Uznanie Izraela wymaga wcześniejszego uznania Palestyny


Recognition of Israel Necessitates Recognizing Palestine First

http://ashraf62.wordpress.com/

Dr Ashraf Ezzat – 23.09.2011           tłumaczenie Ola Gordon

Mahmoud Abbas składa wniosek palestyńskiego państwa o członkostwo w ONZ

Od autora: Uznanie Izraela było jego warunkiem wstępnym, zanim Palestyńczycy będą mogli usiąść przy stole i rozpocząć tzw. rozmowy pokojowe.

Po prawie wszystkich schrzanionych dwustronnych negocjacjach w ciągu ostatnich dwóch dekad, strona izraelska zawsze składała oświadczenia, które uzasadniają i przyklejają drugiej stronie winę za niepowodzenia negocjacji, jej niechęci uznania państwa Izrael.

Podczas gdy większość ogłupiano tym uproszczeniem, jest jeszcze kilka osób, które w takim oświadczeniu widziały pułapkę.

Uznanie państwa wymaga istnienia równego mu państwa, pod względem politycznym i prawnym na takim samym szczeblu. Inaczej mówiąc, jeśli Izraelczycy nalegają, żeby Palestyńczycy uznali państwo Izrael, to Palestyna powinna być uznana najpierw za pełnoprawne państwo.

Po prostu, nie prosi się jakiegoś bytu, jakim jest Palestyna dla ONZ, żeby uznała państwo Izrael. Jest to nie do przyjęcia ani pod względem prawnym, ani logicznym.

Ta izraelska prośba uznania go przez Palestyńczyków, która jest jednym z ulubionych pretekstów Izraela na dyskontynuację procesu pokojowego, i niczym innym niż jedynym argumentem, który jednak nadaje  palestyńskiemu wnioskowi w ONZ o państwowość więcej autentyczności, i potrzeby tylko dla samego prowadzenia wznowionych dwustronnych negocjacji, którymi zarówno Izrael, jak i jego amerykański sojusznik zachwycają się w tych dniach, jako jedynym sposobem osiągnięcia porozumienia, czy raczej jedynym sposobem na wyjście z tego kryzysu głosowania w ONZ.

*  *  *

Poniższy artykuł jest jednym z klasycznych i najbardziej wnikliwych nt. rzekomego i źle pojmowanego prawa Izraela do egzystencji.

What ‘Israel’s Right to Exist’ Means to Palestinians

Co ‚prawo Izraela do istnienia’ oznacza dla Palestyńczyków

„Uznanie sugerowałoby akceptację tego, że zasługują na traktowanie ich jako podludzi”

John V Whitbeck*

Od wyborów w Palestynie w 2006 roku, Izrael i prawie cały Zachód twierdziły, że główną przeszkodą w każdym postępie w kierunku pokoju izraelsko-palestyńskiego, jest odmowa Hamasu „uznania Izraela„, czy „uznania istnienia Izraela„, czy „uznania prawa Izraela do istnienia„.

Te trzy wyrażenia słowne używały Izrael, Ameryka i UE, jako racja bytu zbiorowego karania narodu palestyńskiego. Frazy te używali, zamiennie, również media, politycy, a nawet dyplomaci, jakby oznaczałyby one to samo. Ale nie oznaczają.

Uznanie Izraela„, czy każdego innego państwa, jest aktem formalnym prawnym i dyplomatycznym jednego państwa, w odniesieniu do drugiego. Jest to niewłaściwe – rzeczywiście, bezsensowne – mówienie o partii politycznej lub ruchu rozszerzającego dyplomatyczne uznanie państwa. Rozmowa z Hamasem o  „uznaniu Izraela”, to po prostu używanie niechlujnego, mylącego i zwodniczego skrótu myślowego na faktyczne żądania wysuwane pod adresem Palestyńczyków.

Uznanie istnienia Izraela” pojawia się na pierwszy rzut oka jako stosunkowo proste potwierdzenie faktu życia. Ale z takim językiem są jeszcze poważne problemy praktyczne. O jakim Izraelu, w jakich granicach, mówimy? Czy jest to 55% historycznej Palestyny, rekomendowanej na żydowskie państwo przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1947 roku? Czy jest to 78% historycznej Palestyny przejętej przez ruch syjonistyczny w 1948 roku, i teraz postrzegane przez większość świata jako „Izrael”, czy „właściwy Izrael”? Czy jest to 100% okupowanej Palestyny zajętej przez Izrael od czerwca 1967 roku, pokazywane jako „Izrael” (bez żadnej „Zielonej Linii”) na mapach w izraelskich podręcznikach?

Izrael nigdy nie określił swoich granic, gdyż to nałożyłoby nań ograniczenie miejsca. Ale gdyby to było jedynym, czego żądają od Hamasu, byłoby możliwe żeby partia rządząca uznała, jako fakt życia, że państwo Izrael istnieje dzisiaj wewnątrz jakichś wyznaczonych granic. Faktycznie, przywództwo Hamasu zrobiło to w ostatnich tygodniach.

Uznanie prawa Izraela do istnienia„, faktyczne żądanie wobec Hamasu i Palestyńczyków, to zupełnie coś innego. To wyrażenie nie dotyczy formalności dyplomatycznych, czy prostej akceptacji obecnej rzeczywistości. Wymaga osądu moralnego.

Jest ogromna różnica między „uznaniem istnienia Izraela” i „uznaniem prawa Izraela do istnienia”. Z palestyńskiego punktu widzenia, różnica jest tego samego rodzaju, jak różnica między poproszeniem Żyda żeby uznał, że holokaust miał miejsce, i poproszeniem go, żeby przyznał, że holokaust był moralnie uzasadniony.

Dla Palestyńczyków, przyznanie, że Nakba miała miejsce, wypędzenie ogromnej większości Palestyńczyków z ich ojczyzny w latach 1947-1949, to jedna rzecz. Ale publiczne przyznanie, że Nakba była „słuszna”, to zupełnie coś innego. Dla Żydów i Palestyńczyków, holokaust i Nakba stanowią katastrofy i niesprawiedliwości na niewyobrażalną skalę, których ani się nie zapomni, ani nie wybaczy.

Palestyńscy robotnicy ustawiają się w kolejce, po 4 godziny bez żadnego schronienia, żeby przekroczyć izraelski punkt kontrolny, kiedy wracają do domów po dniu pracy w państwie żydowskim 3.12.2000 roku, koło wioski Ni'ilin na Zachodnim Brzegu

Żądanie uznania przez Palestyńczyków „prawa Izraela do istnienia”, to żądanie, by ludzie, których traktowano jako podludzi, niezasługujący na podstawowe prawa człowieka, publicznie oświadczyli, że są podludźmi. Oznaczałoby to zgodę Palestyńczyków, że zasługują na to, co im zrobiono i robi im się nadal. Nawet XIX-wieczne amerykańskie rządy nie wymagały od pozostałych przy życiu Indian, aby publicznie zadeklarowali „słuszność” ich czystek etnicznych, dokonywanych przez europejskich kolonistów, jako warunek wstępny nawet do dyskusji o tym, jaki rodzaj rezerwacji gruntów mogą otrzymać. Ani rdzenni Amerykanie nie musieli żyć pod blokadą gospodarczą i groźbą głodu, dopóki nie pozbyli się wszelkiej dumy, która im została, i zgodzili się na to.

Niektórzy wierzą, że Jasser Arafat zgodził się na to, żeby kupić sobie bilet z pustyni demonizacji i zasłużyć na prawo wysłuchiwania lekcji bezpośrednio od Amerykanów. Ale faktycznie, w słynnym oświadczeniu w Sztokholmie w 1988 roku, zaakceptował „prawo Izraela do istnienia w pokoju i bezpieczeństwie”. Ten język, co jest bardzo ważne, odnosi się do warunków istnienia państwa, które, faktycznie, istnieje. On nie odnosi się do istniejącej sprawy „słuszności” wysiedlania i rozproszenia palestyńskiego narodu z ojczyzny, żeby zrobić miejsce dla innego narodu przybywającego z zagranicy.

Oryginalna koncepcja frazy „prawo Izraela do istnienia” i jej wykorzystywanie jako pretekstu do nie prowadzenia rozmów z żadnymi przywódcami palestyńskimi, którzy upominali się o prawa innych, przypisuje się byłemu sekretarzowi stanu, Henry Kissingerowi. Jest wysoko prawdopodobne, że te kraje, które nadal używają tej frazy, robią to z pełną świadomością jej znaczenia, moralnie i psychologicznie, dla Palestyńczyków.

Ale wiele osób dobrej woli i o przyzwoitych wartościach może dać się nabrać powierzchownej prostocie słów, „prawo Izraela do istnienia” i uwierzy, że przedstawiają rozsądne żądanie. A jeśli „prawo do istnienia” jest uzasadnione, to odmowa jego akceptacji musi reprezentować przewrotność, a nie głęboko odczuwaną potrzebę Palestyńczyków trzymania się ich poczucia własnej wartości i godności, jako pełnoprawnych ludzi. Że ta potrzeba jest głęboko odczuwalna, świadczą sondaże wskazujące na to, że odsetek ludności palestyńskiej, która aprobuje odmowę Hamasu na ugięcie się przed tym żądaniem, znacznie przewyższa procent ludzi, którzy głosowali za Hamasem w styczniu 2006 roku.

Ci, którzy dostrzegają krytyczne znaczenie pokoju izraelsko-palestyńskiego i naprawdę chcą godziwej przyszłości dla obu narodów, muszą uznać to, że żądanie by Hamas potwierdził „prawo Izraela do istnienia” jest nierozsądne, niemoralne i niemożliwe do spełnienia. Następnie, muszą nalegać, żeby usunięto tę barykadę na drodze do pokoju, zniesiono blokadę gospodarczą palestyńskich terenów, i żeby proces dążenia do pokoju z pewną miarą sprawiedliwości wznowiono z poczuciem pilności, na jaką zasługuje.

* John V. Whitbeck, międzynarodowy prawnik, autor THE WORLD ACCORDING TO WHITBECK [ Świat wg Whitbecka], doradca urzędników palestyńskich w negocjacjach z Izraelem.

 

 

Napisane w Bez kategorii. Możliwość komentowania Uznanie Izraela wymaga wcześniejszego uznania Palestyny została wyłączona
%d blogerów lubi to: