Szlomo Morel i przemilczane zbrodnie


Źródło: http://www.onr.h2.pl

Zamordowani przez UB

Słowo wstępu: Często wspomina się w literaturze, mediach, w życiu codziennym hitlerowskie zbrodnie, a jako ich przykłady ukazuje się najczęściej obozy koncentracyjne, zwłaszcza okryte najgorszą sławą – Auschwitz i Birkenau, przybudówka KL Auschwitz. Jednakże większość osób myśli, a przynajmniej tak im się to wpaja, że obozy koncentracyjne zostały zamknięte po zakończeniu II wojny światowej. Wnioskuję to z rozmów z ludźmi oraz np. programu nauczania w moim technikum, gdy w drugiej albo trzeciej, już nie pamiętam, klasie uczyliśmy się o obozach, które zamknięto wraz z upadkiem nazizmu. Nic jednak bardziej mylnego! Obozy wcale nie zostały zamknięte! Jedynie przekwalifikowali się ich zwierzchnicy, z nazistów na komunistów. Od razu chciałbym zaznaczyć, iż zebrane tutaj materiały dotyczą zapominanych często zbrodni wojennych i mają na celu ukazanie pozostawionych bezkarnie zbrodniarzy, a w tym przypadku Salomona Szlomo Morela. Nie jest to bynajmniej, z powodu żydowskiej narodowości Morela, nawoływanie do szerzenia antysemityzmu, bowiem antysemityzm nie ma nic wspólnego z tym artykułem i zgromadzonymi tutaj danymi, są to po prostu fakty historyczne. Dopiski pisane jak ten, pismem POGRUBIONYM, są dopiskami zrobionymi przeze mnie, Mojmira.

Pierwszy materiał pochodzi
DZIENNIK CHICAGOWSKI
5242 West Diversey Ave.,
Chicago, IL 60639
Tel: 773-685-1281 Fax: 773-685-7762
18 pazdziernika 1996

Z powodu braku polskiego kodowania na Chicagowskim Dzienniku w tym tekście brakuje polskich znaków, co jednak nie umniejsza chyba jego wartości merytorycznych.

WOJNA NIE ZAKONCZYLA OKRESU ZBRODNI.

Żydowski zbrodniarz wojenny SALOMON SZLOMO MOREL, winny ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości ukrywa sie w Izraelu.

Solomon Morel (Szlomo) był komendantem w kompleksie stalinowskich obozów śmierci Oświęcim/Brzezinka od lutego 1945 roku.

Morel i jego służba obozowa w Świętochłowicach-Zgodzie zamordowali co najmniej 1500 niewinnych polskich chrześcijan. Większość zginęła od bicia, postrzelenia, zamarznięcia w pojemnikach lodu, podcięcia żył, złych warunków obozowych, tyfusu, niedożywienia i zagłodzenia, z wyczerpania i zimna.

„Oko za Oko” to książka Johna Sacka, który sam jest Żydem. [„Oko za Oko” (1995) John Sack, Wydawnictwo APUS, 44-100 Gliwice, ul. Pszczynska 89. Tel: 388100 w. 258] Sack poświęcił osiem [siedem] lat życia na zebranie dowodów przeciwko takim Żydom jak „Szlomo” Morel. Jest on w posiadaniu taśm z 300 godzinami zeznań świadków – więźniów i strazników.

Sack opisuje los Slązakow porwanych lub bezprawnie aresztowanych pod pozorem zarzutu o kolaboracje z partia narodowo-socjalistyczna NSDAP, Hitlerjugend, pracy w administracji, np. w biurze Arbeitsamt (urzędu zatrudnienia), funkcji społecznych jak przynależność do drużyny przeciwpożarowej podczas nalotów bombowych. Nie było rozpraw, sądów i wyroków. Do dręczenia Morelowi wystarczyło, że Żyd lub komunista wskazał palcem chrześcijanina. Ludzie po prostu ginęli bez śladu, taj jak za bolszewickiej rewolucji w Rosji.

Komendant Morel, pan życia i śmierci, często spraszał żydowskich strażników na swoje kwatery. Kiedy się spili, prowadził ich do baraków obozowych na „duchowa satysfakcję”. Wtedy kazał układać się więźniom krzyżem w wysokie sterty jeden na drugim i śpiewać „Horst Wessel Lied” („Pieśń Horsta Wessela – hymn partii Hitlera). Niewielu umiało śpiewać, zwłaszcza Polacy, którzy nawet nie znali jezyka niemieckiego. W jednym przypadku Morel oderwał nogę od krzesła i bił każdego, kto nie śpiewał. „Mózgi bryzgały na sufit” – zeznawał były więzień. W seansach „śpiewu chóralnego” brali udział Morel, jego kompani i strażnicy. Podczas jednego takiego seansu zabili 138 osób. Więźniów zanurzano po szyje w pojemnikach z lodowata woda. Zamarzali oni na lód. Epidemia tyfusu dziesiątkowała populacje więźniów, lecz Morel nie zrobił nic, żeby temu przeciwdziałać.

Bezkarność zbrodniarza.
Wiadomości o morderstwach i torturach w obozach Morela w pierwszym półroczu 1945 roku były postrachem dla ludności Śląska i przyczyniły się do rozbicia oporu i poddania się reżimowi Stalina.

Sława okrucieństw Urzędu Bezpieczeństwa wymknęła się za Żelazną Kurtynę. Winston Churchill protestował w parlamencie 16 sierpnia 1945 roku: „Nie można doliczyć się olbrzymiej ilości Niemców. Nie jest wykluczone, ze za Żelazną Kurtyna szerzy się tragedia na wielka skale”. W USA protestowal senator William Langer. Niestety były to glosy stłumione w środkach masowej informacji po obu stronach Żelaznej Kurtyny.

Do Morela przybyła komisja Władysława Gomułki by poskromić jego wyczyny, ale wizyta ta skończyła się na pijaństwie i Morel nadal mordował bezkarnie zupełnie niewinnych ludzi. Wśród nich – po większej części dzieci i kobiety.

Byli to Ślązacy – Polacy i Niemcy urodzeni na Śląsku. Byli wsrod nich Reichsdeutsche, Voldsdeutsche i Polacy. Po maju 1945, czyli po zakończeniu wojny i zajęcia Śląska przez komunistyczna Polskę, Ślązaków przynależność obywatelska była polska tak jak przez setki lat przedtem – niemiecka. Morel zabijał dlatego, ze ktoś był chrześcijaninem. Kiedy Morel wchodził do baraku na seans śpiewu, przedstawił się jako Żyd ocalały z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Kłamał, ponieważ w czasie wojny polscy partyzanci ukrywali go w lesie i nigdy nie brał udziału w walce.

Nagroda dla zbrodniarza.
Za stworzenie tego inferna obozowego dla chrześcijan Morel awansował w 1945 roku z sierżanta na kapitana UB na osobiste polecenie Jakuba Bermana, szarej eminencji Stalina i promotora żydowskiego komunizmu w Polsce. Od około roku 1950 Morel był naczelnikiem wiezienia w Katowicach. W czasie jego kierownictwa więźniowie polityczni byli torturowani, umierali zamęczeni, a zwolnionych wynoszono na noszach.

W 1988 roku Morel otrzymał emeryturę w stopniu równym pułkownika i żył na koszt państwa w Katowicach.

Śledztwo na niby.
W marcu 1993 roku, ukazał się w tygodniku „Village Voice” w Nowym Yorku głośny artykuł Johna Sacka. Dlatego i może TYLKO DLATEGO Główna Komisja badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu przy Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie wszczęła śledztwo przeciwko Morelowi o morderstwa, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Kierownikiem śledztwa był prokurator Stanislaw Kaniewski, zastępca dyrektora ds. śledztwa i prokurator Marek Gajewski. Doświadczony w procedurze Gajewski posłał Morelowi zwykłym listem, przez pocztę, wezwanie do stawienia się 17 listopada 1993 roku w charakterze świadka (!) zbrodni w Oświecimiu, Brzezince i Świętochłowicach-Zgodzie. W ten sposób przestrzegł on Morela i zdradził interes Polaków i powinność swojego urzędu, bo znając sprawę wykalkulował to, co się stało: Morel nie stawił się na przesłuchanie, ale natychmiast wyjechał do Izraela, gdzie zatrzymał się u swojej najstarszej córki. Po dwóch miesiącach wyjechała także jego żona z wnuczka. Sabotaż w Komisji przeszedł niezauważony przez opinie publiczna. Jedynie w „Dzienniku Zachodnim”, 29 listopada 1993 roku, Krzysztof Karwat napisał artykuł pt. „Ucieczka do Izraela” i na tym sprawa przycichła.

Z dniem 3 pazdziernika 1995 roku Komisja przekazała śledztwo według właściwości Prokuraturze Wojewódzkiej w Katowicach. Tam, prokurator referent Grzegorz Korpala (mówią, ze był komunista) pogrzebał ja w szufladzie swojego biurka. Sformułowane zostały zarzuty przeciwko Morelowi, ale na użytek wewnętrzny. Nikt jednak w Prokuraturze ani w Ministerstwie Sprawiedliwości nie mówi o sporządzeniu aktu oskarżenia. natomiast prokuratorzy zastanawiają się, czy nie zawiesić postępowanie, co równałoby się umorzeniu. Żółwim krokiem rozwija się koncepcja na temat sporządzenia listu gończego i głoszenia w Interpolu.

Prokuratorzy nie wystąpili do rządu Izraela o ekstradycje Morela. Grzegorz Korpala, prokurator na dole drabiny administracyjnej, i jego szef Roman Dubiel powiadają, ze skoro nie istnieje z Izraelem umowa miedzy-państwowa o ekstradycji kryminalistów, to Polska Morela nie wydostanie. Brakuje „woli politycznej”.

Śledztwo podjęła także niemiecka prokuratura (Staatsanwaltschaft) w Dortmundzie, ale dopiero na wniosek byłego więźnia w Świętochłowicach i to nie Niemca, ale obywatela holenderskiego.

W 1945 roku Holender Eric van Calsteren zostal zawleczony przemocą do obozu Morela przez Chaima Studniberga, któremu wystarczyło, ze czternastoletni chłopiec Eric ma niebieskie oczy i blond włosy. Nieważne było, ze chłopiec legitymował się holenderskim paszportem. Przesądził fakt, ze był chrześcijaninem. Oto wspomnienia van Clasterena z obozu Morela:

„Drągami, na których noszono baniaki z zupa, zmasakrowano mi nogi, a kiedy leżałem na ziemi „opracowano” mnie kopniakami. Koledzy położyli mnie półżywego na pryczy … Ze było dużo trupów, to było całkiem normalne. Wszędzie umierający, w umywalni, w ustępach, obok pryczy. [Zabijanie] odbywało się prawie zawsze nocą i kiedy trzeba było [wstać] pójść do ustępu przechodziło się po trupach”.

Ten Holender przezyl, ale mial zrujnowane zdrowie. W 1992 roku, poruszony praca Sacka nad dokumentacja ksiazki, zwrocil sie wedlug wlasciwosci do Prokuratury w Dortmundzie z wnioskiem o ukaranie glownego oprawcy w Swietochlowicach. Prokuratura w Dortmundzie wezwała van Calsterena dopiero po półtorarocznym milczeniu do „bliższego zapoznania się z jego wnioskiem”. Ale wtedy van Calstern juz nie żył. Zmarł w wieku lat 63.

W rok później wdowa po Calsternie otrzymała drugie pismo od prokuratora Gorke z 20 lipca 1994 adresowane do jej nieboszczyka męża: „Śledztwo wszczęte na Pański wniosek zostało zanotowane pod numerem akt 7 c Js 371/94. Ponieważ nie można było stwierdzić obecnego miejsca zamieszkania obwinionego Solomona Morela, śledztwo zostało tymczasowo wstrzymane [vorlaufig eingestelit] przy zastosowaniu paragrafu 205 StPO [kodeksu postępowania karnego]”. Telewizja CBS i gazetowi reporterzy mogli znaleźć Morela i nawet przeprowadzić z nim filmowane wywiady. Tylko prokuratura nie może !

Pod koniec września 1996 roku zadzwoniłem do prokuratora Grzegorza Korpały w Katowicach i pytałem, czy nie mógłby on rozważyć wystawienie listu gończego. Odpowiedz: „Niech pan zadzwoni za miesiąc”.

30 września zadzwoniłem do naczelnika Wydziału Śledczego Prokuratury Wojewódzkiej w Katowicach, Romana Dubiela. „Podejrzewamy – powiedziałem – ze prokuratura umyślnie nie zwraca się do rządu Izraela o ekstradycje i przedłuża śledztwo grając w ten sposób na zwłokę aż Morel sobie umrze.” Naczelnik zasłaniał się brakiem „woli politycznej” rządu Izraela. – Tadeusz Lukomski. — Koniec.

— W czterotomowej książce Isaaca Kowalskiego „Anthology on Armed Jewish Resistance 1939-1945” (1986/7) bandy Żydów grasujących w lasach Polski mordując polskich wieśniaków i żołnierzy, przedstawieni są jako partyzanci. W pierwszym tomie na stronie 249, fotografia Salomona Morela dekoruje Zaświadczenie podpisane przez Mieczysława Moczara: „Niniejszym zaświadczam, ze por. Morel Salomon służył w oddziałach partyzanckich na terenach A.L. Lubelszczyzny i brał udział w akcjach bojowych w walce z Niemcami.” Przy fotografii: „Maj. Salomon Morel as a sergeant fought in the Polish Peoples Army together with his brother Icek. They participated in many fights against the enemy. Icek fell in battle. Certificate verifies that Salomon was a Lieutenant in the Polish Army in 1947. Morel is a lawyer. Resides in Poland.” Dana I. Alvi Kolejny artykuł pochodzi z Dziennika Polskiego, który opisuje, jak po pierwszej nieudanej próbie ekstradycji Morela, Polska ma wystąpić z drugą prośbą do władz Izraelskich

Zanosi się na to, że Polska po raz drugi wystąpi o ekstradycję z Izraela Salomona Morela, byłego komendanta obozu ?Zgoda? w Świętochłowicach, w którym komunistyczne władze przetrzymywały tuż po wojnie niemieckich więźniów i Polaków, wrogów politycznych ówczesnego systemu.

Instytut Pamięci Narodowej zarzuca Morelowi popełnienie zbrodni przeciwko ludzkości i odpowiedzialność za śmierć prawie 1700 osób. Andrzej Majcher, prokurator z katowickiego oddziału IPN, mówi, że liczne dowody i zeznania świadków wskazują na to, iż Salomon Morel poprzez stworzenie koszmarnych warunków bytowania w obozie działał w celu wyniszczenia więźniów.

Morel torturował więźniów, psychicznie znęcał się nad nimi, dopuścił do rozprzestrzenienia się tyfusu plamistego i duru brzusznego, które zdziesiątkowały zatrzymanych. Dobrze pamiętają ?wyczyny? Morela byli więźniowie obozu ?Zgoda?: zbiorowe gwałty, tortury, urządzanie morderczych bójek jednych więźniów z drugimi według kryteriów narodowych (np. Niemców z Ukraińcami). Morel miał zwyczaj witać nowych więźniów słowami: Auschwitz był niczym w porównaniu z tym, co tu przeżyjecie. Nie będziecie rozstrzeliwani, tak jak robili to Niemcy, tu się zdechnie. Choć czasem wspominał, że przeżył Auschwitz, nigdy w obozie nie był. John Sack, Żyd, amerykański dziennikarz, autor książki ?Oko za oko? o kilku polskich Żydach, którzy przeżyli Holokaust, a po wojnie jako funkcjonariusze bezpieki mścili się na Niemcach i wrogach nowego systemu (książka mocno naruszyła utrwalony na Zachodzie wyłącznie heroiczny wizerunek ofiar hitlerowskiej eksterminacji), pisał:

Wszyscy utracili podczas wojny tych, których kochali, i w zupełności wystarczało im to, że w ich mniemaniu więźniowie byli Niemcami. Z radością zastrzeliliby ich wszystkich, ale pałka dawała znacznie więcej emocjonalnej satysfakcji. W Auschwitz załogę SS obowiązywał zakaz bicia Żydów dla osobistej uciechy, lecz goście Szlomo Morela nie obawiali się, że Urząd ich ukarze. Czasami zacierali różnicę pomiędzy karą cielesną a główną, łapiąc Niemca za ręce i nogi, i waląc jego głową w ścianę jak łbem szlachtowanego tryka. Zapędzali Niemców do psich bud i bili ich, jeśli nie chcieli szczekać. Zmuszali ich do bicia siebie nawzajem. Gwałcili Niemki i szkolili swe psy, żeby na komendę: sic! gryzły więźniów w genitalia Morel groził nawet Sackowi, że jeśli o nim napisze, to go zabije; nie spełnił na szczęście swych gróźb.

Morel urodził się w 1919 roku w Garbowie, niewielkiej wiosce w Lubelskiem, w rodzinie żydowskiej. Po wybuchu wojny cała jego rodzina ukrywała się u znajomych Polaków. Rodzice Morela zginęli w 1942 roku. Salomon wraz z bratem Izaakiem założył grupę, która okradała pobliskie wioski. Gdy banda wpadła w ręce partyzantów AL, całą winę zrzucił na starszego brata, by uniknąć kary. Rok później wstąpił do partyzantki. Po wyzwoleniu organizował w Lublinie MO, a później był naczelnikiem więzienia na Zamku w Lublinie, gdzie więziono żołnierzy AK. Od połowy lutego do listopada 1945 roku był komendantem obozu pracy w Świętochłowicach-Zgodzie. Później został komendantem więzienia w Opolu i obozu pracy w Jaworznie, gdzie po wyzwoleniu więziono Ślązaków oraz Ukraińców z akcji ?Wisła?.

Z Jaworzna odwołano go dopiero w 1951 roku, kiedy tworzono eksperymentalny zakład dla młodocianych więźniów politycznych. Został naczelnikiem aresztu śledczego w Katowicach. Zajmował eksponowane stanowiska w resorcie spraw wewnętrznych, uchodził za dobrego praktyka i teoretyka. W 1949 roku zdał maturę, w 1964 roku – ukończył studia. Cztery lata później, w stopniu pułkownika, przeszedł na emeryturę.

Morel nie chce pamiętać epizodu z obozem ?Zgoda? i nawet go zataja. W Instytucie Pamięci Yad Vashem znajduje się jego oświadczenie, w którym pisze jedynie o żydowskiej partyzantce, nie wspomina za to obozu w Świętochłowicach ani swej pracy w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego.

W 1990 roku sprawą obozu ?Zgoda? zajęli się prokuratorzy z Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. Kilkanaście miesięcy później po raz pierwszy przesłuchano Morela. Odbyła się nawet konfrontacja z dawną więźniarką ?Zgody?, która jednak go nie poznała. Po paru dniach Morel przyniósł prokuratorowi pisemną odpowiedź na zarzuty: dowodził, że więźniowie byli zawsze dobrze traktowani, umierali na tyfus, ale to oni sami przywlekli chorobę do obozu. Nie słyszał nic o celi tortur, ani o tym, by lekarz popełniał jakieś zbrodnie.

W styczniu 1992 roku Morel wyjechał do Izraela. Wrócił jednak w czerwcu. W międzyczasie prowadzący śledztwo gromadzili dokumenty napływające z Niemiec i znaleźli w kancelarii miejskiej świadectwa zgonu ze świętochłowickiego obozu. Prokurator znów wezwał byłego komendanta na przesłuchanie, ten jednak nie pojawił się. Wyjechał do Izraela, gdzie przebywa do dziś.

W 1995 roku Prokuratura Wojewódzka w Katowicach przejęła akta sprawy Morela i wszczęła przeciw niemu postępowanie karne. Były komendant obozu „Zgoda” nie odpowiadał jednak na wezwania. W końcu rozesłano za nim list gończy. W kwietniu 1998 roku na podstawie Europejskiej Umowy o Ekstradycji Polska wystąpiła o ekstradycję. Strona izraelska nie przychyliła się do tej prośby, uznając, że czyny zarzucane Morelowi nie są zbrodniami ludobójstwa i po 20 latach uległy przedawnieniu.

W następnych latach sprawę obozu ?Zgoda? i jego komendanta przejął pion śledczy IPN, który na podstawie nowych zebranych dokumentów postawił mu zarzut ludobójstwa, nie podlegający przedawnieniu. Trudno jednak wierzyć, że izraelskie Ministerstwo Sprawiedliwości tym razem pozytywnie ustosunkuje się do wniosku o ekstradycję Morela.

Bogdan Wasztyl, Kat na emeryturze, Dziennik Polski 43 (18139), 20 lutego 2004, s. 21, 31. Ostatnia porcja materiałów, największa ze wszystkich i najdokładniej opisująca wszystkie zbrodnie dokonane przez Morela lub za jego przyzwoleniem, pochodzi z artykułów Naszego Dziennika

Azyl dla zbrodniarza Miesiąc temu władze izraelskie już po raz drugi odrzuciły polski wniosek o ekstradycję oskarżonego o zbrodnie przeciwko ludzkości Salomona Morela. Uzasadnienie tego faktu, z którym możemy się zapoznać w niniejszym dodatku – oprócz przedstawienia bulwersujących stwierdzeń – obrazuje swoistą podwójną moralność strony izraelskiej, która ściga winnych holokaustu na swoim narodzie po całym świecie, natomiast odmawia wydania swoich obywateli nawet wobec oczywistych dowodów winy.

Jest to już kolejny wniosek o ekstradycję Salomona Morela odrzucony przez Izrael. Jako uzasadnienie podano przedawnienie zarzucanych mu czynów, zły stan zdrowia oskarżonego i jego przeżycia wojenne. Jest to tym bardziej zadziwiające, że w drugim wniosku, wysłanym w kwietniu 2004 r., zarzuty stawiane Morelowi zostały zakwalifikowane jako zbrodnia przeciwko ludzkości, nie podlegającą przedawnieniu. Poprzedni wniosek, sporządzony przez polskie władze i przesłany w 1998 r., również został rozpatrzony negatywnie. Strona izraelska argumentowała jego odrzucenie podobnie jak za drugim razem, że czyny zarzucane Morelowi, m.in. bicie i znęcanie się nad więźniami, nie są zbrodniami ludobójstwa i przedawniły się po upływie 20 lat. Salomon Morel, będąc funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, w okresie od lutego do listopada 1945 r. sprawował funkcję naczelnika obozu pracy w Świętochłowicach-Zgodzie. Świadkowie relacjonują, że często bił więźniów, szczuł psami, osadzał w karcerze oraz znęcał się nad nimi psychicznie. W jego obecności wielokrotnie bili więźniów też inni funkcjonariusze obozowi. Do śmierci co najmniej 1,5 tys. osób w ciągu niespełna dziewięciu miesięcy przyczyniły się również panujące w obozie tragiczne warunki bytowe. Odpowiedzialnością za ich stworzenie obarcza się Morela. Osadzeni otrzymywali głodowe porcje żywnościowe, a skrajnie niski poziom sanitarny spowodował epidemię duru brzusznego i tyfusu. Do obozu pracy trafiali nie tylko Niemcy i Polacy ze Śląska, lecz także osoby podejrzewane o wrogość wobec komunistycznej władzy. O osadzeniu decydowały nie sądy czy prokuratura, lecz organa UB i NKWD. Salomon Morel po rozwiązaniu obozu był m.in. naczelnikiem aresztu w Katowicach, pracował też w Opolu. Pod koniec lat 60. przeszedł na emeryturę. Na początku lat 90. Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i prokuratura prowadziły postępowanie dotyczące obozu. Przesłuchani zostali byli więźniowie oraz krewni ofiar. W 1996 r. prokuratura w Katowicach postawiła Morelowi zarzut popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości, oskarżając go o doprowadzenie do śmierci co najmniej 1538 więźniów. Tymczasem w 1992 r., tuż po wszczęciu postępowania przeciwko niemu, Morel bez żadnych problemów opuścił Polskę i wyjechał do Izraela. Skandalem jest fakt, że do dziś otrzymuje polską emeryturę z tytułu służby więziennej w wysokości około 5 tys. zł miesięcznie. ZB

Salomon Morel urodził się 15 listopada 1919 r. w Garbowie (powiat Puławy). Do 1934 r. mieszkał w rodzinnej miejscowości, gdzie jego ojciec posiadał piekarnię. Potem, aż do 1939 r., pracował w Łodzi w firmie konfekcyjnej. Po wybuchu wojny wrócił do Garbowa. Swoją przygodę z komunizmem Morel rozpoczął w listopadzie 1942 r., kiedy to wstąpił wraz ze swoim bratem do partyzantki. W życiorysie napisanym w 1947 r. wspomina, że na polecenie komórki PPR ich oddział rozbijał mleczarnie i palił urzędy gminne. W oddziałach partyzanckich Armii Ludowej walczył pod kierunkiem kpt. Chila, który stwierdził, że Morel brał udział we wszystkich „akcjach i bojach” jego oddziału i „wywiązał się z powierzonych zadań bardzo dobrze”. Salomon i jego brat Icek dzięki temu, że przebywali w tym czasie w lesie, uniknęli losu innych członków rodziny – w grudniu 1942 r. policja granatowa zatrzymała, a następnie zastrzeliła ich matkę, ojca oraz brata. Morel z bratem przez jakiś czas ukrywali się u sąsiada – Józefa Tkaczyka4.

Po zajęciu Lubelszczyzny przez Armię Czerwoną latem 1944 r. Morel zamieszkał wraz z grupą żydowskich partyzantów w kwaterach przy ulicy Ogrodowej w Lublinie. Wkrótce (prawdopodobnie od 1 sierpnia) wszyscy znaleźli pracę w milicji lub UB. Morel otrzymał pracę strażnika w osławionym więzieniu na zamku w Lublinie, w którym katowano m.in. członków AK. Formalnie został mianowany strażnikiem dopiero 9 listopada 1944 r. Szansa na szybką karierę wydawała się pogrzebana po raporcie (z 30 listopada 1944 r.) ppor. Antoniego Stolarza, naczelnika więzienia śledczego w Lublinie. Wnosił o zwolnienie „jako elementu szkodliwego w administracji więziennej” sześciu funkcjonariuszy „Straży Więziennej [w tym Morela], gdyż nie wykonują oni sumiennie nałożonych na nich obowiązków, nie starają się podporządkować do regulaminu więziennego, zachowują się arogancko, przyczem rozsiewają plotki co do mojej osoby, przez co utrudniają mi pracę i podrywają mój autorytet”. W Wydziale Więziennictwa i Obozów szybko podjęto decyzję. Nie była to, wbrew przypuszczeniom, decyzja o zwolnieniu ze służby. Niesubordynowani strażnicy zasilili kadrę innych więzień – sierżant Salomon Morel został skierowany do więzienia w Tarnobrzegu. Jak donosił 18 grudnia 1944 r. naczelnik więzienia w Tarnobrzegu Walenty Warchoł, Morel zgłosił się do pełnienia służby w tamtejszym więzieniu5. Niecałe dwa miesiące później, 15 lutego 1945 r., Morel wyjechał z grupą operacyjną MBP na Górny Śląsk. Niemal natychmiast powierzono mu kierownictwo nad obozem w Świętochłowicach. Morel, mimo ciążącej na nim opinii „elementu szkodliwego w więziennictwie”, objął tak odpowiedzialną funkcję (miał wówczas 26 lat), choć, jak sam przyznał, nie był do tego przygotowany – nie był przeszkolony „ani na szkołach, ani na kursach”.

Eintrachthütte Leżące w przemysłowej części Górnego Śląska Świętochłowice przed wojną należały do Polski. Znajdujące się tam zakłady „Zgoda” zajmowały się produkcją maszyn dla przemysłu górniczego i hutniczego. Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Świętochłowic rozpoczęto przystosowywanie zakładu do produkcji dział przeciwlotniczych i w ten sposób huta „Zgoda” (Eintrachthütte) stała się zakładem zbrojeniowym. W celu zapewnienia siły roboczej w 1942 r. założono przy zakładach obóz pracy przymusowej i umieszczono w nim 180 Żydów. Nie zaspokoiło to w pełni potrzeb, stąd w maju 1943 r. podjęto decyzję o zatrudnieniu w Eintrachthütte więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz. Przeciętna śmiertelność w obozie wynosiła kilkunastu więźniów tygodniowo. Ewakuacja więźniów przebiegała w dwóch etapach: w grudniu 1944 r. oraz 23 stycznia 1945 r. Przed ostateczną ewakuacją w obozie przebywało jeszcze ponad 1200 więźniów.

Początki obozu „Zgoda”
Po wywiezieniu więźniów były podobóz KL Auschwitz opustoszał zaledwie na kilka tygodni. Dobrze zachowana infrastruktura obozu (ogrodzony teren, wieże strażnicze, baraki dla więźniów, budynek dla personelu), a także jego dogodna lokalizacja zostały szybko wykorzystane przez władze komunistyczne. Obóz położony na terenie gęsto zaludnionego okręgu przemysłowego, zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum Katowic, stwarzał możliwość łatwego transportu więźniów. Zatrzymanych w Katowicach i okolicach prowadzono do obozu w „Zgodzie” w pieszych kolumnach. Niektórzy byli tam dowożeni tramwajami, a ci z dalszych zakątków Śląska, np. z Bielska czy Nysy, koleją. Umieszczeni w obozie więźniowie mogli być wykorzystywani do pracy w licznych w okolicy zakładach przemysłowych. Nie bez znaczenia był z pewnością fakt, że Świętochłowice były siedzibą Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach. Siedziba UB mieściła się niedaleko hali targowej, do której w końcu lutego 1945 r. skierowano kilkuset zatrzymanych przed umieszczeniem w obozie „Zgoda”. Już w hali targowej więźniowie byli katowani przez funkcjonariuszy UB. Przed przetransportowaniem więźniów do obozu przeprowadzono tam prace porządkowe oraz dezynfekcję. Część zatrzymanych oczekiwała na zakończenie prac w pobliskim podobozie przy kopalni „Polska”.

Prawdopodobnie w początkowym okresie funkcjonowania obozem kierowały dwie osoby: Aleksy Krut oraz Salomon Morel. Aleksy Krut, 20-letni funkcjonariusz UB, który w lutym 1945 r. przybył z grupą operacyjną na Górny Śląsk, w swoim życiorysie z 1947 r. napisał, że od marca do maja 1945 r. był naczelnikiem Obozu Pracy w Świętochłowicach. Również Salomon Morel, który z dniem 15 marca 1945 r. został naczelnikiem Obozu Pracy w Świętochłowicach twierdzi, że nadzór nad obozem miał z początku sprawować razem z Aleksym Krutem. Z pewnością od połowy czerwca 1945 r. Salomon Morel już samodzielnie kierował obozem.

Osadzeni w obozie
Podstawą osadzenia w obozie było kilka aktów prawnych, a jak wynika z zapisów w repertoriach Prokuratury Specjalnego Sądu Karnego w Katowicach, zdecydowana większość osadzonych w świętochłowickim obozie trafiła tam na mocy dekretu PKWN z 4 listopada 1944 r. „O środkach zabezpieczających w stosunku do zdrajców Narodu”. Przepisy tego dekretu formalnie nie obejmowały terenów Górnego Śląska, gdyż dotyczyły volksdeutschów z Generalnego Gubernatorstwa. Choć znalazł się tam zapis, że można rozciągnąć moc obowiązującą niniejszego dekretu „na inne tereny Państwa Polskiego”, to jednak nigdy to nie nastąpiło. Zastosowanie tego dekretu na Górnym Śląsku oznaczało, że mieszkańców tych terenów wpisanych na volkslistę potraktowano tak samo, jak volksdeutschów z Generalnego Gubernatorstwa. Pozostałych więźniów osadzono w obozie na podstawie dekretu „sierpniowego” z 31 sierpnia 1944 r. o „zbrodniarzach faszystowsko-hitlerowskich i zdrajcach Narodu Polskiego” oraz ustawy z 6 maja 1945 r. o wyłączeniu ze społeczeństwa polskiego wrogich elementów. Ustawa ta przewidywała, że osoby wpisane do II grupy DVL traktowane jak Niemcy i zdrajcy muszą złożyć wniosek o rehabilitację. Do czasu przywrócenia praw obywatelskich ich majątek podlegał opisowi i zajęciu, a oni sami mieli zostać umieszczeni w miejscach odosobnienia (obozach). Dekret sierpniowy dotyczył głównie zbrodniarzy wojennych, kolaborantów oraz członków ruchu nazistowskiego. Do obozów pracy kierowano także wielu Górnoślązaków z niemieckim obywatelstwem, którzy mieszkali przed wojną w Rzeszy. Już 9 lutego 1945 r. wojewoda śląski zarządził, że wszyscy Niemcy oraz volksdeutsche z grupy I i II mają się zarejestrować celem podjęcia pracy. Władze bezpieczeństwa przeprowadzały akcje zatrzymań Niemców pod różnymi pretekstami i kierowały ich do prac przymusowych. Zagadnienia związane z volkslistą i internowaniem osób narodowości niemieckiej nie wyjaśniają jednak wszystkiego. Przy kierowaniu do obozu stosowano bowiem dosyć niejasne kryteria i jednym z powodów były z pewnością względy materialne, czyli chęć zagarnięcia majątku osoby osadzonej w obozie. Wiele osób zamknięto w obozie jedynie dlatego, że nie posiadały przy sobie dokumentów tożsamości. Starano się jednak przekonać mieszkańców Śląska, że do obozu trafiają wyłącznie Niemcy oraz znienawidzeni aktywiści ruchu nazistowskiego. Gdy na początku marca 1945 r. osoby zatrzymane na terenie Katowic uformowano w kolumny i popędzono w kierunku Świętochłowic, na czele każdej kolumny postawiono człowieka z flagą nazistowską. Analizując wykazy zmarłych więźniów świętochłowickiego obozu, można dojść do wniosku, że większość osadzonych stanowili posiadacze II grupy volkslisty (głównie mieszkańcy Katowic, Bielska, Chorzowa i Świętochłowic). Mniej liczną grupę stanowili obywatele III Rzeszy (Reichsdeutsche) – głównie z Bytomia i Gliwic. Wśród zmarłych w obozie było co najmniej 139 posiadaczy III grupy DVL, więc więziono tam znacznie liczniejszą grupę takich osób. 39 osób zmarłych w obozie nie posiadało w ogóle volkslisty. Zdecydowaną większość osadzonych stanowili mieszkańcy Śląska Górnego i Opolskiego. Poza nimi w obozie znaleźli się także mieszkańcy np. Lwowa, Drohobycza, Tomaszowa, Poznania, Nowego Sącza, nieliczna grupa osób z Zagłębia Dąbrowskiego (w sumie zmarło 10 z nich), Niemcy z głębi Rzeszy oraz co najmniej 38 obywateli innych państw (19 obywateli austriackich, jeden Belg, siedmiu obywateli rumuńskich, siedmiu czeskich, dwóch jugosłowiańskich oraz dwóch francuskich). Ustalono to na podstawie wykazów obywateli różnych narodowości przebywających w obozach i więzieniach. Wykaz ten jest jednak niepełny. Nie obejmuje między innymi Wandy Lagler – obywatelki Stanów Zjednoczonych, Litwina Franciszka Godesa oraz Szwajcarki, o której wspomina w swoich zeznaniach Dorota Boreczek. W wykazie nie znalazł się również najbardziej znany cudzoziemiec w świętochłowickim obozie – Holender Eric van Calsteren. Podczas przesłuchania w komendzie milicji w Gliwicach próbował wyjaśnić, że urodził się w Hadze i jest obywatelem holenderskim. Usłyszał wówczas: „Masz niebieskie oczy i jasne włosy, jesteś stuprocentowym Niemcem, bo Holendrzy mają wszyscy czarne włosy i mówią po francusku”. Wkrótce został przewieziony do obozu „Zgoda” w Świętochłowicach. W sumie więc więźniami „Zgody” były osoby 13 narodowości (wliczając w to jeszcze Ukraińców odnotowanych w innych wykazach więźniów). Wśród obywateli austriackich w obozie pracy w Świętochłowicach przeważali jeńcy wojenni, ale więziono tam również Austriaczkę, która przyjechała do swojego męża pracującego w Polsce. Kilku innych obcokrajowców (mieszkaniec Wiednia, Czech oraz jeden z obywateli jugosłowiańskich) trafiło do obozu za brak dowodów osobistych. Część cudzoziemców zatrzymały wojska radzieckie i przekazały polskim organom ścigania bądź bezpośrednio do obozu „Zgoda”.

Inne zachowane dokumenty Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zawierają wykazy zaludnienia obozu z podziałem więźniów na następujące kategorie: Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Niemcy, volksdeutsche, współpraca z Niemcami oraz inni. Do Polaków zaliczano przede wszystkim członków organizacji niepodległościowych: Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. W statystykach odnotowano, że w świętochłowickim obozie przebywało zaledwie kilka takich osób. W obozie więziono kilku Ukraińców, a liczną grupę stanowili Niemcy (najwięcej w sierpniu 1945 r. kiedy było ich w obozie 1733 – co stanowiło 1/3 wszystkich więźniów). Za Niemców uważano również wszystkich Górnoślązaków zamieszkałych na terenie Rzeszy. W początkowym okresie funkcjonowania obozu trafiali tam również jeńcy wojenni (w kwietniu było ich 25) oraz osoby pozostające do dyspozycji władz sowieckich. Więźniami „Zgody” były w zdecydowanej większości osoby po 40. roku życia. Dużą grupę, liczącą kilkuset więźniów, stanowiły osoby powyżej 60. roku życia. W obozie przebywały również dzieci; oficjalne statystyki obozowe podają, że w „Zgodzie” trzymano kilkoro dzieci w wieku do lat 13. Dzieci doprowadzane były do obozu z matkami, które nie chciały zostawiać ich bez opieki. Władze obozowe godziły się na przebywanie dzieci w obozie, choć musiały sobie zdawać sprawę, w jakich warunkach będą przebywać i co im grozi. W obozie zmarł np. syn mieszkanki Świętochłowic, który prawdopodobnie urodził się w obozie (w chwili śmierci – 9 września 1945 r. miał 4 tygodnie). W czerwcu 1945 r. w obozie było aż 716 kobiet (co stanowiło blisko 17 procent wszystkich osadzonych). W lipcu grupę kobiet przetransportowano do Libiąża – filii COP Jaworzno. We wrześniu liczba kobiet w obozie zmniejszyła się do ponad 300. Kobiety mieszkały w osobnym baraku i również były wykorzystywane do pracy poza terenem obozu. Władze obozowe oceniały, że obóz jest w stanie pomieścić 1400-1500 osób. Już w końcu marca 1945 r. przebywało tam 1062 więźniów. Obóz bardzo szybko się zaludniał. Morel stwierdził, że początkowo przyjmowano dziennie nawet po 300-500 więźniów. W maju statystyki obozowe informowały już o ponad 2 tys. więźniów. Obóz był niemal od samego początku funkcjonowania przepełniony. W lipcu 1945 r. (co przyznał sam Morel) w obozie przebywało 1-1,2 tys. więźniów więcej, niż przewidywała jego pojemność. Jak pokazuje tabela, najwięcej osób figurowało w ewidencji obozowej właśnie w miesiącach letnich 1945 r. Później, w związku z tyfusem, liczba więźniów znacząco spadła. Choć oficjalnie świętochłowicki obóz nosił nazwę obozu pracy, to spełniał również funkcję obozu karnego. Więźniowie baraku 7. nie pracowali ani na terenie obozu, ani też poza nim, dla nich był to więc obóz karny, choć oczywiście nikt z nich nie był skazany wyrokiem sądowym. Wiele osób wysłano do pracy w pobliskich kopalniach i hutach, gdzie funkcjonowały obozy. Więźniowie pracowali również w znajdującej się naprzeciw obozu hucie „Zgoda”, gdzie demontowali maszyny i ładowali je na wagony. Część uwięzionych kobiet zatrudniono jako sprzątaczki w kopalni „Polska”. Zdarzały się przypadki zabierania do robót nadzorowanych przez wojska radzieckie w rejon Nowego Bytomia oraz wyprowadzania więźniów do prac przy załadunku wagonów na stacji Katowice-Ligota. Na terenie obozu istniało kilka warsztatów (m.in. stolarski, szewski, krawiecki i ślusarski), w których również pracowali więźniowie. Do zakładów położonych w sąsiedztwie obozu więźniów prowadzono w pieszych kolumnach i po zakończeniu pracy wracali oni do obozu. Zatrudnieni w bardziej odległych hutach i kopalniach przebywali w tamtejszych podobozach. Warunki bytowe w obozach przykopalnianych były nieco lepsze niż te w obozie „Zgoda”. Należy także dodać, że co najmniej kilku więźniów (w momencie likwidacji obozu – 4) było „wypożyczonych” do pracy w Wojewódzkiej Komendzie Milicji Obywatelskiej w Katowicach. Więźniowie nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia za wykonywaną pracę. W momencie likwidacji obozu w dziale pracy zgromadzono ponad 118 tys. złotych.

Epidemie i śmiertelność Od początku w obozie panował głód, niektórym grupom więźniów po kilka dni nie dawano niczego do jedzenia, a normalnie dzienne racje żywnościowe składały się z kromki chleba i wodnistej zupy. Opisy więźniów różnią się tym, z czego ta zupa była robiona – z pokrzyw, z kłaków, czasem z drobiny kapusty, kukurydzy lub marchewki – jednak wszyscy zgodni są co do tego, że była to w zasadzie ciepła woda bez żadnego tłuszczu. Wszyscy świadkowie mówią o panującym w obozie głodzie, niektórzy wspominają o jedzeniu trawy czy znajdowanych resztek. Więźniowie nie mieli naczyń ani sztućców – posługiwali się jedynie starymi, zardzewiałymi puszkami po konserwach, przy czym z jednej puszki korzystać musiało wielu więźniów. Więźniowie nie otrzymywali żadnych środków czystości, w łaźni była wyłącznie zimna woda. Tragiczne warunki sanitarno-higieniczne i niskie racje żywnościowe doprowadziły do powszechnego rozszerzenia na terenie obozu epidemii czerwonki i tyfusu (plamistego oraz brzusznego). Dostrzegający niebezpieczeństwo lekarze zaszczepili przeciwko tyfusowi personel obozu. Nie zatroszczono się jednak o więźniów – nie przeprowadzono odwszawienia, nie izolowano chorych. Franz Brachmann wspomina, że administracja obozu obojętnie przyglądała się umieraniu więźniów i dopiero gdy już prawie wszyscy w baraku 7. (gdzie umieszczano głównie członków organizacji nazistowskich) byli chorzy, podano im węgiel. Z obawy przed zarażeniem w baraku nie pokazywali się strażnicy. Epidemia rozprzestrzeniła się na cały obóz i spowodowała tak wielkie spustoszenie, że wkrótce baraki nr 4, 6 i 7 zostały całkowicie opróżnione. Błyskawicznemu rozwojowi epidemii sprzyjała straszna ciasnota panująca w barakach oraz osłabienie więźniów. Doszło do masowych zgonów. Z aktów zgonów więźniów wynika, że zaraza zaczęła zbierać obfite żniwo od 26 lipca 1945 r. Wówczas po raz pierwszy liczba ofiar w ciągu jednego dnia przekroczyła 15. Przez następne 7 tygodni, do 8 września, codziennie odnotowywano od 8 do 34 zgonów więźniów. W samym sierpniu zmarło 632 więźniów obozu w Zgodzie. Najwięcej ofiar przyniosły ostatnie dni lipca i pierwsze dni sierpnia: 28 lipca – 27 zgonów, 29 lipca – 24, 30 lipca – 28, 31 lipca – 34, 1 sierpnia – 35, 2 sierpnia – 38, 3 sierpnia – 38 i 4 sierpnia – 35. W sumie w ciągu tych ośmiu najtragiczniejszych dni odnotowano 259 przypadków śmierci więźniów. W połowie lipca rozpoczęła się epidemia tyfusu, która spowodowała stopniowe wyludnianie się obozu. Morel nie poinformował przełożonych o epidemii. Dyrektor Departamentu Więziennictwa i Obozów MBP na odprawie (w dniach 10-13 sierpnia 1945 r.) wyraził pretensję, że dowiaduje się o tym, iż „w Świętochłowicach jest 716 chorych, kiedy już nawet gazety o tym piszą”. Morel poinformował jednak o sytuacji prokuraturę. 9 sierpnia 1945 r. Mieczysław Dobromęski, prokurator Specjalnego Sądu Karnego w Katowicach, zawiadomił wojewodę, że w związku z raportem naczelnika świętochłowickiego obozu o wybuchu epidemii duru osutkowego zarządził, by do „Zgody” nie przyjmowano nowych więźniów. Nie zapobiegło to rozprzestrzenianiu się tyfusu. Jesienią 1945 r. chorych było 1419 więźniów. Należy dodać, że personel obozu nie zgłaszał wszystkich wypadków zgonu więźniów. W urzędzie parafialnym ewangelicko-augsburskim w rejestrze zmarłych odnotowano ponoć 39 mogił zbiorowych, gdzie pochowano 357 osób. Zapis ten jednak opatrzony jest uwagą: „Cywilnych internowanych pochowanych jest więcej”. Oficjalna liczba zmarłych wynosi 1855, gdyż tyle „aktów po więźniach zmarłych, wraz ze świadectwami zgonów” przekazał Morel do Jaworzna po likwidacji obozu pracy w Świętochłowicach. Zgony 1581 więźniów zostały zarejestrowane w Urzędzie Stanu Cywilnego w Świętochłowicach na podstawie pisemnych zgłoszeń kierownictwa obozu – większość z nich Salomon Morel podpisywał osobiście. Niewyjaśniona do końca pozostaje kwestia wcześniej zmarłych w hali targowej, w szpitalu w Świętochłowicach oraz pochowanych bez powiadomienia o zgonie.

Odpowiedzialnością za tak straszliwy plon epidemii obarczono naczelnika obozu, który nie zapewnił więźniom elementarnych warunków sanitarnych. Ppłk Teodor Duda, dyrektor Departamentu Więziennictwa i Obozów, za dopuszczenie do rozwinięcia się epidemii tyfusu i nie poinformowanie o tym na czas zwierzchników oraz za inne uchybienia w prowadzeniu obozu ukarał Morela 3-dniowym aresztem domowym oraz potrąceniem 50 procent z pensji. Morel uznał, że to nie on ponosi odpowiedzialność za rozwój epidemii tyfusu. Tłumaczył, że w obozie przebywało 1000-1200 więźniów, więcej niż przewidywała jego pojemność. Jego zdaniem, przed samym wybuchem epidemii spośród 2,5 tys. więźniów lekarz nie mógł wybrać nawet 50 zdolnych do pracy; resztę stanowili starcy i kalecy, co tłumaczyć miało tak obfite żniwo tyfusu. Wyjaśnienia te nie zgadzają się jednak z danymi dotyczącymi osób starszych przebywających w obozie, które Morel wysłał do MBP. Według tych danych, 1 lipca w obozie przebywało jedynie 397 osób powyżej 60. roku życia, na ogólną liczbę 4996 więźniów. Istotne znaczenie dla oceny działań Salomona Morela, który w swoich pismach wysyłanych już z Izraela tłumaczył się między innymi tym, że nie miał możliwości skutecznego przeciwdziałania rozwojowi epidemii w obozie, mają zeznania Józefa C., jednego z przesłuchanych strażników, którzy pracowali w obozie w Świętochłowicach-Zgodzie. Opisuje on zdarzenie, gdy pod nieobecność Salomona Morela zastępujący go funkcjonariusz kazał zawieźć grupę około 10 chorych więźniów do szpitala w Świętochłowicach. Byli to chorzy na tyfus i działo się to jeszcze przed wybuchem epidemii. Gdy po opuszczeniu obozu przez dwie furmanki z chorymi (eskortował ich m.in. Józef C.), nadjechał samochodem naczelnik Salomon Morel, zatrzymał ich i kazał zawrócić z powrotem do obozu. O intencjach, jakie kierowały działaniami Salomona Morela, świadczą przytaczane przez różnych świadków jego wypowiedzi kierowane do osadzonych, głównie przy przyjmowaniu nowych grup więźniów. Świadkowie cytują groźby: „Będziecie tu zdychali”, „Oświęcim był niczym…”, „To, czego Niemcy nie dokonali w ciągu 5 lat, ja dokonam w ciągu 5 miesięcy” i tym podobne. W podobny sposób zapowiadali swoje zamiary także strażnicy, mówiąc, że na pryczach, na których więźniowie spali po trzech na jednej, „jeszcze będzie luźno”. Naczelnik Morel nie przestrzegał zarządzeń MBP dotyczących warunków sanitarnych. W listopadzie 1945 r. zastępca dyrektora Departamentu Więziennictwa i Obozów Stanisław Pizło w okólniku nr 107 zwracał uwagę, że w niektórych obozach i więzieniach osadzeni nie są odwszeni, brak cel przejściowych, brak cel do izolowania chorych w razie stwierdzenia choroby zakaźnej, a przypadki takie celowo są tajone itp. Dodał przy tym, że za powyższe nadużycia zostali już ukarani niektórzy naczelnicy więzień i obozów. Można to z pewnością odnieść do sytuacji w obozie „Zgoda”, gdzie wszystkie te uchybienia miały miejsce. Więźniowie dopiero po opanowaniu epidemii tyfusu, gdy warunki bytowe uległy poprawie, mogli wysłać do rodzin informacje o tym, gdzie przebywają. Sam naczelnik obozu nie informował o losach więźniów przebywających w obozie nawet prokuratora. Zgodnie z przepisami więźniowie powinni trafiać do obozu na mocy zarządzenia o odosobnieniu, a po zarządzeniu o ich aresztowaniu mieli zostać przekazani do więzienia. Również tej procedury nie przestrzegano w świętochłowickim obozie. Jeden z prokuratorów przypomniał bowiem naczelnikowi Morelowi o konieczności skierowania do więzienia osoby z nakazem aresztowania. Więźniowie wspominali o konfiskowaniu przez strażników paczek żywnościowych dostarczanych przez rodziny. Zdarzały się takie sytuacje, że rodziny zmarłych więźniów przynosiły do obozu paczki, nie wiedząc, że ich bliscy już nie żyją. Strażnicy przyjmowali paczki, nie informując o śmierci adresatów. Nie wydawano więźniom np. racji cukru, a w dokumentach zapisywano, że został im przekazany. Nie ewidencjonowano zabranych więźniom rzeczy, przez co stawały się one łupem personelu obozu. Za te nadużycia ze stanowiska kierownika działu gospodarczego świętochłowickiego obozu zwolniony został Karol Zaks.

Znęcanie się nad więźniami
Śmiertelność w obozie związana była nie tylko z epidemią tyfusu, niedożywieniem więźniów i tragicznymi warunkami sanitarnymi. Więźniowie ginęli również na skutek umyślnego maltretowania przez personel obozowy. Od początku stosowano wobec więźniów różnorodne metody znęcania się (podczas prowadzonego śledztwa zebrano na ten temat obszerny materiał dowodowy). Grupy doprowadzane do obozu zmuszano do wielogodzinnego stania na placu obozowym bez jedzenia i picia, niejednokrotnie w trudnych warunkach atmosferycznych, przy czym więźniowie spędzali tak co najmniej po kilkanaście godzin, a niektórzy nawet po trzy doby.

Bicie więźniów było na porządku dziennym, przy czym zwłaszcza w baraku 7. – nazywanym „Deutsche Hause” lub „brunatnym barakiem”, gdyż umieszczano w nim głównie mężczyzn oskarżanych o przynależność do nazistowskich organizacji NSDAP i HJ (Hitlerjugend) – rytuał zorganizowanego znęcania się nad więźniami odbywał się niemal każdej nocy. Salomon Morel wielokrotnie osobiście bił więźniów zarówno rękami, jak i trzymanymi w rękach sprzętami: kolbą pistoletu, pałką czy taboretem. W jego obecności wielokrotnie bili więźniów także inni funkcjonariusze obozowi. Jedną z metod znęcania się szczególnie uciążliwą dla więźniów było zmuszanie ich do ustawienia się parami naprzeciwko siebie i wzajemnego bicia się. Jeżeli ktoś nie chciał bić współwięźnia lub robił to zbyt słabo, był katowany przez personel obozowy. Więźniowie ulegali i bili się wzajemnie. W kilku udokumentowanych wypadkach do wzajemnego bicia zmuszano syna i ojca. Do bicia więźniów zobowiązani byli też więźniowie funkcyjni, tak zwani kapo. Niektórzy z salowych i blokowych nie chcieli tego robić i za zbyt słabe bicie współwięźniów sami byli maltretowani, ale niektórzy stali się równie okrutni jak załoga obozu. Więźniów poniżano i zastraszano, na przykład zmuszano do śpiewania pieśni nazistowskich – co osobiście zlecał Salomon Morel. Świadek Gerhard Gruschka, żeby uniknąć dodatkowego bicia, musiał w polskim obozie nauczyć się słów nazistowskiej pieśni. Szczególnie drastyczne tortury polegały na zmuszaniu więźniów do leżenia warstwami na sobie i tworzenia tak zwanej piramidy składającej się z kilkunastu mężczyzn – według różnych opisów warstwę tworzyło trzech lub czterech mężczyzn leżących obok siebie, a mężczyźni z kolejnej warstwy leżeli prostopadle do tych pod nimi. W ten sposób powstawała piramida o wysokości dorosłego mężczyzny, wszyscy byli cały czas bici, a więźniowie znajdujący się w dolnych warstwach doznawali rozległych obrażeń wewnętrznych i w konsekwencji wielu z nich zmarło. Więźniów zmuszano też do leżenia na ziemi, a następnie chodzono po nich, co powodowało powstawanie rozległych obrażeń i w niektórych wypadkach śmierć.

Ponadto umieszczano więźniów na wiele godzin w tak zwanym karcerze, gdzie musieli stać w wodzie sięgającej do piersi, co w niektórych przypadkach prowadziło do śmierci więźnia przez utopienie – niektórzy ze świadków wskazują wprost na Salomona Morela jako wydającego takie polecenia.

Niektórzy więźniowie próbowali ucieczki z obozu – dokumenty mówią o tym, że udało się to 69 osobom. Osadzony w brunatnym baraku Holender Eric van Calsteren wpadł na pomysł, by ukryć się w nocy w ubikacji i rankiem wraz z osobami z innych baraków pójść do pracy poza teren obozu. Po dotarciu do Huty „Zgoda” w ogólnym zamieszaniu udało mu się zbiec. Nie udała się ucieczka grupie więźniów, którzy próbowali wykopać tunel przed barakiem kuchni. Więźniowie mieli w kieszeniach spodni wynosić wykopaną ziemię, ale na skutek zdrady plan ucieczki się nie powiódł. O próbach ucieczek świadczą również zachowane akty zgonu dwóch więźniów z adnotacją, że zostali zastrzeleni podczas ucieczki. Skrajnie trudne warunki obozowe, głód i tortury powodowały załamanie psychiczne osadzonych w „Zgodzie”. Więźniowie wielokrotnie wspominali o przypadkach rzucania się uwięzionych na druty pod napięciem (Morel w listopadzie 1992 r. napisał: „Nie było ani jednego wypadku, ażeby ktoś z więźniów rzucał się na druty. Nie było absolutnie powodu, ponieważ przebywający tam ludzie czuli się dobrze, nie było chorób, a baraki były otwarte i mogli po placu spacerować”). Co najmniej dwie osoby popełniły samobójstwo przez powieszenie (mieszkaniec Świerklan z III grupą volkslisty oraz ojciec trójki dzieci z Rydułtów).

Likwidacja obozu
Zwalnianie więźniów świętochłowickiego obozu należy wiązać z rozkazem ministra Stanisława Radkiewicza z 15 września 1945 r., dotyczącym uregulowania spraw osób znajdujących się w miejscach zamknięcia bez sankcji prokuratora. Jak wiadomo, niemal wszyscy więźniowie „Zgody” trafili tam bez sankcji prokuratorskich. Tragiczną wymowę ma zestawienie dokumentów więźniów zmarłych i zwolnionych z obozu sporządzone w momencie likwidacji obozu. Wynika z nich, że zwolniono z obozu (istniały na to dokumenty – nakazy zwolnienia) 1341 osób, zmarło zaś 1855. Na przełomie października i listopada 1945 r. do świętochłowickiego obozu przyjechała trzyosobowa komisja, której przewodniczył prokurator Jerzy Rybakiewicz. Po dokonaniu przeglądu akt więźniów oraz przeprowadzeniu z nimi rozmów prawie wszyscy więźniowie zostali zwolnieni. Wyjątek stanowić miały te osoby, co do których istniały podejrzenia lub dowody ich współpracy z okupantem. Jak pokazuje przypadek kilkunastoletniego wówczas Gerharda Gruschki, wystarczyło pokazanie swojego przywiązania do niemieckości, by nie zostać zwolnionym. Na pytanie, czy wie, że zostanie zwolniony do polskiego miasta Gliwice i czy chce otrzymać polskie obywatelstwo, Gruschka odpowiedział, że pochodzi z Gliwic, „a Gliwice to przecież niemieckie miasto”. Zwolnienie następowało dopiero po podpisaniu zobowiązania, że pod groźbą kary więzienia do lat 15 nie będzie się z nikim rozmawiać o tym, co się wydarzyło w obozie. Wszystkich formalności dotyczących likwidacji obozu pracy w Świętochłowicach dopełniono 20 listopada 1945 r. Kierownik Wydziału Więziennictwa i Obozów WUBP w Katowicach Henryk Studencki już 23 listopada 1945 r. mógł donieść dyrektorowi departamentu, że zgodnie z poleceniem obóz pracy w Świętochłowicach został zlikwidowany i przejęty przez Centralny Obóz Pracy w Jaworznie. Przetransportowano tam więźniów, którzy nie zostali zwolnieni przez prokuratora (301 osób). W szpitalu hutniczym w Świętochłowicach pozostało cztery osoby. Warto odnotować, że spośród kilku tysięcy więźniów zaledwie garstka została później pociągnięta do odpowiedzialności karnej – odnaleziono dokumenty wskazujące, że kilku byłych więźniów Świętochłowic skazano za przestępstwa okupacyjne. Jeden z nich, mieszkaniec Bielska z II grupą volkslisty, otrzymał wyrok czterech lat więzienia za przynależność do NSKK oraz znęcanie się nad ludnością polską podczas wojny. Wśród więźniów byli oczywiście również członkowie partii nazistowskiej – np. grupa kilkudziesięciu członków NSDAP z Prudnika i Głubczyc (w tym w stopniu Ortsgruppenleiterów). Na podstawie zachowanych raportów o zaludnieniu obozu w Świętochłowicach można ustalić, że w ciągu niespełna dziewięciu miesięcy funkcjonowania przyjęto do niego co najmniej 5764 więźniów. Co trzeci osadzony tam więzień nie przeżył pobytu w obozie.

Śledztwo i zarzuty
Śledztwo w sprawie funkcjonującego w 1945 roku obozu w Świętochłowicach-Zgodzie zainicjowane zostało pismem Erny Kołodziejczyk z dnia 11 grudnia 1989 roku do ministra sprawiedliwości, dotyczącym śmierci jej ojca Pawła Benczka w tymże obozie. Czynności w tej sprawie podjęła ówczesna Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach, przesłuchując szereg świadków, m.in. w tej roli w 1991 roku przesłuchano byłego naczelnika obozu Salomona Morela. W 1995 roku, zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami co do kompetencji poszczególnych organów, sprawę przekazano do dalszego prowadzenia Prokuraturze Wojewódzkiej w Katowicach z wnioskiem o przedstawienie zarzutów Morelowi. Prokuratura Wojewódzka w Katowicach sporządziła postanowienie o przedstawieniu Salomonowi Morelowi 9 zarzutów, a następnie w marcu 1998 roku Ministerstwo Sprawiedliwości RP wystąpiło do władz Izraela z pierwszym wnioskiem o ekstradycję Salomona Morela, która spotkała się z odmową, z uwagi na przedawnienie ścigania przestępstw zarzucanych Morelowi według prawa izraelskiego. Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach przejęła śledztwo do dalszego prowadzenia w dniu 27 lipca 2001 roku, przesłuchując kolejnych świadków i docierając – dzięki współpracy z historykami z Biura Edukacji Publicznej IPN w Katowicach – do wielu nieznanych wcześniej dokumentów na temat funkcjonowania obozu. W oparciu o zgromadzone dowody rozszerzono zarzuty wobec Salomona Morela i zmieniono kwalifikację prawną jego czynów, uznając je za zbrodnie przeciwko ludzkości stanowiące zbrodnie komunistyczne. Stanowisko to podzielił w pełni Sąd Rejonowy w Katowicach, wydając 19 grudnia 2003 roku postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Salomona Morela w oparciu o zmodyfikowane zarzuty. Główny zarzut wobec Salomona Morela dotyczy tego, że jako naczelnik obozu w Świętochłowicach-Zgodzie stworzył więźniom umieszczonym w tym obozie ze względów narodowościowych i politycznych warunki życia grożące biologicznym wyniszczeniem, a w szczególności:

* głodził więźniów, wprowadzając rażąco niskie racje żywnościowe;
* pozbawił więźniów elementarnej opieki medycznej i warunków higieniczno-sanitarnych, dopuszczając do powstania i rozprzestrzeniania się wszawicy, czerwonki, tyfusu plamistego i tyfusu brzusznego;
* stosował osobiście i tolerował stosowanie przez podległych mu funkcjonariuszy różnego rodzaju tortur polegających na: – biciu po całym ciele, w tym także po głowie, rękami, kopaniu i biciu różnego rodzaju przedmiotami – kijami, drewnianymi nogami taboretów, gumowymi pałkami i „żyłami”, rurkami powleczonymi gumą, metalowymi drążkami i drewnianymi taboretami, co w wielu wypadkach powodowało powstawanie rozległych obrażeń i w konsekwencji wielokrotnie śmierć;
– umieszczaniu na wiele godzin w tak zwanym karcerze, gdzie więźniowie musieli stać w wodzie sięgającej do piersi, co w niektórych przypadkach prowadziło do śmierci więźnia przez utopienie;
– zmuszaniu więźniów do leżenia warstwami na sobie i tworzenia tak zwanej piramidy składającej się z kilkunastu mężczyzn, co u więźniów znajdujących się w dolnych warstwach powodowało powstawanie rozległych obrażeń wewnętrznych i w konsekwencji śmierć;
– zmuszaniu więźniów do leżenia na ziemi, a następnie chodzeniu po nich, co powodowało powstawanie rozległych obrażeń i w niektórych przypadkach w konsekwencji śmierć;
Natomiast drugi zarzut dotyczy różnych form fizycznego i psychicznego znęcania się nad więźniami, m.in.:
* bicia,
* zmuszania do zlizywania z podłogi miału węglowego,
* zmuszania do wzajemnego bicia się współwięźniów – m.in. dwa ujawnione przypadki zmuszania do wzajemnego bicia się ojca z synem;
* zmuszania do wielogodzinnego stania na placu obozowym bez jedzenia i picia, niejednokrotnie w trudnych warunkach pogodowych;
* zmuszania do śpiewania nazistowskich pieśni i dodatkowym biciu za nieznajomość tekstu; Zarzuty wobec Morela oparto przede wszystkim na zeznaniach ponad 100 świadków, spośród których 58 było więźniami obozu w Świętochłowicach-Zgodzie.
Adam Dziurok,
OBEP IPN Katowice,
UKSW Warszawa
Andrzej Majcher,
prokurator OKŚZpNP
IPN Katowice

Szerzej na temat funkcjonowania obozu w Świętochłowicach: Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945. Dokumenty, zeznania, relacje, listy, wybór, wstęp i oprac. Adam Dziurok, Warszawa 2002, 248 s., seria: Dokumenty IPN, t. 7. Obozowe dzieje Świętochłowic Eintrachthütte-Zgoda, red. Adam Dziurok, Katowice-Świętochłowice 2002, 160 s., seria: Konferencje IPN, t. 5 (tam lista ofiar – także na stronie internetowej ipn.gov.pl).

Przypisy:
1 Według zeznań jego sąsiadów z czasów przedwojennych, na Salomona wołano Szlama. Zeznania w aktach śledztwa prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Katowicach – dalej IPN Ka, Akta śledztwa w sprawie zbrodni popełnionych w obozie pracy w Świętochłowicach-Zgodzie, sygn. S 61/01/ZK, k. 2316, 2325.
2 Akta osobowe Salomona Morela, życiorys z 21 IV 1947 r. (kserokopia w IPN Ka, Akta śledztwa, k. 2156-2157).
3 Jego były dowódca Mieczysław Moczar wystawił mu zaświadczenie, że „służył w oddziałach partyzanckich AL na terenach Lubelszczyzny i brał czynny udział w walce z Niemcami”, tamże, k. 2172-2173.
4 Tkaczyk ukrywał ich w oborze i stodole, a jego matka ich karmiła. Tkaczyk zeznał, że w jego domu mieszkał posterunkowy, który zamordował rodzinę Morelów. Za ukrywanie Salomona i Icka Tkaczyk otrzymał medal „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, IPN Ka, Akta śledztwa, zeznanie Józefa Tkaczyka, k. 2325-2327.
5 Archiwum Akt Nowych (dalej AAN), MBP, Departament Więziennictwa (dalej DW), sygn. 7/24.
6 List Salomona Morela do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach z 7 XI 1992, IPN Ka, Akta śledztwa, k. 78-81, zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku. Dokumenty, zeznania, relacje, listy, wybór, wstęp i oprac. A. Dziurok, Warszawa 2002, s. 89-92.
7 F. Piper, Podobóz „Eintrachthütte”, „Zeszyty Oświęcimskie”, nr 17(1975), s. 91-153.
8 W tekście wykorzystano fragmenty artykułu A. Dziuroka, Więźniowie obozu w Świętochłowicach-Zgodzie w 1945 r., w: Obozowe dzieje Świętochłowic. Eintrachthütte-Zgoda, red. A. Dziurok, Katowice-Świętochłowice 2002, s. 69-77.
9 Aleksy Krut ur. 17 VI 1925 r. w rodzinie prawosławnej w Ostrowie, pow. chełm. W 1943 r. wstąpił do „Zbrojnych Placówek” PPR. W 1944 r. wstąpił do PUBP w Chełmie, a w styczniu 1945 r. pojechał do szkoły oficerskiej MBP w Lublinie. Pełnił m.in. obowiązki naczelnika więzienia w Kluczborku (1946), Sosnowcu-Radocha (1947), Koronowie (1947-1949). Zmarł w 1963 r.; Areszt śledczy w Bydgoszczy, Akta personalne Aleksego Kruta.
10 Świętochłowicki obóz podlegał osobom, którym obca była problematyka narodowościowa Górnego Śląska. Świadczy choćby o tym zdziwienie Morela, gdy dowiedział się, że w obozie przebywa ojciec oficera, który wcześniej walczył w wojsku niemieckim, a pod Lenino zdezerterował i został żołnierzem Wojska Polskiego. Morel załatwił wówczas zwolnienie tej osoby – posiadacza II grupy volkslisty. Przyznał wówczas, że przypadek ten dał mu dużo do myślenia, gdyż nie znał „stosunków ludnościowych na Śląsku”. Dowodził również, że z czasem nabierał doświadczenia życiowego, a szczególnie cenne miały być dla niego kontakty z miejscową ludnością oraz działaczami i piłkarzami klubu „Ruch Chorzów”, zob. List Salomona Morela z 7 XI 1992 r.
11 Artykuł 1. tego dekretu przewidywał, że „Obywatel polski, który w okresie okupacji niemieckiej na terytorium tzw. Generalgouvernement i województwa białostockiego (…) zadeklarował przynależność do narodowości niemieckiej (…) podlega (…) umieszczeniu na czas nieoznaczony w miejscu odosobnienia (obozie) i poddaniu przymusowej pracy”, DzU nr 11/44, poz. 54.
12 „Gazeta Urzędowa Województwa Śląskiego” 1945, nr 1, poz. 11.
13 Np. w Syryni doszło do aresztowań na podstawie listy sporządzonej przez wójta sąsiedniej miejscowości. Zatrzymano i skierowano do „Zgody” kilkunastu mieszkańców z volkslistą, ale nie wiadomo według jakiego klucza. Wszyscy mieszkali na stałe w Syryni, pracowali na roli i w kopalniach, nie mieszali się do polityki. Żaden z nich nie był w Wehrmachcie, Historia do wyjaśnienia, „Nowiny”, nr 26/1995, s. 7.
14 IPN Ka, Akta śledztwa, Zeznanie Józefa Wiesiołka, k. 57-59; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 111-112.
15 AAN, MBP, DW, sygn. 3/200; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 224-230.
16 IPN Ka, Akta śledztwa, Zeznanie Doroty Boreczek, k. 718-724; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 139.
17 IPN Ka Akta śledztwa, k. 1698.
18 Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 37.
19 AAN, MBP, DW, Wydział Inspekcji, Raporty statystyczne dot. starców do 60 lat i dzieci do 13 lat – 1945, 2/155, cz. I, k. 68, 179; cz. II, k. 4, 102.
20 W maju było tam jedno dziecko, a w sierpniu dwoje dzieci w wieku do półtora roku, tamże; nie jest to z pewnością statystyka pełna. Jedna z więźniarek wspomina, że widziała w baraku, w którym przebywała, dwie lub trzy kobiety z dziećmi liczącymi około 6-7 lat, Relacja Melanii Uherek, Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 176; działo się to w sytuacji, gdy Dyrektor Departamentu Więziennictwa i Obozów mjr Teodor Duda już 14 kwietnia 1945 r. zabronił przyjmowania do więzień i obozów dzieci do lat 13. Pouczył przy tym naczelników więzień i obozów, że dzieci pozostające w więzieniach i obozach przy rodzicach podlegają opiece miejscowych Rad Narodowych, jw., cz. I, k. 53.
21 IPN Ka, Akta śledztwa, Odpisy zupełne aktów zgonów więźniów obozu pracy w Świętochłowicach.
22 Zob. Raporty statystyczne o zaludnieniu obozu, Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 42, 52.
23 AAN, MBP, DW, sygn. 4/162, k. 107-108, Odpowiedź Naczelnika Obozu Pracy w Świętochłowicach z 15 IX 1945 r. do Departamentu Więziennictwa i Obozów MBP; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 55-56.
24 Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 55.
25 Tamże, s. 147.
26 Tamże, Relacja Melanii Uherek, s. 176.
27 Tamże, Zeznanie Józefa Wiesiołka, s. 112.
28 Tamże, s. 62; Morel podaje, że na terenie obozu istniały jeszcze warsztaty samochodowe, a spora grupa więźniów miała być zatrudniona w administracji i biurach, tamże, s. 89.
29 Tamże, s. 77.
30 Tamże, s. 76.
31 Zob. IPN Ka, Akta śledztwa.
32 G. Gruschka, Zgoda – miejsce zgrozy. Obóz koncentracyjny w Świętochłowicach, Gliwice 1998, s. 51.
33 F. Brachmann, Powrót na Śląsk, „Karta” 1998, nr 26, s. 33.
34 Ci więźniowie, którzy przeżyli epidemię, zostali przydzieleni do bloków 1. i 2., natomiast kobiety i dziewczęta do bloku 3., G. Gruschka, Zgoda – miejsce zgrozy, s. 51, 53.
35 Statystyka sporządzona na podstawie odpisów aktów zgonu, IPN Ka, Akta śledztwa, Odpisy zupełne aktów zgonu więźniów obozu pracy w Świętochłowicach.
36 AAN, MBP, DW, sygn. 3/2, k. 1; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 48.
37 Archiwum Państwowe w Katowicach, Urząd Wojewódzki Śląski, Wydział Ogólny, sygn. 271, k. 58.
38 H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990. Rozwój i działalność w świetle dokumentów MSW, Warszawa 1997, s. 72.
39 Informacje te podaje Jakub Ciećkiewicz w reportażu „Niemcy i Polacy” (maszynopis w IPN Ka, Akta śledztwa, załącznik do akt). Pastor, który udzielił tych informacji, nie pracuje już w Świętochłowicach, a obecny pastor nie jest w stanie potwierdzić istnienia takich zapisów.
40 AAN, MBP, DW, sygn. 2/137, k. 11; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 78.
41 IPN Ka, Akta śledztwa, Odpisy zupełne aktów zgonu więźniów obozu pracy w Świętochłowicach.
42 AAN, MBP, DW, sygn. 4/162, k. 139, zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 49.
43 AAN, MBP, DW, sygn. 4/162, k. 107-108, Odpowiedź Naczelnika Obozu Pracy w Świętochłowicach z 15 IX 1945 r. do Departamentu Więziennictwa i Obozów MBP; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 55-56.
44 AAN, MBP, DW, Wydział In spekcji, Raporty statystyczne dot: starców do 60 lat i dzieci do 13 lat – 1945, 2/155, cz. I, k. 179.
45 IPN Ka, Akta śledztwa, Zeznanie Józefa C., k. 916-918.
46 IPN Ka, Akta śledztwa.
47 Okólnik nr 107 z 27 XI 1945 r., kopia w IPN Ka, Akta śledztwa, k. 486.
48 Świadczy o tym choćby przykład jednego z więźniów, oskarżonego o przynależność do SA, który zmarł w świętochłowickim obozie podczas epidemii tyfusu 2 sierpnia 1945 r. Nikt nie poinformował właściwej władzy o zgonie więźnia. Nieświadomy niczego prokurator 4 miesiące po śmierci więźnia przygotował akt oskarżenia i wysłał do obozu. Dopiero w marcu 1946 r. otrzymał odpowiedź, że oskarżony nie może stawić się na rozprawę, gdyż już od sierpnia 1945 r. nie żyje, Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 24.
49 A. Dziurok, Śląskie rozrachunki. Władze komunistyczne a byli członkowie organizacji nazistowskich na Górnym Śląsku w latach 1945-1956, Warszawa 2000, s. 139.
50 Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 149.
51 AAN, MBP, DW, sygn. 4/162, k. 107-108, 138; zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 50, 55.
52 Przedstawione powyżej przypadki i metody znęcania się nad więźniami świętochłowickiego obozu opisano szerzej we wniosku o tymczasowe aresztowanie i ekstradycję Salomona Morela, IPN Ka, Akta śledztwa, k. 2331-2341.
53 Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 78.
54 IPN Ka, Akta śledztwa, k. 735.
55 Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 53-54.
56 W przypadku Jerzego Johna z Chorzowa, w akcie zgonu jako przyczynę śmierci podano dur brzuszny, zaś w doniesieniu zgonu podpisanym przez Morela odnotowano: „przez zastrzelenie”.
57 List Salomona Morela do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach z 7 XI 1992, IPN Ka, Akta śledztwa, k. 78-81, zob. także Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 89.
58 Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku., s. 28.
59 Rozkaz z 15 IX 1945 r., kopia w IPN Ka, Akta śledztwa, k. 484.
60 Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, s. 78.
61 Tamże, s. 145.
62 AAN, MBP, DW, Wydział Inspekcji, Dodatkowe załączniki do protokołu zdawczo-odbiorczego Obozu Pracy w Świętochłowicach (w likwidacji), sygn. 2/138, k. 1.
63 Obóz Pracy w Świętochłowicach w 1945 roku s. 61-75, 79.
64 AIPN Wa, Sąd Okręgowy w Cieszynie, sygn. 131, k. 67, 31, 58.
65 Wielu z nich zmarło w obozie, jak np. Paweł Schmidt – jeden z Ortsgruppenleiterów NSDAP w Bielsku, APKat, PZZ Okręg Śląski, Wykazy zbrodniarzy wojennych, k. 52. Na początku lat 80. Jerzy Ziętek w rozmowie z Henrykiem Piecuchem miał powiedzieć: „W Świętochłowicach mało było gestapowców, wielu Ślązaków. W tym cała tragedia. Warunki były straszne. W ciągu kilku miesięcy zmarło lub zostało zamordowanych blisko dwa tysiące osób”, H. Piecuch, Akcje specjalne: od Bieruta do Ochaba, Warszawa 1996, s. 27-28.

*******************************

Odpowiedź państwa Izrael na wniosek o ekstradycję Salomona Morela

6 czerwca 2005
Państwo Izrael, Ministerstwo Sprawiedliwości,
Biuro Prokuratora Krajowego,
Departament Spraw Międzynarodowych
Nasz znak: 6-98-11

Do: kompetentne władze Rzeczypospolitej Polskiej

Dot.: prośby o ekstradycję Salomona Morela Niniejszym potwierdzamy otrzymanie wystosowanej przez rząd Polski prośby o ekstradycję Salomona Morela z dnia 5 kwietnia 2004 roku. Po zbadaniu prośby o ekstradycję oraz następującej po nim rozmowie z naszym ministrem sprawiedliwości chcielibyśmy przekazać postanowienie ministra w tej sprawie mówiące o tym, że nie ma żadnych podstaw do ekstradycji Morela. Jak już wspominaliśmy we wcześniejszej korespondencji, zarzuty przeciwko Morelowi w Izraelu przedawniły się zgodnie z właściwym przepisem o przedawnieniu. W Państwa ostatniej argumentacji nie znalazło się nic, co by zmieniło ten zasadniczy fakt. Zatem ekstradycja Morela nie jest możliwa ani według izraelskiego prawa, ani wymagana zgodnie z konwencją o ekstradycji.

Po zbadaniu sprawy zmuszeni jednak jesteśmy do odniesienia się do następujących czynników, co – naszym zdaniem – wywołuje zdziwienie, że Polska w ogóle zwróciła się z taką prośbą. Dokładnie zbadaliśmy fakty dotyczące tej sprawy, a także rozważyliśmy okoliczności i przeżycia Morela w czasie II wojny światowej i ich bezpośrednie następstwa. Wnioskujemy z tego, że w czasie wojny Morel był świadkiem morderstwa dokonanego przez polskiego policjanta na rodzicach, bracie i szwagierce. Później jego drugi brat również został zamordowany przez polskiego faszystę. Morelowi udało się uciec hitlerowcom i przyłączyć do partyzantów. Po wojnie grupa partyzantów, do której należał, rozpoczęła pracę w więzieniu na terenie Śląska. Morel zaczął pracować w obozie w Świętochłowicach-Zgodzie, który podczas wojny był filią obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Rozumiemy, że od marca – kwietnia 1945 roku Morel był jednym z trzech komendantów obozu Świętochłowice-Zgoda. Odbywał tam służbę wraz z dwoma nieżyjącymi już komendantami.

W czerwcu 1945 roku Morel zaczął kierować obozem jednoosobowo. W obozie przebywało 600 więźniów. Więźniami obozu byli kolaboranci, a ich liczba pozostała bez zmian w czasie, gdy Morel pełnił funkcję komendanta (do końca 1945 roku). Zdajemy sobie sprawę z tego, że chociaż warunki życia, jak również warunki higieniczno-sanitarne w obozie były trudne, to – biorąc pod uwagę okoliczności – były one do przyjęcia.

Należy pamiętać, że w następstwie wojny na terenie całego obszaru Polski przeważały warunki prymitywne, bieda i głód. Jeśli chodzi o epidemię tyfusu, wydaje się, że – biorąc pod uwagę warunki panujące wówczas w obozie i na terenie Polski – trudno było jej zapobiec. Niestety, wynikiem tej epidemii były również ofiary śmiertelne, jednak ich liczba w obozie w Świętochłowicach-Zgodzie wahała się od 60 do 100, a nie 1500, jak Państwo piszą. Chcielibyśmy zaznaczyć, że wydaje się to rzeczą nieprawdopodobną, by 1500 więźniów zmarło w wyniku epidemii tyfusu, podczas gdy w obozie znajdowało się 600 więźniów. Kilka lat później Morel, który ukończył studia prawnicze, kontynuował swoją karierę zawodową w służbach więziennych w Departamencie Zarządzania Zakładami Karnymi. Podczas służby awansował na stanowisko naczelnika lokalnego więzienia na Śląsku, które zajmował przez okres ponad dwudziestu lat, aż do roku 1968, kiedy to po fali antysemityzmu w Polsce został zwolniony z tej funkcji.

Po upadku komunizmu pod koniec lat 80. i dojściu do władzy „Solidarności” w Polsce niektórzy Niemcy, którzy wyemigrowali do Polski, złożyli zeznania dotyczące obozu Świętochłowice-Zgoda. Część zeznań została przedstawiona fałszywie. Przypuszcza się, że niektóre mogły być stronnicze, ponieważ zostały złożone w czasie napastliwego antysemityzmu i skierowane przeciwko obywatelowi żydowskiego pochodzenia. W 1993 roku Morel wyemigrował z Polski do Izraela i uzyskał izraelskie obywatelstwo. Dzisiaj, w wieku 86 lat, ma poważne problemy zdrowotne. Państwo Izrael podjęło decyzję, by Morel – obywatel izraelski i osoba w podeszłym wieku, która przeżyła Holocaust – nie podlegał ekstradycji do Polski z wymienionych powyżej powodów i ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Co więcej, w świetle faktów uważamy, że nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełnienia poważnych przestępstw, nie mówiąc już o „ludobójstwie” czy „zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu”. Jeśli już, to wydaje się nam, że Morel i jego rodzina byli ewidentnie ofiarami zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców i Polaków z nimi współpracujących.

Jak napisaliśmy w piśmie z dnia 2 września 1998 roku, w którym odrzuciliśmy Państwa pierwszą prośbę o ekstradycję Morela, wzbudza ona wiele wątpliwości dotyczących wydarzeń w okresie po II wojnie światowej, kiedy to około 1000 Żydów zostało zamordowanych w Polsce przez polskich obywateli. Wiele zeznań świadków dowodzących takich zbrodni jest zarejestrowanych w Yad Vashem w Jerozolimie w Izraelu i w różnych instytucjach na całym świecie. Polskie władze prowadziły dochodzenia w sprawie wspomnianych wyżej morderstw na Żydach w okresie powojennym, ale wiele osób za nie odpowiedzialnych nie zostało postawionych przed sądem. Wobec powyższego tła osobistego i historycznego niepokoi i smuci fakt, że ściganie Morela jest kontynuowane oraz że państwu Izrael przedstawiona została prośba o jego ekstradycję. Z poważaniem, Gal Levertov, prawnik, dyrektor Departamentu Spraw Międzynarodowych. Słowem zakończenia pozostawiam czytelnikowi do przemyślenia pytanie – czy ktoś kiedyś odpowie za te zbrodnie, za ludobójstwo na Polakach, o którym dzisiaj tak mało Polaków w ogóle usłyszało, nakarmione wiadomościami cenzurowanymi przez obecną tutaj niegdyś zbrodniczą komunę, której zbrodnie do dzisiaj jakoś nie mogą wypłynąć na wierzch?

Zebranie i poprawienie materiałów oraz dopiski – Mojmir, ONR Górny Śląsk

komentarze 3 to “Szlomo Morel i przemilczane zbrodnie”

  1. detektywmichajarzynski Says:

    Prawda według ocalałego z holokaustu

    /Truth From A Concentration Camp Survivor/

    Szanowny Panie / Pani

    Nazywam się Alexander McClelland i jestem australijskim weteranem II wojny światowej, TPI (Totally and Permanently Incapacitated – całkowity i trwały inwalida), oraz ocalałym z obozu koncentracyjnego.

    W wieku 19 lat jako ochotnik zgłosiłem się do AIF i walczyłem jako strzelec w 2/1 Infantry Btn [Batalion Piechoty] w Afryce północnej, Grecji i Krecie, gdzie zostałem ranny i złapany przez Niemców. Resztę wojny spędziłem jako jeniec wojenny, ale z powodu moich licznych prób ucieczki, ostatecznie przeniesiono mnie do obozu koncentracyjnego w Teresinie, koło Theresienstadt Getto w Czechosłowacji.

    Swoje doświadczenia opisałem w autobiograficznej książce zatytułowanej ‘The Answer – Justice’ [Odpowiedź – sprawiedliwość]. W 1951 roku wystąpiłem w nagrodzonym, lecz niepoprawnym historycznie australijskim filmie dokumentalnym o Teresinie pt. ‘Where Death Wears A Smile’ [Gdzie śmierć ma uśmiech].

    Nie otrzymuję emerytury TPI z powodu ciężkich ran otrzymanych w akcji bojowej na Krecie. Otrzymuję ją z powodu nieludzkiego traktowania doznanego w obozie koncentracyjnym. Jest błędne wierzyć, że Niemcy miały wystarczającą liczbę personelu by obsadzić i zarządzać obozy koncentracyjne. Niemcy pilnowali tylko zewnętrznych terenów obozów, a my, więźniowie, rzadko widzieliśmy niemieckich żołnierzy, więc codziennie bili mnie nie esesmani ani nie niemieccy strażnicy.

    Nie, codzienne bicie, które zrobiło ze mnie trwałego inwalidę, dostawałem od dwóch współwięźniów zwanych kapo.

    Kapo (albo policja obozowa) mieli inne przywileje, takie jak własny pokój i władzę, np. władzę w podejmowaniu decyzji kto mógł się udać do obozowej izby chorych czy obozowego burdelu, i – z powodu nieobecności bardzo zdyscyplinowanych Niemców – ci kapo nawet mieli władzę nad życiem i śmiercią.

    Dwaj kapo, którzy bili mnie codziennie przy użyciu drewnianej pałki, nazywanej ‘Herr Doktor’ byli współwięźniami, obaj byli Żydami, jeden z Węgier, a drugi, jak sądzę, z Ukrainy. Często widziałem kiedy wyciągali biednych więźniów z cel na ‘Appelplatz’ i bili ich na śmierć przy pomocy ‘Herr Doktor’.

    Dlatego kiedy teraz spotykam ‘ocalałego z obozu’, patrzę mu głęboko w oczy, by zobaczyć jakiego rodzaju ‘ocalałym’ jest, czy był naprawdę więźniem jak ja, czy jednym z wielu ‘uprzywilejowanych’, którzy przeżyli wojnę będąc bardziej nieludzkimi wobec innych więźniów niż kiedykolwiek byli Niemcy.

    W rzeczywistości to niemiecki SS żołnierz uratował mi życie po tym kiedy kapo posłał mnie do pracy na zewnątrz obozu, z groźnie zainfekowaną nogą. Przechodzący esesman zobaczył, że pomagają mi moi koledzy, podszedł i dał mi swój zestaw medyczny.

    Teraz patrzę głęboko w oczy „ocalałym”, bo wiem, że nie wszyscy ocaleni z obozu koncentracyjnego byli niewinnymi ofiarami. Wiem, że wielu więźniów było brutalnymi i nieludzkimi przestępcami. Nigdy nie powiedziano światu całej prawdy o tym, jak wyglądało życie w obozach. Wszystko co słyszymy lub czytamy w mediach, jest o tym jak źli byli niemieccy strażnicy i jak źle traktowali więźniów.

    Byłem w ponad 8 obozach jenieckich i w obozie koncentracyjnym, więc kto zna prawdę? Ja czy media!

    Z szacunkiem
    Alexander McClelland
    PO Box 887 Toronto NSW 2283

    Przekład Ola Gordon

    http://bezdomnarewolucja.blogspot.com/2011/02/truth-from-concentration-camp-survivor.html

  2. Ość Says:

    Znalazłem coś ciekawego u Leszka Bubla w numerze TP 40(570)/2011

    EREWIZJONIZM-BAT NA ŻYDOWSKIE KŁAMSTWA?

    Co by się stało, gdyby ludzie uwierzyli, że rewizjoniści mają rację a holokaust to jeden wielki mit?

    – Rzecz jasna upadłaby wtedy religia „holokaustu”.
    – Zniszczony by został jeden z centralnych elementów kultury, polityki, i ideologii współczesnego Zachodu.
    – Zniknąłby główny fundament tożsamości współczesnych Żydów zarówno tych żyjących w Izraelu, jak i tych żyjących w diasporze.
    – Państwo Izrael straciło by swoją legitymację i możliwość wykorzystania „holokaustu” Jako podstawowego instrumentu swojej polityki.
    – padłoby do poziomu normalnego państwa i być może przestałoby istnieć, szczególnie że, Stany Zjednoczone nie mogłyby już otaczać go specjalną protekcją i wyschłyby w ten sposób źródła finansowania tego państwa z zewnątrz.
    – Jak pisał W. D. Rubinstein z Australii: „Gdyby holokaust został przedstawiony jako ‘syjonistyczny mit’, rozpadłaby się najsilniejsza broń w propagandowym arsenale Izraela” („Quadrant”, wrzesień 1979).
    – Wyparowałyby lepiszcze spajające diasporę żydowską.
    – Nastąpiłaby godzina zero dla narodu żydowskiego:
    – mogłaby nastąpić olbrzymia katastrofa – przede wszystkim dla elity żydowskiej, dla żydowskiego establishmentu, który, o czym nie należy zapominać, używa religii „holokaustu” jako narzędzia ideologicznego panowania nad masami zwyczajnych Żydów, z niej czerpie legitymacje dla przemawiania w ich imieniu, ona pozwala utrzymać ich w posłuszeństwie, zdyscyplinować dla swoich akcji politycznych pod hasłem: nam ufajcie, nas się trzymajcie, bo to my robimy wszystko, co w naszej mocy, aby uchronić was przed nowym „holokaustem”.
    – Dzięki religii „holokaustu” wytworzony został u Żydów syndrom oblężonej twierdzy, na zewnątrz której czyha wróg z nowym „holokaustem” w zanadrzu. Nie ma innego wyjścia jak poprzeć komendantów twierdzy, zjednoczyć się wokół nich i poddać się ich rozkazom.
    – Religia „holokaustu” jest sposobem, aby utrzymać solidarność wewnętrzną Żydów, zespoli8ć ich, mimo rozproszenia, w jedną „wspólnotę losu” i zagwarantować ży6dowskiej klasie elity rządzące, czyli klerowi religii „holokaustu”, panowanie nad nimi.
    – Gdyby upadła religia „holokaustu”, establishment żydowski po prostu by się rozpadł,
    – a ludzie tacy jak Ellie Wisel, Claude Lanzman, Henryk Grynberg odeszliby w polityczny niebyt.
    – Organizacje żydowskie utraciłyby możliwość wywierania moralnego nacisku na różne państwa.
    – Jednakże dla milionów zwykłych Żydów mogłoby to oznaczać radosne wyzwolenie ze straszliwego koszmaru, zrodzonego ze świadomości, że 6 milionów ich rodaków zostało wymordowanych, dlatego że byli Żydami, i z ciągłego strachu, że może się to powtórzyć.

    Odnosi się niekiedy wrażenie, że religia ‘holokaustu” spycha wielu Żydów na granice histerii, neurozy, czy wręcz manii prześladowczej, biorącej się z przekonania, że nikomu nie mogą ufać, skoro naród o takiej wspaniałej kulturze jak Niemcy mógł dokonać „holokaustu”.
    Gdyby niewidzialne mury getta zbudowane z dogmatów religii „holokaustu” runęły, przed diasporą żydowską byłby to koniec drogi:
    – albo ponowna judaizacja przez powrót do religii i kultury przodków
    – albo asymilacja w przyspieszonym tempie.
    – Jeśli :holokaust” okazałby się mitem, to wszystkie inne prawdy głoszone przez demoliberalne elity Zachodu po wojnie także utraciłyby wartość.
    – Obecna klasa rządząca utraciłaby panowanie nad przeszłością a tym samym nad teraźniejszością i przyszłością.
    – Trzeba by było zrehabilitować pośmiertnie skazanych w procesach norymberskich, uznać Eichmanna i Hossa za ofiary „sądowego mordu” etc.
    – W tym momencie nastąpiłby prawdziwy koniec II wojny światowej,
    – rozpadłaby się koalicja interesów łącząca po dziś dzień dawnych aliantów, okazało by się po latach, że sojusz zachodnich demokracji z reżimem Stalina był pomyłką lub godną moralnego potępienia „cyniczna polityką siły”.
    – Na pierwszy plan wysunęłyby się zbrodnie judeobolszewizmu, co rzu8ciłóoby cień na zachodnie elity uwikłane w takie czy inne związki z komunizmem, nastąpiłoby zrównanie zbrodni wojennych obozu demokratyczno-stalinowskiego i Rzeszy Niemieckiej.
    – Cały porządek polityczny świata zachodniego zbudowany po 1945 roku musiałby runąć.
    – Nigdy też nie zostałby zbudowany Nowy Ład Światowy, bo przecież „pamięć o holokauście” jest dla jego budowy czymś zasadniczym, ponieważ religia „holokaustu” zlała się w jedno ze współczesną ideologią demoliberalną,
    – to jej upadek pociągnąłby za sobą upadek tej ideologii.
    – Niemcy i Polacy wyzwoliliby się z „teologicznego poniżenia” i ze statusu „metafizycznych wrogów”- otworzyłaby się droga do „denacjonalizacji” narodów,
    – do odrodzenia europejskiej tradycji uwolnionej od zarzut5u odpowiedzialności za „holokaust”,
    – zakończyłaby się „holokaustyczna indoktrynacja” i „psychoterror” stosowany przez demoliberalne elity jako instrument panowania.
    – Na złom powędrowałaby „oświęcimska pałka” używana do zwalczania prawicowej ideologii politycznej,
    – oskarżenia o „antysemityzm”, „rasizm” i „nacjonalizm”, utraciłyby swoją perswazyjną moc,
    – nastąpiłby krach „shoah-biznesu”, miliony dolarów można by zainwestować pożytecznie.
    – Jak pisał niemiecki prawicowiec Eduard Peter Koch, nastąpiłoby nowe święto narodów, uroczysta wiosna przynosząca im orzeźwiającą moc stanowienia o sobie.
    Jest więc tak, jakby losy świata w następnych dziesięcioleciach zależały od tych kilku pomieszczeń w Oświęcimiu/Brzezince uważanych przez jednych za komory gazowe, czyli narzędzie „najstraszliwszej zbrodni w dziejach, a przez drugich za zwykłe kostnice”.
    Tutaj przebiega dziś oś historii świat, tu jest achillesowy punkt światowej polityki. Ten, kto utrzyma w swych rekach umieszczoną na nim dźwignię, ten zwycięży.

    („The Skorpion” nr 16, lato 1993).

  3. Ość Says:

    Przepraszam, że ten wpis zamieściłem po raz drugi ale to dla tego, że poprzedni nie ukazywał się prawie dobę i myślałem, że gdzieś utknął.


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: