aż do ostatniej chwili nie wtajemniczając nikogo w swój plan,

    przygotował likwidację NKWD i osobiście strzelał do Berii na posiedzeniu biura politycznego.

    Później za sprawą N. Chruszczowa, wrócił do pracy i był członkiem biura politycznego i dowódcą moskiewskich garnizonów.

    Marszałek W.Kulikow, będąc całą duszą po stronie Żukowa, a znając jego kłopoty związane z Żydami, ciągle powtarzał:

    – „Takiego wybitnego człowieka jakim był Żukow, który rodzi się jeden na wiele milionów, takiego stratega i
    bohatera Żydzi chcieli za wszelką cenę zlikwidować”.

    Podejrzewam, że afirmując się z tym uwielbieniem Żukowa, Kulikow dawał do zrozumienia, że też
    nienawidził Żydów i widział w nich zarazę, która opanowała cały Związek Radziecki.
    Nic też dziwnego, że i jego otoczenie było mu podobne.

    Były to lata 1981-1985 i Kulikow, jako szef Układu Warszawskiego, często odwiedzał – tak w NRD, jak i w Polsce swoje wojska.

    W Polsce są liczne cmentarze radzieckie, gdzie często towarzyszyłem mu przy składaniu wieńców.

    Był wyczulony na fakt, że w polskim wojsku mieliśmy większość generałów Żydów i jeśli „nasze” ministerstwo obrony przydzielało do takich uroczystości generała Żyda to Kulikow, jak się zorientował – przywoływał swoich adiutantów i mówił: –

    – „Zróbcie coś, żeby on nie szedł obok mnie czy za mną. Nie chcę razem z nim składać kwiatów”.

    Wtedy generałowie radzieccy odwoływali „naszych” generałów na bok i mówili:
    – „Wy Polacy złożycie wieńce i kwiaty po delegacji radzieckiej. Najpierw złoży wieńce marszałek Kulikow, a wy dopiero po nim”.

    – ”No a dlaczego Siwak towarzyszy marszałkowi a nie nam” – pytali?

    – ”Bo tak przewiduje protokół, że członek biura politycznego towarzyszy marszałkowi”.

    I z obiadem lub kolacją były podobne problemy. Jak byli za stołem „nasi” generałowie to toast w zastępstwie Kulikowa wygłaszał jego zastępca.

    Zawsze jak przyjeżdżał do Polski to był dobrze poinformowany, że np. było plenum KC i ja zabierałem głos. Ściskał mi wtedy rękę i mówił:

    – ”Dobre miałeś wystąpienie i gratuluję ci”.

    Nie mówił, że w tym wystąpieniu były akcenty w obronie polskiej racji stanu, potępiające lub niezgadzające się z linią polityki polskich Żydów, ale obaj wiedzieliśmy o co chodzi.

    Czasami w rozmowie, pokazując ręką na swoich generałów, mówił:

    – „Połowę z nich wyciągnąłem z więzień i gułagów. Niektórzy ledwie byli żywi. Ot i masz ojczyznę, stwierdzał na koniec”.

    Była taka sytuacja w czasie wojny, jak Niemcy stali już pod Moskwą że oficerowie Żydzi załadowali swoje dobra na samochody i wraz z maszynami i urządzeniami przewożonymi za Ural opuszczali Moskwę. Doniesiono o tym Stalinowi, który kazał ich bagaże rozdać ludziom, a tych oficerów żydowskich w liczbie 200 – nakazał rozstrzelać.

    To samo zrobił Żukow w Leningradzie.

    Kiedy oficerowie Żydzi przydzielili sobie większe racje żywnościowe, a trzeba tu dodać, że wszystko było wydzielone po parę deka na osobę, a w Leningradzie w tym czasie z głodu zmarło ok. 600 000 ludzi. Żukow, któremu doniesiono, że wielu oficerów Żydów bierze racje żywnościowe wielokrotnie większe, niż wyznaczają to przepisy, a w dodatku unikają wyjścia z bunkrów na pierwszą linię frontu, kazał ich – a było
    to zimą – rozebrać do bielizny i ustawić do rozstrzelania. Obserwował to tłum głodnych ludzi, jak Żukow wygłaszał im mowę, za co za chwilę zostaną rozstrzelani. Po tej mowie oskarżycielskiej kazał adiutantowi połączyć się ze Stalinem, a Żydów trzymano pod ścianą.

    Stalin po wysłuchaniu powiedział:

    – „Ty jesteś głównodowodzący frontem i ty odpowiadasz za dyscyplinę, jeśli oni to zrobili co mówisz i ludzie o tym wiedzą, to należy ich rozstrzelać i ogłosić za co”.
    Tak, że Żukow na chwilę się zawahał z tym rozstrzelaniem i zasięgnął rady Stalina. Chodziło przecież o rozstrzelanie kolejnych 200-tu oficerów żydowskich.

    W Moskwie rozlepiono plakaty z nazwiskami kolejnych 200 oficerów Żydów, którzy ze sprzętem wojskowym i sprzętem z fabryk przenoszonych na Daleki Wschód i za Ural, wywozili swoje osobiste majątki, które składały się m.in. ze zrabowanych cerkiewnych ikon, czy wartościowych obrazów i rzeźb zrabowanych arystokracji rosyjskiej. Wykorzystywali w tak trudnych okolicznościach transporty wojskowe dla swojej prywaty.

    Tego też Żydzi nie mogli tak Stalinowi, jak i Żukowowi nigdy wybaczyć. Ale wtedy, w czasie wojny, nie mogli ich bronić, bo by sami narazili się na gniew żołnierzy i ludności.

    Kulikow kilka razy opowiadał to wydarzenie o rozstrzelaniu 400-tu oficerów żydowskich i zawsze przy tym
    mówił:

    – „Ludzie padali z głodu jak muchy, a oni, obżerali się w schronach i bunkrach, nie racząc podjąć walki, jak
    musieli to robić Rosjanie i ginąć”.

    Jak był w dobrym humorze i jak go jego generałowie prosili – to ulegał ich prośbom i opowiadał różne wydarzenia z frontu II wojny.

    – ”Nie byłem przecież od razu generałem, mówił o sobie. Pod Moskwą, jak Niemcy się zbliżyli, to byłem ‚starszyną’. Miałem przyjaciela, też był starszyzną w naszym pułku. Był to przystojny chłopak i odważny. Miał już wtedy kilka medali za odwagę i bohaterstwo. Nasze regulowszczyce, czyli żołnierki, które regulowały ruch na drogach, nie ukrywały, że lecą na chłopaka. On też upodobał sobie Katię, wysoką blondynkę, której piękne pukle włosów wychodziły spod chełmu lub furażerki. Jak były tańce, to oni oboje byli zawsze pierwszą parą tancerzy. Ale tą Katię upodobał sobie też kapitan polityczny – Żyd. Pokraczny to był człowiek i szpecił tylko wojsko radzieckie swoją figurą. Ale był ważny i należało go słuchać, a jego polecenia spełniać. Karał za byle co żołnierzy, tak, że unikali go jak ognia. A mój przyjaciel starszyna, był dowódcą grupy zwiadu i nie raz już przynieśli żywego Niemca i nie raz na tyłach nieźle natłukli Niemców. Stąd też na piersi Sieroży przybywało medali, a Katia coraz bardziej była w nim zakochana.
    Kapitan – Żyd, wymyślał różne czynności, żeby Katia u niego coś robiła. Jak nie było dużego przemieszczenia wojsk to żołnierki były więcej wolne i dowódca pułku zezwalał, by je zatrudniać do różnych wojskowych prac. Kapitan jednak chciał, żeby u niego tylko Katia pracowała.
    Raz pod pozorem, że ma bałagan w papierach, zadzwonił po Katię. Gdy przyszła poczęstował ją wódką i zmuszał kolejny raz wypić szklankę. Dziewczyna nie chciała, ale on krzyczał na nią i w końcu zmusił. Jak wypiła drugą szklankę to zaczął ją obmacywać i wsadzać rękę do krocza. Dostał za to w twarz, a dziewczyna uciekła.
    Ale zaraz ją zamknięto bo złożył kapitan meldunek, że przyszła do niego pijana. Co było prawdą, bo jak ją zamknęli, to była pijana – gdyż ten Żyd ją spił.
    Sieroża biegał po dowódcach i błagał, by nie karali Katię, bo nie tak to było. Ale wiarę dali kapitanowi, a nie Sieroży.
    Katia dostała tydzień aresztu i zablokowano jej awans o jaki dowództwo wystąpiło. Sieroża szalał z rozpaczy i niepotrzebnie odgrażał się kapitanowi, że mu łeb ukręci.
    Jak ruszyła ofensywa i front spod Moskwy się przesunął o sto pięćdziesiąt kilometrów, to Sieroża ze swoim oddziałem przeszli na tyły Niemców. W nocy napadli na sztab niemiecki. Zdobyli dużo map i rozkazów. Zabili szesnastu oficerów i wzięli żywego pułkownika. Ale ten, gdy tylko weszli z nim do lasu, zaczął prosić, żeby odkneblowali mu usta. I wtedy powiedział im: – ‚Ja mam dużo złota w szafie u siebie w biurze skąd mnie zabraliście. Jak dacie słowo, że mnie puścicie to powiem, gdzie je ukryłem’.

    – .

    I tu Sieroża nie wykonał rozkazu majora. Zwrócił się do żołnierzy, którzy siedzieli w okopach:

    Tak więc Katie wypuszczono z aresztu, a Sieroża dostał kolejny medal.

    – Ale myślicie że to koniec tej historii? – pytał marszałek Kulikow. Nie, nie koniec. Bo ten żydowski major zatrzymał sobie całe złoto przyniesione przez żołnierzy. Tylko że wydało się to dopiero miesiąc później.
    Sieroża znów ze swoimi ludźmi był na tyłach Niemców. W lesie i naokoło zalegała cisza. W pewnym momencie, leśną drogą nadjechał niemiecki samochód,a w nim dwaj żołnieze i oficer.

    No ale to drobne epizody, patrząc z punktu dowodzenia armiami czy frontem, ja uważam – mówił marszałek Kulikow – że Żukow gdyby nie Żydzi, to miałby pomniki na całym świecie. Bo pomyślcie – mówił Kulikow – ludzie pamiętający czasy powojenne czytali w prasie i słuchali w radio, ( mit-MD)że japońska cesarska armia w Mandżurii jest w ogóle nie do pokonania.

    Rósł ten mit na świecie i umacniał ludność świata, że tak właśnie jest.

    Przecież znane było ludziom stwierdzenie, że żołnierz japoński nie boi się zginąć za cesarza, że wielki honor polec na wojnie za swego cesarza, którego porównywano z Bogiem i obdarzano takim tytułem.

    Filmy o Japonii przekonywały świat, że dla Japończyka harakiri czy seppuku to honorowa sprawa.
    Jednym słowem żołnierz japoński jest nie do pokonania, a dowódcy są całkowicie oddani jego cesarskiej mości. I wyszkoleni tak, że żadne europejskie czy światowe uczelnie nie uczą tak dobrze jak japońskie.

    Japończycy w Mandżurii nad rzeką Chałchingoł mieli właśnie taką armię i ta armia miała na świecie taką opinię, że jej żadna inna nie pobije. Byli tak dobrze ufortyfikowani w terenie i z taką ilością dobrego uzbrojenia że jak prasa światowa wtedy pisała, Japończycy z radością przywitają armię czerwoną, żeby ją całkowicie zetrzeć z ziemi.

    Żukow cierpliwie przerzucał środki techniczne i ludzi, drogami które znawcy tematu porównują – do przeprowadzenia (przez Hanibala-MD) armii i słoni przez olbrzymie góry. Przerzucił ogromną ilość ciężkiego uzbrojenia i amunicji przez góry bez dróg, zrobił nowe drogi, gdzie ich w ogóle nie było i nikt by nie pomyślał, że tam można wprowadzić spychacze a po nich czołgi i ciężką artylerię. Uderzył na Japończyków z najmniej oczekiwanej dla nich strony. Parł swoją armią dzień i noc do przodu, nie dając ochłonąć Japończykom.
    I jak po tej wojnie, podawały światowe agencje, że żołnierze i oficerowie japońscy walczyli do samego końca, a w ostatniej chwili popełniali harakiri – samobójstwo. Pomimo to, potężna armia o opinii niezwyciężonej padła, bo nawet uciec nie mogła, gdyż miała odcięte wszystkie drogi.
    Poległo ponad sto tysięcy Japończyków, a około trzydziestu tysięcy popełniło harakiri.
    Żukow stracił 24 tys. żołnierzy, co stanowiło jedną czwartą poległych Japończyków, nie licząc tych samobójców.

    Żukow udowodnił światu, że można obalać mity o niezwyciężonych armiach

    Drugim takim mitem w Europie, ale i na świecie był mit, że Wermachtu nikt nie pokona.

    Szczególnie w miesiącach, gdy wojska Hitlera, parły do przodu po terenach Związku Radzieckiego nawet 80 km dziennie. Wielokrotnie zdarzało się Niemcom, że poszli tak daleko iż zostawiali nie rozbite całe radzieckie dywizje. Wówczas to atakowali te dywizje od wschodu ku osłupieniu żołnierzy i dowódców.
    Rosła wtedy opinia, że tej lawiny niemieckiej już nikt nie zatrzyma. Rosła tym bardziej, bo światowe agencje publikowały fotografie bosych żołnierzy radzieckich, obszarpanych, wyglądających jak dziady – dowódców.

    Ale okazało się, że Rosjanie po fali zwycięstw Hitlera ochłonęli i zaczęli stawiać coraz większy opór.

    Syberyjskie dywizje Żukowa były tak odporne na mróz, że żołnierz radziecki kładł konia, też syberyjskiego o długim owłosieniu na śnieg, sam układał się obok brzucha konia przytulony do niego i wstawał rano zdrowy.

    Reasumując – mówił marszałek Kulikow – to nasi oficerowie, wyśmiani i wyszydzeni za swój ubiór, czy fakt że tydzień się nie golili, że nie kończyli elitarnych szkół – to jednak radziecki żołnierz zatknął zwycięski sztandar w Berlinie.

    Trzeci mit.

    Mit najboleśniejszy dla Żydów, za który obwiniają Żukowa i robią wszystko, żeby jego nazwisko
    wymazać z kart historii. Ten mit powstał, gdy Żydzi w Moskwie byli największą władzą, której bał się nawet Stalin, którego zresztą wykończyli. To był mit, że w ZSRR Żydom nikt już nie wydrze władzy z rąk, że przy pomocy tej olbrzymiej Armii Czerwonej zajmą Europę całą.

    A Żydzi w Stanach Zjednoczonych odprawiali modły w synagogach za powodzenie rozszerzenia żydowskiej władzy na Europę i już dyskutowali jak zmienić, jeśli zajdzie taka potrzeba, sposób myślenia Żydów z systemu kapitalistycznego na socjalistyczny.

    I tę buńczuczną pewność siebie Berii – przerwał Żukow, strzelając do niego na posiedzeniu biura politycznego KC KPZR i zabijając go oraz wjeżdżając czołgami do żydowskiego matecznika na Łubiankę i do dwóch moskiewskich garnizonów NKWD.
    Tym czynem Żukow odebrał władzę Żydom w Rosji.
    Zginął wówczas, nie tylko Beria, ale i 10 tys. jego żydowskich funkcjonariuszy.

    Od tego dnia zaczęli masowo wyjeżdżać ze Związku Radzieckiego obawiając się i słusznie, procesów za
    ludobójstwo, jakie od czasu wybuchu Rewolucji Październikowej, dokonali nie tylko w Rosji”.

    ***

  3. Admin Says:

    Podziękowania panie Mieczysławie. Wartościowy materiał. Niebawem zostanie przez nas godnie zachomikowany.


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: