Jak mówić prawdę i popaść w kłopoty


Za: Astromaria

ROZDZIAŁ PIERWSZY książki

Szalony kowboj

Howarda Lymana, byłego hodowcy bydła z Montany, który został wegetarianinem i bojownikiem o prawa zwierząt

Jak mówić prawdę i popaść w kłopoty

JESTEM FARMEREM, hodowcą bydła czwartej generacji. Wychowałem się na farmie w Montanie, gdzie hodowałem krowy przez dwadzieścia lat. Wiem z doświadczenia jak wygląda hodowla fermowa i produkcja mięsa w USA – mam na ten temat informacje z pierwszej ręki.

Obecnie jestem prezydentem Międzynarodowej Unii Wegetariańskiej.

Z pewnością kiedyś lubiłem jeść steki – tak jak moi znajomi i sąsiedzi. Gdybyście jednak wiedzieli to, co ja wiem, o tym jak one powstają i co powoduje ich jedzenie, prawdopodobnie tak jak ja zostalibyście wegetarianami. I, wierzcie mi lub nie, że jako wegetarianin, który nie konsumuje żadnych produktów zwierzęcych, mogę wam powiedzieć, że teraz jem więcej i jedzenie sprawia mi większą radość niż kiedyś.

Jeśli wciąż konsumujecie mięso, to powinniście wiedzieć, że macie coś wspólnego z większością krów, które zjadacie. One także jedzą mięso.

Kiedy zarzyna się krowę, blisko połowa masy jej ciała nie jest konsumowana przez ludzi: wnętrzności i ich zawartość, głowa, rogi, kopyta, jak również kości i krew. Te rzeczy (a także całe ciała chorych i zainfekowanych krów i innych zwierząt farmowych) są rozdrabniane, mielone i przetwarzane przez gigantyczne maszyny w specjalnych przetwórniach. Przetwórstwo tego rodzaju – to przemysł przynoszący dochód 2,4 miliarda dolarów rocznie, przetwarzający corocznie 40 miliardów funtów (tj. 18 mld kg) ciał martwych zwierząt.

Nie ma w Stanach Zjednoczonych zwierzęcia na tyle wyniszczonego chorobą, przeżartego wrzodami czy rakiem, które nie mogłoby być powitane przez wszechobejmujące ramiona przemysłu przetwórczego. Innym, obok zwierząt farmowych, ważnym surowcem przetwórczym, są ciała uśpionych zwierząt domowych – sześć do siedmiu milionów psów i kotów, które corocznie zabija się w schroniskach dla bezdomnych zwierząt. Na przykład samo tylko Los Angeles wysyła miesięcznie dwieście ton uśpionych psów i kotów do zakładów przetwórczych. Do tego dochodzą jeszcze uśpione zwierzęta wyłapywane przez specjalizujące się w tym procederze firmy, oraz zwierzęta ginące na drogach. (Ginące pod kołami samochodów zwierzęta nie są zbierane z dróg codziennie i latem ludzie zajmujący się ich zbieraniem zwykle, zanim je dostrzegą, najpierw czują je węchem).

Ta makabryczna mikstura jest mielona, gotowana i odparowywana, po czym lżejszą, tłustą substancję wypływającą na powierzchnię poddaje się procesowi rafinacji i stosuje do produkcji kosmetyków, mydeł, świec, smarów i wosków. Cięższy ekstrakt białkowy zostaje wysuszony i zmielony na brązowy proszek, który składa się w 1/4 z fekaliów. Proszek ten wykorzystywany jest następnie jako dodatek do prawie wszystkich rodzajów karmy dla zwierząt domowych jak również do paszy dla zwierząt farmowych. Hodowcy nazywają go „koncentratem białkowym”. W 1995 roku pięć milionów ton odpadków z rzeźni zostało sprzedanych i przerobionych na paszę dla zwierząt w Stanach Zjednoczonych. Ja sam zwykłem wykorzystywać tony tego rodzaju paszy do karmienia mojego inwentarza żywego. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, że karmię krowy krowami.

W sierpniu 1997 roku, w odpowiedzi na zagrożenie ze strony „choroby szalonych krów” (czyli gąbczastego zwyrodnienia mózgu), amerykańskie Ministerstwo ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration – FDA) zatwierdziło nowe przepisy zakazujące karmienia zwierząt przeżuwających białkami pochodzącymi od zwierząt przeżuwających. Wprowadzenie w życie tego zarządzenia spowodowało, że krowy nie są już karmione kanibalistyczną karmą, jaką przygotowali dla nich ludzie. Nie jedzą już całych kawałków innych krów, owiec lub kóz, jakkolwiek wciąż przeżuwają one sproszkowane ciała martwych koni, psów, kotów, świń, kurczaków czy indyków, jak również krew i fekalia własnego gatunku.

Około 75% z 90-milionowego pogłowia bydła amerykańskiego rutynowo karmione jest paszą „wzbogaconą” przetworzonymi częściami martwych zwierząt. Powszechne jest także używanie zwierzęcych ekskrementów do produkcji paszy, ponieważ przedsiębiorcy zauważyli, że jest to „rozsądny” sposób pozbycia się części z 1,6 miliona ton zwierzęcych odchodów produkowanych corocznie przez farmy hodowlane.

Na przykład w stanie Arkansas jedna, przeciętnej wielkości farma karmi corocznie swoje krowy ponad 50 tonami kurzych odchodów. Pismo U.S. News & World Report cytowało wypowiedź pewnego farmera z Arkansas, który ostatnio kupił 745 ton odchodów i odpadków kurzych zebranych na pobliskiej farmie. Po dodaniu do nich niewielkiej ilości otrąb sojowych i wymieszaniu całości, nakarmił tą mieszanką swoje stado 800 krów, co sprawiło, że stały się one, jak sam powiedział: „tłuste jak kluski”. Następnie wyjaśnił: „Gdybym nie miał tych kurzych odpadków, musiałbym sprzedać połowę mojego stada. Inne rodzaje pożywienia są zbyt drogie”. Przykład ten zapewne pomoże zrozumieć osobom jedzącym mięso czym żywi się ich pożywienie.

Nie wiemy wszystkiego, co chcielibyśmy wiedzieć o skali, w jakiej konsumpcja chorych czy zakażonych zwierząt powoduje choroby u ludzi, lecz z pewnością wiemy, że niektóre z nich – na przykład wścieklizna – są przenoszone ze zwierząt gospodarskich na ludzi. Wiemy, że zatrucia pokarmowe przenoszone są powszechnie przez takie mikroorganizmy jak bakterie E. coli (ich obecność w pożywieniu jest skutkiem zanieczyszczenia żywności zwierzęcymi odchodami), które powodują śmierć 9 000 Amerykanów rocznie. Wiemy też, że około 80% wszystkich zatruć pokarmowych powoduje zakażone mięso. Obecnie możemy już być pewni także i tego, że „choroba szalonych krów”, która nawiedziła stada brytyjskich krów, może atakować też inne gatunki i być przyczyną powstania nowej odmiany choroby Creutzfeldta-Jakoba, zawsze fatalnej w skutkach i niszczącej ludzki mózg.

Zabawne rzeczy mogą zdarzyć się kiedy zaczniesz w USA mówić ludziom prawdę. Możesz wtedy trafić do sądu. W kwietniu 1996 roku uczestniczyłem w programie TV pt. The Oprah Winfrey Show. Pamiętam, jak siedząc wówczas w studiu patrzyłem na mocno zdziwione miny ludzi, którzy po raz pierwszy dowiedzieli się, że krowy karmi się dietą kanibalistyczną. Właśnie teraz – wyjaśniłem – robimy dokładnie to samo, co robili brytyjscy hodowcy, którzy od dziesięciu lat zmagają się z „chorobą szalonych krów” (bardziej dyskutując o tej chorobie, niż rzeczywiście dokonując istotnych zmian). Kilkaset krów hodowanych w Stanach Zjednoczonych jednej nocy wygląda na zdrowe, a następnego ranka znajduje się je martwe. Większość z tych krów przerabia się na paszę, którą następnie karmi się inne krowy. Jeśli tylko jedna z nich jest chora na „chorobę szalonych krów” – może potencjalnie zarazić tysiące innych osobników. Także prowadząca program Oprah Winfrey była zaskoczona moimi słowami i powiedziała: „Krowy są zwierzętami trawożernymi. Nie powinny one zjadać szczątków innych krów… to po prostu powstrzymuje mnie od zjedzenia następnego hamburgera”.

W studiu oprócz mnie był reprezentant Krajowego Związku Hodowców Bydła, dr Gary Weber, którego zadaniem było zapewnienie oglądającej program publiczności o tym, że mięso jest absolutnie bezpiecznym pożywieniem. Żal mi było tego jegomościa – miał on nadzwyczaj trudną rolę do odegrania. Nie był w stanie zaprzeczyć moim zapewnieniom, że krowy karmi się krowami, lecz lekceważąc ten fakt nie czuł się zbyt pewnie siedząc przed wpatrującą się w niego publicznością. Podczas przerwy w nagrywaniu wyraził swoje prywatne zdanie zgadzając się ze mną, że nie powinniśmy dodawać zmielonych kawałków krów do zwierzęcej paszy.

W czerwcu 1996 roku grupa hodowców bydła z Teksasu wytoczyła proces mnie i prowadzącej ten program Oprah Wilfrey, a także jej wytwórni filmowej „Harpo Productions”, oskarżając nas o dyskredytowanie produktów żywnościowych. Hodowcy z Teksasu oraz tamtejszy pełnomocnik rządu ds. rolnictwa widocznie wierzą, że Pierwsza Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych gwarantująca wolność wypowiedzi, nie może być interpretowana tak szeroko, by dawała ludziom możliwość wypowiadania krytycznych opinii pod adresem wołowiny. Wskazując na możliwe załamanie handlu bydłem, wnoszący pozew oskarżyli mnie o wygłaszanie „oszczerczych twierdzeń” o bydle i wołowinie, które spowodowały, że musieli oni cierpieć „wstyd, upokorzenie, zażenowanie, psychiczny ból i udrękę”.

Według prawa obowiązującego w Teksasie, regulującego kwestie dyskredytowania żywności, ciężar udowodnienia racji spoczywa w dużym stopniu na barkach obrońców. W styczniu 1998 roku, w mieście Amarillo w Teksasie został zwołany sąd przysięgłych, mający między innymi określić, na ile moje stwierdzenia odbiegały od „uzasadnionego i rzetelnego naukowego zbierania faktów, informacji i danych” – jest to standardowy proces dowodzenia, który kompletnie ignoruje fakt, że w środowisku naukowców zawsze istniały nieporozumienia w większości ważnych kwestii i z pewnością kontrowersje takie istnieją obecnie w przypadku „choroby szalonych krów”.

Pamiętam jak ostatnio czytałem o pewnej kontrowersji, jaka pojawiła się w XIX wieku na Węgrzech, kiedy to dr Ignaz Semmelweis zasugerował, aby studenci medycyny obowiązkowo myli ręce przed odbieraniem porodów – zwłaszcza, że wielu z nich przychodziło do sal porodowych prosto z sal operacyjnych. Dr Semmelweis został wtedy bezpardonowo zaatakowany za swoje radykalne poglądy, lecz przynajmniej nie musiał stawiać czoła żadnym przepisom prawnym zakazującym dyskredytowania zarazków.

Trzynaście stanów amerykańskich posiada przepisy prawne zakazujące dyskredytowania żywności. W Kolorado osoby publicznie dyskredytujące dane produkty żywnościowe mogą nawet trafić za to do więzienia. Te przepisy prawne dotyczą najczęstszych ataków na gwarantowaną przez Pierwszą Poprawkę konstytucyjną wolność słowa i skutecznie zwracają uwagę wszystkim adwokatom konsumentów, że cokolwiek chcieliby powiedzieć głośno o jakimkolwiek aspekcie związanym z „bezpieczną” żywnością, może to przynieść im proces sądowy kończący się dla nich bankructwem.

Oprah Winfrey i ja zostaliśmy zaszczyceni faktem, że nam jako pierwszym wytoczono proces z tytułu łamania obowiązujących w Teksasie przepisów dotyczących dyskredytowania żywności. Po przeszło roku od oskarżenia nas, rozpoczął się drugi proces oparty na tym prawie – wytoczony przez hodowców strusi emu przeciwko firmie samochodowej Honda, która w swojej reklamie emitowanej w TV komercyjnej, ośmieszała strusie emu. Ceny tych ptaków obniżały się latami; podejrzewam, że hodowcy strusi odczuwali cichą satysfakcję ze znalezienia kozła ofiar nego w postaci zasobnej finansowo Hondy, którą można było obwinić o spadek cen strusi. Wydaje się, że ostrożności w wypowiadaniu się na temat bydła i strusi emu nigdy nie za wiele – przynajmniej w Teksasie.

W ciągu kilku miesięcy od mojego występu w programie Oprah Winfrey, który spowodował burzę dyskusji i sporów w Stanach Zjednoczonych, FDA wydało nowe rozporządzenia mające wyeliminować proceder karmienia zwierząt przeżuwających dietą kanibalistyczną. Wdrożenie w życie tych rozporządzeń zostało opóźnione aż do zakończenia wyborów prezydenckich w 1996 roku, najprawdopodobniej po to, by nie drażnić hodowców. W końcu w sierpniu 1997 roku zakazano karmienia zwierząt przeżuwających zwierzętami przeżuwającymi – konieczny, lecz niewystarczający środek zapobiegający rozpowszechnianiu się „choroby szalonych krów” w USA został wreszcie wprowadzony.

Większość liczących się w tym kraju mediów rozpoczęło wielką kampanię reklamową opłacaną przez przemysł mięsny i mleczarski. Po moim wystąpieniu w The Oprah Winfrey Show, dowiedziałem się, że Komitet Promocji Wołowiny wydał ponad 600 tysięcy dolarów na reklamę swoich produktów. Bardzo rzadko można spotkać tak znaną jak pani Oprah osobistość ze świata mediów, która chciałaby z odwagą i uczciwością stawić czoło „grubym rybom” , przedstawicielom wielkiego biznesu. Nigdy nie zapomnę, jak w dniu, w którym kręciliśmy program, Oprah powiedziała mi na osobności, że oglądała kilka razy film „Babe – świnka z klasą”, wskutek czego przestała jeść wieprzowinę. Po naszym programie przestała także jeść wołowinę.

Jeśli zostanie wam kiedykolwiek wytoczony proces o dyskredytowanie wołowiny, niech zdrowy rozsądek podpowie wam, byście wybrali jakiekolwiek miejsce rozpraw, byle nie było to Amarillo w Teksasie. Amarillo dosłownie jest całe wypełnione krowami; przemysł mięsny ma tutaj roczny budżet rzędu 3 miliardów dolarów. 25% amerykańskiego bydła jest tuczone w Amarillo, zanim trafi na rynek. Największym prywatnym pracodawcą w tym mieście jest rzeźnia. Freski przedstawiające bydło ozdabiają gmach tutejszego sądu. Amarillo jest także rodzinnym miastem Paula Englera – właściciela farmy będącego jednym z powodów w procesie przeciwko mnie i Oprah Winfrey.

Memorandum wydane przez prezydenta Izby Handlowej w Amarillo, na prawie dwa tygodnie przed rozpoczęciem procesu, przypominało wszystkim zainteresowanym tą sprawą, że Izba Handlowa „w pełni popiera hodowlę bydła i produkcję wołowiny” i że nie powinno się „rozwijać czerwonego dywanu przed Oprah Winfrey”. Z powyższych przyczyn, nasz adwokat złożył w sądzie wniosek, w którym prosił o zmianę miejsca prowadzenia procesu – z Amarillo na bardziej neutralne terytorium, takie jak Dallas. Wniosek ten został odrzucony. Mój adwokat uznał to za niepowodzenie i przejaw wrogości sądu wobec naszej strony, lecz mnie niezbyt to zmartwiło. Cieszyła mnie myśl o zwycięstwie nad moimi oponentami w ich własnym domu. Jeśli ja i Oprah Winfrey zdołalibyśmy wygrać proces w Amarillo, nasze zwycięstwo byłoby jeszcze słodsze.

Oprah zdołałaby z łatwością zapłacić miliony dolarów, których domagał się oskarżyciel, lecz będąc osobą ambitną, postanowiła walczyć o swą reputację i o prawo do wolności słowa. Na czas trwania procesu przeniosła swoją wytwórnię filmową z Chicago do Amarillo. Reporterzy zbiegali się do niej jak pszczoły do miodu. Jednakże ani ona, ani ja nie mogliśmy podejść do mikrofonów, gdyż sędzina Mary Lou Robinson nałożyła na obie strony zakaz udzielania wywiadów na czas trwania procesu. Dzień po dniu w telewizyjnych wiadomościach można było zobaczyć Oprah wchodzącą lub wychodzącą z gmachu sądu, najwyraźniej ignorującą przybliżane do niej kamery. Z jakichś powodów, prasa wykazywała mniejsze zainteresowanie moją osobą.

Przez dwa dni składałem zeznania jako świadek. Przepisy zakazujące dyskredytowania żywności, o łamanie których zostaliśmy oskarżeni, czynią człowieka odpowiedzialnym jeśli rozgłasza on informacje, które „stwierdzają lub sugerują”, że jakieś „psujące się produkty żywnościowe mogą stanowić niebezpieczeństwo w przypadku skonsumowania ich przez ludzi” i jeśli ta informacja zostanie uznana przez sąd za fałszywą, zgodnie z „racjonalnymi i rzetelnymi informacjami naukowymi, faktami i danymi”, adwokat powoda musiał najpierw określić, czy ja rozpowszechniałem takie „fakty”?”. Następnie powinien udowodnić, że te fakty były „fałszywe” oraz to, że ja wiedziałem o tym, iż były fałszywe. Ale ja po prostu zaprzeczyłem, że moje ostrzeżenia przed rozpowszechnianiem się „choroby szalonych krów” w Stanach były „faktami”. Powtórzyłem kilka razy, że wyrażałem w tej kwestii tylko moją opinię. Osobiście jestem przekonany, że moje ostrzeżenie, iż praktykowanie krowiego kanibalizmu mogłoby mieć tragiczne skutki, nadaje się do rozpatrywania raczej w kategoriach „opinii” niż „faktu”. Jak w ogóle można mówić o faktach mających nastąpić w przyszłości? Koncepcja, że odpowiedzialność warta miliony dolarów może zależeć od takich rozróżnień, zagraża rzeczowej dyskusji. Doświadczenia jakie zdobyłem podczas składania zeznań w sądzie, były dla mnie czymś bardzo osobliwym – nawet nie podejrzewałbym, że może się to zdarzyć w USA. Musiałem odpowiadać na pytania takie jak: „Czy ktoś kiedykolwiek powiedział ci, że jesteś nieodpowiedzialny?” Odpowiadałem w sądzie pod przysięgą. Nie mogłem kłamać. „Moja żona” – odpowiedziałem.

Kiedy Oprah zaczęła składać zeznania, nazwała ten proces „najbardziej bolesną rzeczą, jakiej musiała doświadczyć”. Następnie dodała: „Czuję w głębi swego serca, że nigdy nie wyrządziłam krzywdy żadnej ludzkiej istocie”. Wierzę w to, co powiedziała. W czasie trwania procesu, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz sali sądowej, nigdy nie słyszałem, aby źle wypowiadała się o kimkolwiek – nawet o hodowcach bydła, którzy ją zaatakowali, kwestionując jej uczciwość i podważając jej reputację. „Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego tutaj jestem” – mówiła często. Jak podkreślała w zeznaniach, do uczestnictwa w swym programie zaprosiła dwóch gości, aby zaprezentowali swój punkt widzenia w kwestii przemysłu mięsnego. Co więcej – pozwoliła jednemu z nich, dr Weberowi, by kontynuował swą wypowiedź w programie bez mojego w nim udziału, czy też bez udziału jakiejkolwiek osoby mogącej zaprzeczyć jego poglądom. Na zdrowy rozum rzeczywiście trudno byłoby oskarżyć Oprah o stronniczość i knucie jakiegoś „anty-wołowego” spisku, a mimo to była ona w Amarillo oskarżona właśnie o coś takiego.

Pan Engler, nasz oskarżyciel, zaczął swoje wystąpienie od złożenia zeznania, w którym stwierdził, że nigdy nie wszcząłby tego procesu, gdybym ja zakwalifikował moje stwierdzenia jako „opinie”. Powiedział on, że dr Weber nie był do tego samego zobowiązany, ponieważ jego wiarygodność jest większa od mojej – z racji posiadania przez niego tytułu naukowego oraz tego, że nie jest on wegetarianinem. Mój obrońca podkreślił, że między panem Englerem i mną występują pewne podobieństwa: obaj jesteśmy absolwentami wyższej uczelni rolniczej i obaj byliśmy kiedyś hodowcami bydła, którzy sprzedali swoje krowy by spłacić długi. Dlatego mój obrońca zadał pytanie: „Gdyby pan pojawił się w telewizyjnym talk-show, czy wówczas musiałby pan powiedzieć, że wyraża tylko jakieś opinie?”.

„Nie” – odpowiedział Engler.

„”Czy zatem jakaś istotna różnica między panem a panem Lymanem powoduje, że nie zgadza się pan z nim?” – zapytał mój obrońca.

„Nie, proszę pana. Trudno powiedzieć” – odrzekł Engler, a po krótkiej pauzie wyjaśnił: „Pan Lyman jest kłamcą”.

Jednak sąd nie kupił jego logiki. 26 grudnia 1998 roku długi czas ciężkiej próby dobiegł końca: sąd po 6-godzinnej naradzie uznał nas za niewinnych i oczyścił z wszelkich zarzutów. To był piękny dzień w moim życiu, pełen radości, która powstaje z ulgi oczyszczenia się z zarzutów. Jednak są jeszcze większe powody do radości – nie życzyłbym przegrania tego procesu mojemu największemu wrogowi. Zważywszy fakt, że w trzynastu stanach trwają obecnie procesy o dyskredytowanie żywności, a w czternastu innych – jak mi wiadomo – takie procesy mają zostać wszczęte, to wygrany przez nas proces w Amarillo, który odbił się głośnym echem w całym kraju, stał się przysłowiowym kijem włożonym w mrowisko. Ufam też i wierzę, że obecnie obowiązujące przepisy prawne zakazujące dyskredytowania żywności będą wkrótce uznane za sprzeczne z konstytucją.

Mogę powiedzieć wam, jako były, rzekomy obrazoburca żywności, że za absurdem prawa zakazującego dyskredytowania żywności stoi paskudna rzeczywistość. Amerykańscy obywatele zostali wychowani w przeświadczeniu, że ktoś za nich bacznie dogląda kwestii bezpieczeństwa żywności. Niemiła rzeczywistość wygląda jednak tak, że upoważnionymi do ochrony jakości produktów żywnościowych są biurokraci z amerykańskiego Ministerstwa Rolnictwa (U.S. Department of Agriculture – USDA) oraz FDA, którzy nie zachowują się jak rzecznicy interesu publicznego, lecz są jak płatni najemnicy, wydłużone macki przemysłu mięsnego i mleczarskiego.

Moje życie jako farmera hodującego bydło na swoim rancho potoczyło się dziwnymi torami: byłem człowiekiem, który kiedyś tuczył w klatkach cielęta, a potem musiał frustrować się waszyngtońską polityką i który pasjonował się zdobyczami nowoczesnego rolnictwa, by potem zostać oskarżonym przez jego przedstawicieli. Wcale nie udaję, że znam znaczenie każdego wyboju na drodze, którą podróżuję.

Czasami czuję, że pierwszą połowę tej drogi przeżyłem w zupełnej nieświadomości. Mogę jednak powiedzieć z całą pewnością: wszystkie drogowskazy na mojej drodze dotyczyły aspektu zdrowia. Za każdym razem, gdy instynktownie dokonywałem wyboru związanego z polepszeniem stanu mojego zdrowia fizycznego, było to tak, jakby nowe promienie światła zaczynały oświetlać mi coś dotąd nieznanego, co okazywało się wspaniałe i zdumiewająco proste.

Książkę tę pisałem przede wszystkim z chęci podzielenia się wiedzą o tym, jak najlepszy wybór w kwestii naszego osobistego zdrowia może okazać się najlepszym wyborem dla całego świata, który zamieszkujemy.

Dla zbyt wielu Amerykanów pierwszą, świadomie podejmowaną decyzją dotyczącą własnego zdrowia jest desperacki wybór pomiędzy operacją wstawienia by-passu a angioplastyką lub pomiędzy chemioterapią a radioterapią. W rzeczywistości jednak, świadomie lub nieświadomie, każdego dnia podejmujemy decyzje, które mogą prowadzić nas albo w kierunku ponurych i zatrważających wyborów, albo w kierunku tych bardziej dla nas korzystnych i szczęśliwych. Robimy to oczywiście za każdym razem, kiedy decydujemy, jaki rodzaj „paliwa” wlewamy do swych ciał.

Abyśmy mogli dokonywać wyborów, będąc lepiej poinformowanymi, musimy zacząć od przedstawienia faktów.

Sesja on-line z Howardem Lymanem

Recenzje książki:

„Mogę uczciwie powiedzieć, że na tej planecie nie ma człowieka, którego darzyłbym większym szacunkiem niż Howarda Lymana. Nie ma słów, którymi mógłbym opisać tego człowieka, jego pracę i książkę. Szalony Kowboj jest jego historią i jest to z pewnością jedna z najważniejszych książek tego stulecia. Kupcie dziesięć egzemplarzy tej książki i dajcie ją ludziom, których kochacie. To j est prawdziwa rzecz!”  JOHN ROBBINS, autor Diet for a New America i Reclaming Our Health, założyciel EarthSave

„Howard Lyman – bezkompromisowy, uczciwy, prawy i energiczny Amerykanin z Montany ma do przekazania ważną historię. Przeczytajcie w Szalonym Kowboju, dlaczego ten syn amerykańskich farmerów nie zamierza być dalej okłamywany przez przemysł mięsny… i dlaczego wy także nie powinniście być oszukiwani”.  JIM HIGHTOWER, autor There’s Nothing in the Middle of Road but Yellow Stripes and Dead Armadilos

Kiedy były hodowca bydła Howard Lyman pojawił się w telewizyjnym talk-show w 1996 r., by podzielić się swymi spostrzeżeniami odnośnie niebezpieczeństwa pojawienia się „choroby szalonych krów” w Ameryce. Jego uwagi pod adresem przemysłu mięsnego nakłoniły grupę hodowców bydła z Teksasu do pozwania go do sądu z paragrafu „deprawacja żywności”  To jednak nie wystarczyło, by Howard Lyman zamilkł i po przebyciu burzliwej drogi od uwielbiającego mięso kowboja do aktywisty ekologicznego opisuje całą prawdę o katastroficznych skutkach stosowania diety opartej na produktach zwierzęcych.

Lyman świetnie orientuje się w problemach, z jakimi na co dzień borykają się hodowcy inwentarza żywego: wysokie dawki pestycydów, hormonów wzrostu, zmielone szczątki innych zwierząt… On także regularnie faszerował swe bydło i ziemię chemikaliami. Dopiero wówczas, gdy cudem uniknął paraliżu, Lyman zaczął kwestionować dotychczasowe zwyczaje oraz skutki, które wywierały one na ludzi i ziemię. Odpowiedzi na pytania, jakie sobie zadawał, doprowadziły go do zaadoptowania diety wegetariańskiej, w rezultacie której stracił 65 kg i obniżył poziom cholesterolu o ponad 150 punktów. Obecnie jest on czołowym rzecznikiem wegetarianizmu w Ameryce.

Z biegiem czasu, Lyman zebrał jeszcze więcej alarmujących informacji o niebezpieczeństwie wynikającym z jedzenia mięsa. W tej książce krytykuje propagandę przemysłu mięsnego i mleczarskiego (oraz rządowych agencji, które często ich bronią) oskarżając dietę opartą na produktach zwierzęcych jako podstawową przyczynę raka, choroby serca i otyłości.

Szalony Kowboj jest książką napisaną pod wpływem własnych do­świadczeń autora, który przez wiele lat prowadził własną farmę w stanie Montana w USA. Dzięki zdobytej wiedzy H. Lyman opisuje klęskę ekologiczną w USA spowodowaną nadmierną hodowlą bydła i stosowaniem intensywnych metod rolnictwa chemicznego, burząc tym samym drogi niektórym Polakom mit „wspaniałej Ameryki”.

Autor z całą odwagą demaskuje oszukańczą propagandę rządu i wielkich firm w sprawie stosowania szkodliwych dla ludzi i zwierząt hormonów wzrostu oraz produkcji żywności genetycznie zmodyfiko­wanej. Ponadto książka zawiera praktyczne wskazówki, jaki sposób odżywiania jest najwłaściwszy dla człowieka i dlaczego należy unikać niektórych „modnych”diet.

Szczególnie interesująca dla polskiego czytelnika może się oka­zać historia „choroby szalonych krów” w Wielkiej Brytanii, jak rów­nież przyczyny, natura, objawy i liczne odmiany tej choroby szcze­gółowo opisane przez Lymana. Autor odpowiada też na pytanie, czy tylko krowy zapadają na „chorobę szalonych krów” i czy ma ona związek z chorobą Creutzfeldta-Jacoba, na którą umiera ostatnio coraz więcej ludzi w wielu krajach Europy (także w Polsce). Czy można wierzyć wszystkim informacjom na ten temat, oficjalnie podawanym przez media? Odpowiedź na to również znajduje się w książce Lyma­na, do której życie wciąż dopisuje własny ciąg – i to w kierunku przewidzianym przez autora…

Szalonego Kowboja powinni przeczytać wszyscy, którym nie jest obojętne własne zdrowie i przyszłość naszej planety.

Danuta Modrzewska

„Nowa książka Howarda Lymana, Szalony Kowboj, odnotowuje chro­nologiczne zdarzenia z życia autora, począwszy od jego kowbojskich czasów w Montanie do chwili, gdy został przewodniczącym Interna­tional Vegetarian Union. Szalony Kowboj ostrzega Amerykanów przed wybuchem epidemii choroby szalonych krów, przy okazji de­maskując propagandę przemysłu mięsnego i mleczarskiego”. Philadelphia City Paper

„Produkowanie i konsumowanie mięsa przez ludzkie istoty jest dzia­łaniem szalonym. Heretyckie stwierdzenie? Niewątpliwie, jeśli ma miejsce w kraju, którego kulinarne ‘psyche’ ukształtowane zostało głównie przez wołowe steki, hamburgery, potrawy z grilla i pieczone martwe ptaki.

Intencją nowej, prowokatorskiej książki Howarda Lymana jest kwestionowanie ortodoksyjnego fetyszu, jakim stało się mięso.

Autor Szalonego Kowboja w świetnym stylu podważa podstawy mięsnego monolitu: erozja gleby wskutek wypasu bydła, epidemia choroby szalonych krów, wycinanie deszczowych lasów tropikalnych i zakładanie w ich miejsce ferm hodowlanych, stosowanie pestycy­dów, hormonów i zmielonych szczątków zwierząt w hodowli inwenta­rza żywego. Obok implikacji ekologicznych czy etycznych, Lyman odnotowuje własną fizyczną transformację: będąc na diecie pozba­wionej produktów zwierzęcych stracił on 70 kg wagi i obniżył swój poziom cholesterolu o ponad 150 punktów. Spójrzcie na fakty przyto­czone w Szalonym Kowboju, a zapewne już nigdy nie będziecie po­strzegać rzeczywistości w ten sam sposób”.  – The Seattle Times

„To właśnie Howard Lyman był tym człowiekiem, który w kwietniu 1996 r. pojawił się w telewizyjnym talk-show mówiąc zszokowanej publiczności, że w Stanach Zjednoczonych powszechną praktyką jest karmienie krów zmielonymi szczątkami innych krów. Autorytet – to coś, co Howard Lyman ma we krwi. W swej najnowszej książce pre­zentuje najbardziej miażdżące komentarze w formie zabawnej mie­szanki sarkazmu, faktów i dobrego humoru.

Zarówno rząd, jak i największe media w tym kraju – które są w kieszeni dotowanego przemysłu mięsnego i mleczarskiego i które wykorzystują nasze podatki na wycinanie lasów, erozję gleby, skaże­nie powietrza, wody i ziemi, jednocześnie zatykając nasze tętnice i podwyższając nam ciśnienie – chcą, by ludzie uważali Howarda Lymana za dziwaka. Przypuszczalnie, największe gazety, stacje ra­diowe i telewizyjne przywitają tę pouczającą, gruntownie przenikliwą i świetnie napisaną książkę tym samym głuchym milczeniem, jakim witają cokolwiek, co zagraża ich status quo. Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. Jednak na wszelki wypadek polecamy, abyście już teraz kupili Szalonego Kowboja i podarowali go swym znajomym, którzy myślą, że wegetarianie to tylko mięczaki i nieszkodliwi maniacy. – Ta książka będzie dla nich miłą niespodzianką”.  Satya Magazine

„Howard Lyman to wojownik walczący w słusznej sprawie z podniesioną do góry głową, mający przed oczami jasny cel. Tym celem jest czyste powietrze, czysta woda i czysta żywność. Dla na­szych dzieci i dla dzieci naszych dzieci. Ponieważ w naszym społe­czeństwie wciąż zbyt mało dyskutuje się o problemach środowiska naturalnego, dlatego też potrzebujemy takich książek jak Szalony Kowboj. Potrzebujemy takich ludzi jak Howard Lyman, którzy inspi­rowaliby nas do działania. Możemy przekonywać ludzi do naszych idei dając im Szalonego Kowboja. Jest to podarunek serca, który bę­dzie procentował”.  Country Connections

„Szalony Kowboj ukazuje przeobrażenie jakie zaszło w sercu kochają­cego mięso hodowcy bydła, który stał się zapalczywym propagatorem wegetarianizmu i aktywistą walczącym o prawo do bezpiecznej żyw­ności. „Mięso zabija” – pisze Howard Lyman i dodaje: „jest to przy­czyna nr 1 chorób i przedwczesnych zgonów w Ameryce”. Przyta­czając wyniki studiów naukowych, oskarża on diety oparte na pro­duktach zwierzęcych o poważne zwiększanie ryzyka zachorowania na chorobę serca, raka, cukrzycę. Oskarża on również pewne grupy po­lityków faworyzujących intensywne rolnictwo chemiczne. Szalony Kowboj przypomina nam, że wielkie hodowle bydła dewastują ziemię, że każdy zjadany przez nas posiłek ma wpływ na stan kurczących się bogactw naturalnych ziemi w naszym przeludnionym świecie”.  Sierra Magazine

komentarze 3 to “Jak mówić prawdę i popaść w kłopoty”

  1. Anonim Says:

    Wegetarianizm to dieta niewolnikow. Poza tym moze i troche w tym prawdy, ale owoce i warzywa to sama trucizna jakby nie patrzec. Najlepiej zostac inedykiem i czerpac energie ze slonca.

  2. Mars Says:

    „jest to przy­czyna nr 1 chorób i przedwczesnych zgonów w Ameryce”. Przyczyna numer jeden chorob i przedwczesnych zgonow, to przedewszystkim nadmiar cukrow. A jak wiadomo dieta oparta na warzywach i owocach, to. tez dieta oparta na cukrach.

  3. Wojwit Says:

    Po prostu najlepiej byłoby jeść mięso i tłuszcze zwierząt z naturalnych hodowli, ale jak ktoś nie chce, albo nie lubi to jest po prostu JAROSZEM. To takie piękne i staropolskie słowo. Wegetarianin to taki, co sobie dorabia do tego, że nie je mięsa, ideologię – jak jeden z najsłynniejszych wegetarian – Adolf Hitler.


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: