„Odnowa charyzmatyczna” jako znak czasów


Artykuł nieco z innej beczki, aczkolwiek ciekawy i adresowany przede wszystkim do czytelników wierzących.

Źródło: http://wiadomosci.monasterujkowice.pl/?p=7344#more-7344

… w Indonezji, gdzie, jak słyszymy, naprawdę dzieją się „te same rzeczy, o których czytamy w Dziejach Apostolskich”. W ciągu trzech lat 200 tysięcy pogan nawróciło się na protestantyzm niezmiennie w bardzo cudownych okolicznościach; wszyscy działają tam wyłącznie w absolutnym posłuszeństwie do „głosów” i „aniołów”, które bez przerwy się pojawiają, zazwyczaj cytując Pismo Święte i zawsze podając numer wersetu. Podczas odprawiania protestanckich mszy

woda zamieniała się w wino; znikąd pojawiały się same dłonie rozdając żywność głodnym; widziano jak cała banda demonów opuszczała wioskę pogańską, ponieważ ktoś „bardziej potężny” („Jezus”) przyszedł zająć ich miejsce; „chrześcijanie” chcąc nawrócić nieprzejednanego grzesznika podjęli „odliczanie” nad nim i kiedy doszli do zera, grzesznik umarł; dzieci uczą się nowych pieśni protestanckich od głosów płynących znikąd (które powtarzały pieśń dwadzieścia razy aby dzieci mogły zapamiętać); „Boży magnetofon” nagrywał pieśni chóru dziecięcego i odgrywał je później w powietrzu przed zdumionymi dziećmi; ogień schodził z nieba i trawił katolickie obrazy („Pan” z Indonezji jest bardzo antykatolicki); 30 tysięcy zostało uzdrowionych; „Chrystus” pojawił się na niebie i „spadł” na ludzi aby ich uzdrowić; ludzie są cudownie przenoszeni z miejsca na miejsce i chodzą po wodzie; światło oświetla w nocy drogi głoszącym Dobrą Nowinę, podczas dnia towarzyszą im obłoki dając schronienie; umarli są wskrzeszani57 .

Interesujące jest, że w wielu miejscach indonezyjskiego „przebudzenia” zupełnie nieobecny jest element „mówienia językami”, czasami jest nawet zabroniony (mimo, że w wielu innych miejscach jest obecny), a elementy mediumistyczne wydają się być często zastępowane przez bezpośrednie interwencje upadłych duchów. Może być tak, że to „przebudzenie”, bardziej potężne niż ruch „charyzmatyczny”, jest bardziej rozwiniętym stadium tego samego „duchowego” objawienia (podobnie jak ruch „charyzmatyczny” jest bardziej zaawansowany od spirytyzmu) i zwiastuje nieuchronność owego strasznego dnia nadejścia „Pana”, jak zgodnie głoszą „głosy” i „aniołowie” z Indonezji, gdyż wiemy, że antychryst poprzez takie właśnie „cuda” będzie udowadniał przed światem swoje „mesjaństwo”….

*******************

„Odnowa charyzmatyczna” jako znak czasów

„Costa Deir wziął mikrofon i powiedział nam jak ciężko mu jest na sercu z powodu Greckiej Cerkwi Prawosławnej. Poprosił ojca Driscolla z Kościoła Episkopalnego o modlitwę aby Duch Święty ogarnął tę Cerkiew, tak jak ogarnął Kościół Katolicki. Kiedy ojciec Driscoll się modlił, Costa Deir płakał do mikrofonu. Po modlitwie otrzymaliśmy długie przesłanie w językach i równie długą interpretację mówiącą, że modlitwa nasza została wysłuchana i Duch Święty przewieje i przebudzi Grecką Cerkiew Prawosławną… Do tego czasu było tam tak dużo płaczu i lamentu, że przestałem się angażować emocjonalnie… Jednak usłyszałem sam siebie mówiącego zaskakującą rzecz: ‘Pewnego dnia kiedy przeczytamy, jak Duch poruszył Grecką Cerkiew Prawosławną, przypomnijmy sobie, że byliśmy tutaj w tym momencie, kiedy się to zaczęło’”37

charismatic_chaos07Sześć miesięcy po opisanym tutaj wydarzeniu, które miało miejsce na międzywyznaniowym spotkaniu „charyzmatycznym” w Seattle, prawosławni chrześcijanie rzeczywiście usłyszeli, że „duch charyzmatyczny” zaczął działać w Greckiej Cerkwi Prawosławnej. Zaczynając od stycznia 1972 roku Logos ojca Euzebiusza Stephanou zaczął donosić o pojawieniu się tego ruchu, który już wcześniej objął kilka parafii greckiej i syryjskiej Cerkwi w Ameryce, a teraz przy aktywnym poparciu samego o. Euzebiusza dotarł już do wielu następnych parafii. Kiedy czytelnik zapozna się z opisem tego „ducha”, według relacji głównych przedstawicieli tego ruchu zamieszonych poniżej, nie powinien mieć najmniejszej wątpliwości, że dokładnie poprzez to właśnie wydarzenie, poprzez takie natarczywe błagania „międzywyznaniowych chrześcijan”, ten „duch” został wezwany i skierowany do świata prawosławnego. Jeżeli coś ma wynikać z tego opisu, to chyba jedynie to, że spektakularne dzisiejsze „odrodzenie charyzmatyczne” jest nie tylko wyłącznie zjawiskiem niewątpliwego rozchwiania emocjonalnego i protestanckiej „odnowy” – pomimo, że te elementy są również stale obecne – ale właściwie są dziełem „ducha”, którego można wywołać i który działa „cuda”. Pytanie na które powinniśmy poszukać odpowiedzi na tych stronach jest następujące: co albo kto jest tym duchem? Jako prawosławni chrześcijanie wiemy, że tylko Bóg działa cuda; diabeł zaś ma swoje własne „cuda”; w rzeczywistości jest on w stanie jedynie małpować każdy prawdziwy cud zdziałany przez Boga. Dlatego też powinniśmy na tych stronach wnikliwie badać duchy, czy pochodzą od Boga (1 J 4:1).

Powinniśmy zacząć od krótkiego rysu historycznego, ponieważ nikt nie zaprzeczy, że „odnowa charyzmatyczna” przeszła do świata prawosławnego od wyznań protestanckich i katolickich, które z kolei otrzymały ją od sekt zielonoświątkowców.

1. XX-wieczne ruchy zielonoświątkowe

Współczesny ruch zielonoświątkowy, mimo że posiada XIX-wieczne tradycje, rozpoczął się dokładnie o godzinie 1900 w wigilię nowego roku 1900. Jakiś czas przedtem duchowny metodystyczny w Topeka, Kansas, Charles Parcham, aby zaradzić słabościom jego chrześcijańskiej służby pasterskiej, do których się otwarcie przyznawał, rozpoczął z grupą swoich uczniów staranne studia Nowego Testamentu aby odkryć sekret mocy chrześcijaństwa apostolskiego. Uczniowie jego ostatecznie wywnioskowali, że sekret ten musi tkwić w darze „mówienia językami”, któremu, jak uważali, w Dziejach Apostolskich zawsze towarzyszyło otrzymanie Ducha Świętego. Ze zwiększającym się podekscytowaniem i napięciem, Parcham i jego uczniowie byli zdecydowani modlić się aż do momentu kiedy otrzymają „chrzest w Duchu Świętym” razem z darem mówienia językami. 31 grudnia 1900 roku modlili się bez powodzenia od rana do wieczora, dopóki jedna młoda dziewczyna nie poddała myśli, że w ich eksperymencie został opuszczony jeden ważny szczegół: „nakładanie rąk”. Wtedy Parcham położył ręce na głowie dziewczyny a natychmiast zaczęła ona przemawiać w „nieznanym języku”. Przez następne trzy dni nastąpiło wiele podobnych „chrztów”, z włączeniem samego Parchama oraz dwunastu innych duchownych różnych wyznań, każdy z towarzyszącym mu darem mówienia językami. Szybko ta odnowa rozprzestrzeniła się w Teksasie, a potem miała spektakularny sukces w murzyńskim kościółku w Los Angeles. Od tej pory ruch odnowy rozszedł się po całym świecie i przyznaje się do miliona członków.

Przez połowę wieku ruch zielonoświątkowy pozostawał ruchem sekciarskim i wszędzie przez inne wyznania przyjmowany był z wrogością. Potem jednak mówienie językami zaczęło stopniowo pojawiać się również w dominujących wyznaniach, mimo że na początku było to raczej utrzymywane w tajemnicy, aż do roku 1960, kiedy to ksiądz kościoła episkopalnego niedaleko Los Angeles rozgłosił wszem i wobec fakt otrzymania przez niego „chrztu w Duchu Świętym” oraz daru mówienia językami. Po początkowej wrogości „odnowa charyzmatyczna” otrzymała oficjalne lub nieoficjalne przyzwolenie wszystkich głównych wyznań i gwałtownie rozprzestrzeniła się zarówno w Ameryce jak i zagranicą. Nawet Kościół Katolicki, dawniej sztywny i ekskluzywny, w późnych latach 60. podjął na poważnie „odnowę charyzmatyczną” i entuzjastycznie podążył za tym ruchem. Biskupi Kościoła Katolickiego w Ameryce dali swoje przyzwolenie dla „odnowy” w 1969 roku i te kilka tysięcy katolików zaangażowanych wówczas w ten ruch rozrosło się do rzeszy setek tysięcy, którzy okresowo zbierali się w lokalnych lub narodowych konferencjach „charyzmatycznych”, z liczbą uczestników dochodzącą często do dziesiątek tysięcy ludzi. Katolickie kraje europejskie również entuzjastycznie stały się „charyzmatyczne”, o czym świadczy konferencja „charyzmatyczna” z lata 1978 roku w Irlandii, w której wzięły udział tysiące irlandzkich księży. Niedługo przed swoją śmiercią papież Paweł VI spotkał się z delegacją ruchu „odnowy” i ogłosił, że sam również jest „charyzmatykiem”.

Co może być powodem tak spektakularnego sukcesu „chrześcijańskiej” odnowy w wyraźnie postchrześcijańskim świecie? Bez wątpienia odpowiedź leży w dwóch czynnikach: pierwszy to sprzyjający grunt, na który składają się miliony „chrześcijan”, odczuwających, że ich religia usycha, że jest zbyt racjonalna, bardzo powierzchowna, bez wewnętrznego żaru i mocy; drugi to niezaprzeczalnie potężny „duch” stojący za tym fenomenem, który przy sprzyjających warunkach jest w stanie zdziałać wiele różnych „charyzmatycznych” cudownych zjawisk, włączając w nie uzdrowienia, mówienie językami, tłumaczenie, prorokowanie – i, leżące u podstaw tego wszystkiego, wszechogarniające doświadczenie, które nazywane jest „chrztem Ducha Świętego” (lub w Duchu Świętym).

Ale czym dokładnie jest ten „duch”? Rzeczą znaczącą jest, że pytanie to bardzo rzadko, jeżeli w ogóle, jest stawiane przez uczestników „odnowy charyzmatycznej”; ich doświadczenie „chrztu” jest tak silne i było poprzedzone tak skutecznym przygotowaniem psychologicznym przy pomocy skoncentrowanej modlitwy i oczekiwania, że nie ma już w ich umysłach żadnych wątpliwości, że rzeczywiście otrzymali oni Ducha Świętego, że widzą i doświadczają tych samych zjawisk, których doświadczali Apostołowie, i które opisane są w Dziejach Apostolskich. Także psychologiczna atmosfera tego ruchu jest często tak jednostronna i napięta, że wysuwanie jakichkolwiek wątpliwości uważane jest za ogromne bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu. Z setek książek dotyczących tego ruchu, które do tej pory się pojawiły, tylko kilka wyraża jakieś nawet nieznaczne wątpliwości dotyczące duchowej wiarygodności tego ruchu.

Aby uzyskać lepsze wyobrażenie o cechach charakterystycznych „odnowy charyzmatycznej”, zbadajmy kilka świadectw i doświadczeń jej uczestników, zawsze porównując je ze standardami Świętego Prawosławia. Te świadectwa zostaną wzięte, z wyjątkiem kilku zaznaczonych, z apologetycznych książek i czasopism ruchu, napisanych przez ludzi przychylnych, którzy publikują oczywiście tylko te materiały, które wydają się wspierać ich punkt widzenia. Potem porzucimy wąskie źródło zielonoświątkowe, i zajmiemy się głównie protestanckimi, katolickimi i prawosławnymi uczestnikami współczesnej „odnowy charyzmatycznej”.

2. „Ekumeniczny” duch „odnowy charyzmatycznej”

Przed przytoczeniem „charyzmatycznych” świadectw powinniśmy wspomnieć o charakterze pierwotnego ruchu zielonoświątkowego, o którym rzadko wspominają „charyzmatyczni” pisarze, a który objawia się w zdumiewającej wielości i różnorodności sekt zielonoświątkowych, każda ze swoją doktrynalną odrębnością, z których wiele nie posiada żadnego powiązania z pozostałymi. Istnieją „Boże zgromadzenia”, „Kościoły Boga”, „Zielonoświątkowcy” oraz „świątobliwe” ciała, grupy „pełnej Ewangelii”, itp. z których wiele podzielonych jest jeszcze na mniejsze sekty. Pierwszą rzeczą jaką można powiedzieć o „duchu”, który wzbudza taką anarchię jest to, że z pewnością nie jest to duch jedności, że jest całkowicie inny niż Duch Kościoła Apostolskiego pierwszego wieku, na który ruch zielonoświątkowy tak często się powołuje i do którego chce powrócić. Niemniej jednak w poprzednim dziesięcioleciu, szczególnie w „odnowie charyzmatycznej”, prowadzono dialog z innymi wyznaniami o „jedności”, która miała inspirować ten ruch. Ale jaki jest to rodzaj jedności? – prawdziwa jedność Kościoła, którą prawosławni chrześcijanie zarówno pierwszego czy dwudziestego wieku dobrze znają, czy pseudojedność ruchu ekumenicznego, który zaprzecza istnieniu Kościoła Chrystusa?

Odpowiedź na to pytanie została sformułowana dość wyraźnie przez być może najważniejszego „proroka” XX-wiecznego ruchu zielonoświątkowego, Davida Du Plessis, który przez ostatnie dwadzieścia lat aktywnie rozgłaszał nowinę o „chrzcie Ducha Świętego” między wyznaniami Światowej Rady Kościołów, jako odpowiedź na „głos”, który w 1951 roku polecił mu aby to czynił. „Odnowa Ducha Świętego w Kościołach nabiera mocy i szybkości. Najbardziej niezwykłą rzeczą jest to, że odnowa ustanowiona została w tak zwanych liberalnych społeczeństwach, dużo mniej w ewangelicznych, a już całkiem nie pojawiła się w fundamentalistycznych odłamach protestantyzmu. Te ostatnie są teraz najbardziej gwałtownymi przeciwnikami tej wspaniałej odnowy, ponieważ właśnie w ruchu zielonoświątkowym oraz w modernistycznej Światowej Konferencji Ruchu znajdujemy najpotężniejsze przejawy Ducha” (Du Plessis, str. 2838 ).

charismatic_chaos01W Kościele Katolickim podobnie „odnowa charyzmatyczna” pojawia się dokładnie w kręgach „liberalnych”, a jej rezultaty to jeszcze większe rozwijanie ekumenizmu oraz liturgicznych eksperymentów (msze gitarowe itp.); podczas gdy tradycyjni katolicy są przeciwni temu ruchowi, tak jak fundamentalistyczni protestanci. Bez wątpienia orientacja „odnowy charyzmatycznej” jest bardzo ekumeniczna. „Charyzmatyczny” pastor luterański Clarens Finsaas pisał: „Wielu zaskoczonych jest tym, że Duch Święty pojawia się w różnych tradycjach historycznego Kościoła… nie jest ważne czy doktryna kościelna wynika z kalwinizmu czy arminianizmu, co dowodzi, że Bóg jest większy niż nasze partykularne wierzenia, i że żadne wyznanie nie ma monopolu na Niego” (Christenson, str. 99). Pastor episkopalny mówiąc o „odnowie charyzmatycznej” zakomunikował, że „pod względem ekumenicznym prowadzi ona do nadzwyczajnego połączenia chrześcijan różnych tradycji, głównie na poziomie kościoła lokalnego” (Harper, str. 17). Kalifornijskie „charyzmatyczne” czasopismo Inter-Church Renewal ostentacyjnie prezentuje „jedność” w następujących sformułowaniach: „Ciemności wieków zostały rozwiane, katolicka zakonnica i protestant kochają się nawzajem nowym, dziwnym rodzajem miłości”, która udowadnia, że „stare granice pomiędzy wyznaniami kruszą się. Powierzchowne różnice doktrynalne są odłożone na bok aby wszyscy wierzący mogli wejść do jedności Ducha Świętego”. Prawosławny kapłan o. Euzebiusz Stephanou wierzy, że „to nowe zejście Ducha Świętego przekracza linie międzywyznaniowe… Duch Boży porusza się… zarówno wewnątrz i na zewnątrz Cerkwi Prawosławnej” (Logos, styczeń, 1972 r., str. 12).

Tutaj prawosławny chrześcijanin, świadomy potrzeby „badania duchów”, znajduje się na dobrze znanym gruncie powiązanym z ekumenicznymi komunałami. Zaznaczmy przede wszystkim, że to nowe „zejście Ducha Świętego”, dokładnie tak, jak sam ruch ekumeniczny, pojawiło się na zewnątrz Cerkwi Prawosławnej; te kilka prawosławnych parafii, które teraz podejmują ten ruch w oczywisty sposób naśladują pewną modę naszych czasów, która pojawiła się całkowicie na zewnątrz granic Cerkwi Chrystusa.

Ale jak to się dzieje, że tamci na zewnątrz Cerkwi Chrystusa są zdolni nauczać prawosławnych chrześcijan? Z pewnością prawdą jest (żaden świadomy prawosławny nie zaprzeczy temu), że prawosławni chrześcijanie są czasami zawstydzani gorliwością i zapałem katolików czy protestantów, ich udziałem w nabożeństwach, działalnością misyjną, wspólną modlitwą, czytaniem Pisma Świętego itp. Gorliwość nieprawosławnych może zawstydzać prawosławnych nawet z powodu błędów w swoich wierzeniach, ponieważ muszą oni czynić większy wysiłek aby przebłagać Boga niż wielu prawosławnych, posiadających pełnię apostolskiego chrześcijaństwa. Prawosławni dobrze uczynią ucząc się tego od nich, równocześnie odkrywając własne duchowe bogactwa znajdujące się w ich własnej Cerkwi, które przestali dostrzegać z powodu duchowej opieszałości lub złych nawyków. Wszystko to wiąże się z ludzką stroną wiary, z ludzkimi wysiłkami, które mogą rozciągać się na działalność religijną, czy jest ona poprawna czy też błędna.

„Ruch charyzmatyczny” twierdzi jednak, że jest w kontakcie z Bogiem, że odszukał sposób na otrzymanie Ducha Świętego i na spłynięcie Bożej łaski. Ale mimo to wyłącznie Cerkiew, i nic poza nią, została ustanowiona przez naszego Władcę Jezusa Chrystusa jako środek przekazywania ludziom łaski. Czy mamy uwierzyć, że Cerkiew została wyparta przez jakieś „nowe objawienia” zdolne do przekazywania łaski poza Cerkwią, pośród każdej grupy ludzi, którzy może nawet wierzą w Chrystusa, ale nie posiadają ani wiedzy ani doświadczenia Tajemnic (Sakramentów), które Chrystus ustanowił, którzy nie mieli żadnego kontaktu z Apostołami i ich następcami, którym powierzył On sprawowanie tych Tajemnic? Nie, jest to tak samo pewne dzisiaj, jak było pewne w pierwszym stuleciu, że dary Ducha Świętego nie pojawiają się poza Cerkwią. Wielki Prawosławny Ojciec z XIX wieku, biskup Teofan Pustelnik, pisał że dar Ducha Świętego jest dany „dokładnie poprzez Sakrament Bierzmowania (Miropomazania), który został przekazany przez Apostołów w miejsce nakładania rąk” (które jest formą tego Sakramentu wziętą z Dziejów Apostolskich). „Wszyscy, którzy byliśmy ochrzczeni i bierzmowani, posiadamy dary Ducha Świętego… nawet jeżeli nie są one u każdego uaktywnione”. Cerkiew Prawosławna zapewnia środki na uaktywnienie tych darów, „nie ma żadnego innego sposobu… Bez sakramentu Bierzmowania, tak jak wcześniej bez nałożenia rąk przez Apostołów, Duch Święty nigdy nie zszedł i nigdy nie przyjdzie39 .

Jednym słowem ideologia „odnowy charyzmatycznej” może być opisana jako jedna z nowszych i głębszych czy też „duchowych” form ekumenizmu. Każdy chrześcijanin zostaje „odnowiony” w swojej własnej tradycji ale jednocześnie jest przedziwnie połączony (poprzez takie samo doświadczenie) z innymi równie „odnowionymi” w ich tradycjach, z których wszystkie zawierają różne stopnie herezji i bezbożności! Ten relatywizm prowadzi też do otwarcia się na zupełnie nowe praktyki religijne, kiedy na przykład prawosławny kapłan przed królewską bramą w cerkwi pozwala świeckim na nakładanie na siebie rąk (Logos, kwiecień 1972 rok, str. 4). Końcem tego wszystkiego jest superekumeniczna wizja przodującego „proroka” zielonoświątkowego, który twierdzi, że wielu „charyzmatyków” „zaczęło wyobrażać sobie taką możliwość, że ruch ten stanie się Kościołem Chrystusa przy końcu czasów. Jednak sytuacja zupełnie zmieniła się w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Wielu z moich braci jest teraz przekonanych, że Władca Jezus Chrystus, głowa Kościoła, ześle teraz Swojego Ducha na wszelkie ciało, i że Kościoły historyczne będą odrodzone i odnowione, i w tej odnowie będą złączone z Duchem Świętym” (Du Plessis, str. 33). Wyraźnie nie ma miejsca w „odnowie charyzmatycznej” dla tych, którzy wierzą, że Cerkiew Prawosławna jest Cerkwią Chrystusa. Nic dziwnego, że nawet wielu prawosławnych charyzmatyków przyznaje, że na początku mieli „podejrzenia o prawosławność” tego ruchu (Logos, kwiecień, 1972, str. 9).

Teraz spróbujmy wznieść się ponad teorie ekumeniczne i praktyki zielonoświątkowe, i zobaczmy co naprawdę inspiruje i daje siłę „odnowie charyzmatycznej” – rzeczywiste doświadczenie mocy „ducha”.

3. „Mówienie językami”

Jeżeli przyjrzymy się uważnie pismom „odnowy charyzmatycznej” zauważymy, że ruch ten bardzo przypomina wiele ruchów sekciarskich z przeszłości, które opierały się w pierwszym rzędzie czy nawet wyłącznie na jakiejś dziwacznej doktrynie albo praktyce religijnej. Jedyna różnica polega na tym, że nacisk teraz położony został na pewien specyficzny aspekt, którego żadni sekciarze w przeszłości nie uważali za tak ważny – na mówienie językami.

Zgodnie z wierzeniami wielu sekt zielonoświątkowców „chrzest wierzących w Duchu Świętym poświadczony jest przez inicjacyjny, widzialny znak – zdolność mówienia innymi językami” (Sherrill, str. 79). I nie jest to tylko pierwszy znak przyjęcia do sekty czy grupy zielonoświątkowej; zgodnie z największymi zielonoświątkowymi autorytetami, ta praktyka musi być kontynuowana, gdyż inaczej „ducha” można utracić. David Du Plessis pisze: „Praktyka modlitwy językami powinna być kontynuowana i rozwijana w życiu tych, którzy przyjęli chrzest w Duchu, gdyż inaczej mogą odkryć, że inne przejawy działalności Ducha będą coraz rzadsze aż w końcu ustaną zupełnie” (Du Plessis, str. 89). Wielu to poświadcza, podobnie jak jeden protestant, u którego dar języków „stał się teraz niezbędnym elementem życia duchowego” (Lillie, str. 50). Katolicka książka na ten temat, bardziej ostrożnie, twierdzi że z „darów Ducha Świętego” języki „są często ale nie zawsze otrzymywane jako pierwsze. Dla wielu jest to próg, przez który się przechodzi do rzeczywistości darów i owoców Ducha Świętego” (Ranaghan, str. 19).

Można już teraz dostrzec ów przesadny nacisk na jeden z darów Ducha Świętego, który z całą pewnością nie występuje w Nowym Testamencie, gdzie mówienie językami zdecydowanie nie miało takiego znaczenia, będąc jedynie znakiem zejścia Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy (Dz 2) oraz w dwu innych przypadkach (Dz 10 i 19). Po pierwszym, lub może po drugim stuleciu, nie istnieje w żadnym źródle prawosławnym ani jedno świadectwo na pojawianie się tego daru, nie pojawia się też nawet wśród wielkich Ojców Pustyni, którzy tak bardzo wypełnieni byli Duchem Bożym, że mogli czynić liczne i niezwykłe cuda, łącznie ze wskrzeszaniem umarłych. Prawosławny pogląd na autentyczny dar mówienia językami może być wyrażony słowami błogosławionego Augustyna (Homilie na Ewangelię św. Jana VI:10): „W czasach najdawniejszych Duch Święty zszedł na tych, którzy wierzyli, a oni przemawiali językami, których się nie uczyli, bo to Duch dał im tę umiejętność. Znaki dostosowane były do czasu. Bo stosowne było pojawienie się takiego właśnie znaku Ducha Świętego aby w każdym języku ogłosić, że Ewangelia Boga miała być głoszona we wszystkich językach po całym świecie. Stało się tak, aby został objawiony Boży zamiar, po czym znak ów ustał”. Jak gdyby odpowiadając współczesnym zielonoświątkowcom na ich dziwne przywiązanie akurat do tego daru, Augustyn kontynuuje: „Czy oczekujemy teraz, że ci na których położono ręce, zaczną mówić językami? Czy kiedy nakładaliśmy ręce na te dzieci, czy oczekiwaliście, że zaczną mówić językami? A kiedy zobaczyliście, że nie zaczęły przemawiać w innych językach, czy ktokolwiek z was miałby tak przewrotne serce aby stwierdzić: ‘One nie otrzymały Ducha Świętego’?”

Współcześni zielonoświątkowcy aby usprawiedliwić mówienie językami, opierają się przede wszystkim na pierwszym liście św. Pawła do Koryntian (rozdział 12-14). Jednak św. Paweł napisał ten fragment dokładnie dlatego, że „języki” powodowały nieporządek w Cerkwi Korynckiej; jeśli nawet nie zakazuje tego całkowicie, zdecydowanie pomniejsza znaczenie tego daru. Fragment ten jest zatem daleki od zachęcania kogokolwiek do jakiejś odnowy „języków”, powinien raczej zniechęcać, szczególnie kiedy odkryjemy (jak przyznają to sami charyzmatycy), że istnieją inne źródła mówienia językami, różne od Ducha Świętego! Jako prawosławni chrześcijanie dobrze wiemy, że mówienie językami jako autentyczny dar Ducha Świętego nie może pojawić się wśród tych, którzy są poza Cerkwią Chrystusa; ale popatrzmy dokładniej na ten współczesny fenomen i zobaczmy czy posiada jakieś charakterystyczne cechy, które mogłyby wskazać na źródło, z którego pochodzi.

Jeżeli już staliśmy się podejrzliwi co do przesadnej wagi, jaką przykładają współcześni zielonoświątkowcy do „daru języków”, powinniśmy całkiem oprzytomnieć, kiedy dowiemy się w jakich okolicznościach się on pojawia.

Mówienie językami nie pojawia się swobodnie i spontanicznie, bez udziału naszej woli – tak jak autentyczne dary Ducha Świętego – ale jest ono wywoływane, pojawia się w sposób możliwy do przewidzenia, poprzez skoncentrowaną „modlitwę” grupową z towarzyszącymi jej bardzo sugestywnymi protestanckimi pieśniami („On nadchodzi! Nadchodzi!”), z momentem kulminacyjnym „nakładania rąk”, a często też przy współudziale osoby zainteresowanej, powtarzającej bez przerwy, ciągle od nowa, jakąś frazę (Koch, str. 24), czy też niezrozumiale mamroczącej. Pewna osoba przyznaje, że podobnie jak wielu innych doświadczających tego daru, „przy podejmowaniu prób modlitwy w językach często wydawałam z siebie jakieś nonsensowne sylaby” (Sherrill, str. 127); takie wysiłki, wcale nie wzbudzają żadnego zakłopotania, w rzeczywistości są popierane przez charyzmatyków. „Wydawanie dźwięków ustami nie jest ‘mówieniem językami’ ale może oznaczać szczery akt wiary, który Duch Święty wynagrodzi przez danie tej osobie mocy mówienia innymi językami” (Harper, str. 11). Inny protestancki pastor stwierdza: „wydaje się, że pierwszą przeszkodą w mówieniu językami jest uświadomienie sobie, że po prostu musisz zacząć mówić… Pierwsze sylaby i słowa mogą brzmieć dziwnie dla twoich uszu. Mogą być niepewne i niewyraźne. Możesz pomyśleć, że właśnie je wymyślasz. Ale jeżeli będziesz kontynuował przemawianie z wiarą… Duch uformuje dla ciebie język modlitwy i uwielbienia” (Christenson, str. 130). Pewien jezuicki „teolog” opowiada, jak zrealizował taką radę w praktyce: „Po śniadaniu poczułem się prawie fizycznie zaciągniętym do kaplicy, gdzie usiadłem aby się pomodlić. Podążając za wskazaniami Jima opisującego własną drogę do daru języków, zacząłem cichutko mówić sam do siebie ‘la, la, la, la’. Ku mojej ogromnej konsternacji nastąpił gwałtowny ruch języka i ust z towarzyszącym wspaniałym uczuciem wewnętrznej modlitwy” (Gelpi, str. 1).

Czy jest możliwe, aby jakiś poważny prawosławny chrześcijanin mógł pomylić te niebezpieczne zabawy duchowe z darami Ducha Świętego? Nie ma tutaj zupełnie niczego z duchowości chrześcijańskiej, nawet w najmniejszym stopniu. Jest to raczej rzeczywistość mechanizmów czysto psychologicznych, które mogą zostać uruchomione przez użycie określonych metod czy technik, w których „mówienie językami” wydaje się być kluczem, jakimś rodzajem „spustu” do tej rzeczywistości. W każdym razie nie ma tutaj żadnego podobieństwa do duchowych darów opisanych w Nowym Testamencie, a jeżeli już cokolwiek można powiedzieć o tych darach, to są one bliższe szamańskim praktykom w prymitywnych religiach, gdzie szamani często wchodzili w trans i „mówili językami” przekazując wiadomości do albo od „boga” w języku, którego się nigdy nie uczyli. Na następnych stronach spotkamy się z doświadczeniami „charyzmatycznymi” tak bardzo dziwacznymi, że porównanie ich z szamanizmem wcale nie będzie się wydawać mocno przesadzone, zwłaszcza jeśli zrozumiemy, że prymitywny szamanizm jest tylko pewnym wyrazem „religijnych” zjawisk, które absolutnie nie są obce nowoczesnemu Zachodowi, a w rzeczywistości grają w życiu wielu współczesnych „chrześcijan” znaczącą rolę – zjawisk mediumistycznych.

4. „Chrześcijański” mediumizm

charismatic_chaos19Luterański pastor Dr Kurt Koch (The Strife of Tongues, czyli Spór o języki) uważnie i obiektywnie przyjrzał się zjawisku „mówienia językami”. Po zbadaniu setek przykładów tego „daru” który pojawił się w kilku ostatnich latach, na podstawie Pisma Świętego doszedł do wniosku, że tylko cztery z tych przypadków mogły być podobne do tych opisanych w Dziejach Apostolskich; ale żadnego z nich nie był pewny. Prawosławny chrześcijanin posiadający za sobą całą patrystyczną tradycję Cerkwi Chrystusa, będzie dużo bardziej ścisły w swoich sądach od Dr Kocha. Jednak w przeciwieństwie do tych kilku dyskusyjnych przykładów, Dr Koch znalazł mnóstwo przypadków niewątpliwego opętania przez demony – gdyż „mówienie językami” jest w rzeczywistości częstym „darem” jaki otrzymują opętani. Ale dopiero w ostatecznej konkluzji Dr Kocha odnajdujemy klucz do całego zagadnienia. Pisze on, że ruch „języków” nie może być żadną „odnową”, gdyż w najmniejszym stopniu nie ma w nim pokuty ani świadomości grzechu, natomiast jego członkowie głównie poszukują mocy i ponadnaturalnych doświadczeń; fenomen języków nie jest darem opisanym w Dziejach Apostolskich, również w większości przypadków nie jest demonicznym opętaniem, raczej „staje się coraz bardziej oczywiste, że ruch języków w ponad 95% jest w swojej naturze mediumistyczny” (Koch, str. 35).

Co to jest „medium”? Medium to osoba obdarzona pewną psychiczną wrażliwością, która pozwala jej być narzędziem albo środkiem, poprzez który przejawia się niewidzialna siła albo istota (poprzez medium działają realne istoty, jak jasno stwierdził starzec Ambroży z Optiny, którymi zawsze są upadłe duchy, w których królestwie się znajdujemy, a nie „duchy zmarłych” jak to wyobrażają sobie spirytyści). Prawie każda religia niechrześcijańska szeroko stosuje dary mediumistyczne, takie jak jasnowidzenie, hipnoza, „cudowne” uzdrowienia, pojawianie się i znikanie przedmiotów, czy też ich przemieszczanie z miejsca na miejsce, itd.

Trzeba zauważyć, że bardzo podobne dary były również udziałem prawosławnych świętych – jednak istnieje podstawowa różnica pomiędzy autentycznym darem chrześcijańskim a jego mediumistyczną imitacją. Na przykład prawdziwy chrześcijański dar uzdrawiania dany jest od Boga jako Jego odpowiedź na żarliwą modlitwę, szczególnie na modlitwę człowieka miłego Bogu, sprawiedliwego lub świętego (Jkb 5:16), także poprzez dotykanie z wiarą przedmiotów, które zostały uświęcone przez Boga (woda święcona, relikwie świętych; patrz Dz 19:12; 2 Kr 13:21). Natomiast uzdrowienie mediumistyczne, podobnie do innych mediumistycznych darów, jest realizowane poprzez określoną technikę i pewien stan psychiczny, który może być rozwijany i osiągany przez stosowanie odpowiednich praktyk, który nie ma nic wspólnego ze świętością czy z Bożym działaniem. Mediumistyczne zdolności mogą być osiągnięte zarówno przez dziedziczenie jak też przez przekazywanie poprzez kontakt z kimś, kto taki dar otrzymał, albo nawet przez czytanie okultystycznych książek40 .

Wiele mediów twierdzi, że ich moce nie są wcale nadnaturalne, pochodzą tylko z tej części natury o której bardzo mało wiemy. Do pewnego stopnia jest to niewątpliwie prawda; ale także jest prawdą to, że rzeczywistość z której pochodzą te dary jest szczególnego rodzaju, jest rzeczywistością upadłych duchów, które nie wahają się skorzystać z każdej okazji ofiarowanej im przez ludzi, którzy sami pojawili się w ich królestwie aby wciągnąć ich w ich własne sieci, dodając swoje własne demoniczne moce i działania po to, aby doprowadzić dusze do zagłady. Zresztą jakiekolwiek byłoby wyjaśnienie różnych mediumistycznych zjawisk, Bóg w swoim Objawieniu jakie dał ludziom surowo zabronił wszelkich kontaktów z rzeczywistością okultystyczną: Niech się u ciebie nie znajdzie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, kto uprawiałby wróżbiarstwo, zamawianie, zaklinanie czy też magię, lub kto odwoływałby się do czarów, kto zwracałby się z pytaniem do duchów, do jasnowidzów, ani też kto poszukiwałby rady u umarłych. Każdy bowiem, kto tak postępuje, budzi wstręt u Jahwe (Pwt 18:10-12; patrz także Kpł 60:6).

W praktyce niemożliwe jest połączenie mediumizmu z prawdziwym chrześcijaństwem, żądza posiadania mediumistycznych uzdolnień czy mocy jest absolutnie niezgodna z podstawowym chrześcijańskim dążeniem do zbawienia swojej duszy. Nie znaczy to jednak, że nie ma „chrześcijan” zaangażowanych w mediumizm, najczęściej nieświadomie (jak zobaczymy później); oznacza to jednak, że nie są oni prawdziwymi chrześcijanami, że ich chrześcijaństwo jest tylko „nowym chrześcijaństwem”, jakie propagował Mikołaj Bierdiajew, o którym niedługo powiemy więcej. Dr Koch, sam będąc protestantem, uczynił jakże ważne spostrzeżenie pisząc: „Życie religijne jednostki nie ustaje w zetknięciu z okultyzmem czy spirytyzmem. W rzeczywistości spirytyzm jest w dużym stopniu ruchem ‘religijnym’. Diabeł nie chce odebrać nam naszej ‘religijności’… Ale istnieje ogromna różnica pomiędzy religijnością a odrodzeniem przez Ducha Bożego. Przykro to stwierdzić, ale w naszej chrześcijańskiej wierze jest więcej ludzi ‘religijnych’ niż prawdziwych chrześcijan” 41

Najlepiej znaną formą mediumizmu we współczesnym świecie zachodnim są seanse spirytystyczne, podczas których dochodzi do kontaktu z pewnymi mocami powodującymi zauważalne efekty, jak pukanie do drzwi, głosy, przeróżne formy porozumiewania się, na przykład automatyczne pisanie albo mówienie w nieznanych językach, poruszanie przedmiotami, pojawianie się dłoni albo „ludzkich” postaci, które czasami mogą być sfotografowane. Te zjawiska są produktem określonego nastawienia i technik stosowanych przez uczestników, które wyliczymy według jednego z bardziej znanego podręcznika na ten temat42 .

1. Bierność: „Aktywność ducha mierzona jest stopniem bierności i uległości jaką znajduje w medium, albo w jego wrażliwości”. „Zdolności mediumistyczne… przez pilne rozwijanie mogą być osiągnięte przez każdego, kto umyślnie poddaje swoje ciało razem z wolną wolą, ze swoją wrażliwością i zdolnościami intelektualnymi pod władanie nadchodzącego ducha”.

2. Solidarność w wierze: Wszyscy obecni muszą posiadać „przychylne nastawienie umysłu aby podtrzymać medium”; zjawiska spirytystyczne są „ułatwiane poprzez wzajemne zrozumienie wyrażające się w harmonii myśli, poglądów i zapatrywań istniejących pomiędzy uczestnikami a medium. Kiedy w uczestnikach tworzących ‘krąg’ to porozumienie i harmonia, a także poddanie osobistej woli są niedoskonałe, seans kończy się niepowodzeniem”. Także „liczba uczestników ma wielkie znaczenie. Jeżeli jest ich więcej, harmonia tak potrzebna do odniesienia sukcesu jest bardzo utrudniona”.

3. Wszyscy obecni „trzymają się za ręce tworząc tak zwany magnetyczny krąg. Poprzez ten zamknięty obwód każdy uczestnik zasila swoją energią pewien rodzaj mocy, która wspólnie przekazywana jest medium”. Jednak ten „magnetyczny krąg” jest potrzebny tylko mniej uzdolnionym mediom. Madame Blavatska, założycielka współczesnej „teozofii”, sama również medium, śmiała się z tych prymitywnych technik spirytystycznych, kiedy poznała na Wschodzie dużo bardziej potężne media, do kategorii których należy również zaliczyć fakira opisanego w rozdziale III.

4. „Niezbędna spirytystyczna atmosfera jest zazwyczaj wywoływana sztucznymi środkami, jak śpiewanie hymnów, słuchanie łagodnej muzyki, czy nawet przez odmawianie modlitw”.

Seanse spirytystyczne są z pewnością jedną z prostszych form mediumizmu – jednak z tej właśnie przyczyny wszystkie jej techniki są bardzo czytelne – i rzadko przynoszą spektakularne efekty. Istnieją inne, bardziej subtelne formy mediumizmu, a wiele z nich funkcjonuje pod „chrześcijańską” nazwą. Żeby zdać sobie z tego sprawę należy choćby przyjrzeć się technikom „uzdrawiaczy przez wiarę”, takich jak Oral Roberts (który przed wstąpieniem do Kościoła Metodystów kilka lat temu, był duchownym sekty zielonoświątkowców), który dokonuje „cudownych” uzdrowień poprzez formowanie właśnie „kręgów magnetycznych” złożonych z ludzi odpowiednio współczujących, biernych i zgodnych w wierze, którzy kładą swe dłonie na odbiornik telewizyjny transmitujący jego występ; uzdrowienia mogą być nawet dokonane przez wypicie szklanki wody, która postawiona była na telewizorze i przez to zaabsorbowała przepływ mocy mediumistycznych, które w ten sposób zostały uwolnione. Jednak takie uzdrowienia dokonane przez spirytyzm i czary, mogą w przyszłości wywołać ciężkie zaburzenia psychiczne, a w konsekwencji również duchowe43.

W tej rzeczywistości trzeba być bardzo ostrożnym, gdyż diabeł bez przerwy małpuje dzieła Boga, a wielu ludzi obdarowanych zdolnościami mediumistycznymi uważa się wciąż za chrześcijan i wierzy, że dary te pochodzą od Ducha Świętego. Ale czy można powiedzieć, że dotyczy to również „odnowy charyzmatycznej”, że jest ona rzeczywiście, jak twierdzą niektórzy, w głównej mierze formą mediumizmu?

Stosując do „odnowy charyzmatycznej” najbardziej oczywiste testy na mediumizm uderza przede wszystkim fakt, że opisane powyżej główne warunki wstępne seansu spirytystycznego są obecne co do jednego podczas „charyzmatycznych” spotkań modlitewnych, podczas gdy żadna z tych cech charakterystycznych nie występuje w takiej formie czy stopniu w prawdziwej wierze chrześcijańskiej, w Cerkwi Prawosławnej.

1. „Bierność” z seansów spirytystycznych odpowiada temu, co „charyzmatycy” nazywają „rodzajem przyzwolenia… które wymaga więcej niż tylko oddania poprzez akt woli swojej świadomej obecności; to przyzwolenie odnosi się również do wielkiego, nawet ukrytego obszaru podświadomości… To wszystko co czynimy jest ofiarą ze swojego ciała, umysłu a nawet języka, żeby Duch Boży w pełni wziął je w posiadanie… Taka osoba jest gotowa, przeszkody zniknęły i Bóg potężnie działa w całej jego istocie i poprzez nią” (Williams, str. 62, 63; kursywa oryginalna). Takie „duchowe” podejście nie jest w ogóle chrześcijańskie; jest raczej podejściem buddyzmu zen, wschodniego „mistycyzmu”, hipnozy i spirytyzmu. Taka przesadna bierność jest kompletnie obca duchowości prawosławnej, jest wyłącznie zaproszeniem złych duchów do zwodzenia. Pewien życzliwy obserwator zapisał, że na spotkaniach charyzmatyków, kiedy ludzie mówią językami albo interpretują „wydaje się jakby wchodzili w trans” (Sherrill, str. 87). Ta bierność jest bardzo wyraźna w wielu „charyzmatycznych” wspólnotach, które zupełnie znoszą organizacją Kościoła i każdy ustalony porządek nabożeństw, a robią absolutnie wszystko według wskazań „ducha”.

2. Istnieje też wyraźna „solidarność w wierze” – i to nie tylko solidarność w wierze chrześcijańskiej i nadziei na zbawienie, ale w specyficznej jednomyślności pragnienia i oczekiwania „charyzmatycznych” zjawisk. Jest to regułą we wszystkich spotkaniach „charyzmatycznych”; jednak jeszcze bardziej wyraźna solidarność potrzebna jest do doświadczenia „chrztu w Duchu Świętym”, który jest zwykle dokonywany w małym osobnym pokoiku w obecności niewielu ludzi, którzy przedtem już doświadczyli takiego „chrztu”. Obecność nawet jednej osoby, która miałaby jakieś wątpliwości co do całej praktyki, jest często wystarczająca aby do „chrztu” nie doszło – dokładnie tak samo, jak opisane powyżej złe przeczucia i modlitwa prawosławnego kapłana wystarczyły, aby przerwać bardzo sugestywną iluzję cejlońskiego fakira.

3. Spirytystyczny „magiczny krąg” odpowiada charyzmatycznemu „nakładaniu rąk”, sprawowanemu wyłącznie przez tych, którzy sami doświadczyli „chrztu” wraz z darem języków i którzy służą, według słów samych charyzmatyków, jako kanały Świętego Ducha (Williams, str. 64) – słowo używane przez spirytystów w odniesieniu do mediów.

4. Atmosfera charyzmatyczna, w podobieństwie do spirytystycznej, jest wywoływana poprzez sugestywne hymny i modlitwy, często również przez klaskanie, co daje „efekt narastającego, prawie odurzającego podniecenia” (Sherrill, str. 23).

Wciąż jednak można twierdzić, że wszystkie te podobieństwa pomiędzy mediumizmem a ruchem charyzmatycznym są wyłącznie przypadkowe; rzeczywiście, w celu wykazania, że „odnowa charyzmatyczna” jest faktycznie mediumistyczna musimy określić jakiego rodzaju „duch” jest przekazywany przez „kanały” charyzmatyków. Liczne świadectwa tych, którzy go doświadczyli – i którzy wierzyli, że jest to Duch Święty – wyraźnie wskazują na jego naturę. „Grupa ciaśniej mnie okrążyła. To było tak, jakby uformowali ze swoich ciał rodzaj lejka skupiającego przepływ Ducha, który pulsował na wskroś pomieszczenia. Kiedy tak siedziałam, On ogarnął mnie” (Sherrill, str. 122). Podczas katolickiej modlitwy na spotkaniu charyzmatycznym, „przy wchodzeniu do pomieszczenia silnie uderzała wyraźnie odczuwalna Boża obecność” (Ranaghan, str. 79) (porównaj „wibrującą” atmosferę podczas wielu pogańskich i hinduskich obrzędów; patrz wyżej, rozdział II). Inny człowiek opisuje swoje doświadczenie chrztu: „Uświadomiłem sobie, że Pan przebywa w pokoju i że podchodzi do mnie. Nie mogłem Go zobaczyć ale poczułem jak się przewracam na plecy. Wydawało mi się, jakbym pływał po podłodze…” (Logos Journal, listopad-grudzień, 1971, str. 47). Jeszcze inne podobne przykłady będą przytoczone niżej w dyskusji o zjawiskach fizycznych towarzyszących doświadczeniom „charyzmatycznym”. Te „pulsujące”, „widzialne”, „popychające” duchy, które „nadchodzą” i „spływają” wydają się potwierdzać mediumistyczny charakter ruchu „charyzmatycznego”. Z pewnością Duch Święty nigdy nie mógłby być opisany w taki sposób!

Przypomnijmy sobie osobliwy opis „charyzmatycznego” mówienia językami, jaki już wcześniej przytoczyliśmy; dar ten nie jest dany raz na zawsze podczas inicjacyjnego doświadczenia „chrztu Ducha Świętego”, ale powinien być kultywowany (prywatnie i w grupie) i który ma się stać „niezbędnym elementem” życia religijnego, gdyż inaczej ten „dar” może zaniknąć. Jeden z prezbiteriańskich pisarzy „charyzmatycznych” mówi o specyficznej funkcji tej praktyki w „przygotowywaniu” się do spotkań „charyzmatycznych”: „Zdarza się, że… mała grupa ma spędzić czas na modlitwie w Duchu (tzn. językami). Podczas takich modlitw ogromnie wzrasta poczucie Bożej obecności i potęgi, która przenosi się na zebranych”. I dalej: „Czujemy podczas spotkań, że ta cicha modlitwa w Duchu pomaga nam utrzymać otwartość na obecność Boga… (bo) jeśli ktoś przywyknie do głośnej modlitwy językami… niebawem stanie się możliwe, że sam jego oddech będzie poruszał się we wszystkich tonacjach i językach manifestując tchnienia Ducha, i tym samym jego modlitwa będzie trwała w ciszy, jeszcze głębiej, wewnątrz” (Williams, str. 31). Przypomnijmy sobie, że mówienie językami może być wywołane przez takie sztuczne sposoby jak „mamrotanie” – i dochodzimy do nieuchronnego wniosku, że „charyzmatyczne” mówienie językami nie jest „darem” a pewną techniką, która rozwijana jest przez stosowanie innych technik, które z kolei niosą ze sobą jeszcze inne „dary Ducha”, jeśli ktoś kontynuuje praktykowanie i kultywowanie języków. Czy nie odkryliśmy klucza do rzeczywistych dokonań ruchu charyzmatycznego, polegających głównie na odkryciu nowych technik mediumistycznych, pozwalających na wchodzenie i utrzymanie stanu psychicznego, w którym stają się dostępne cudowne „dary”? Jeśli jest to prawdą, charyzmatyczna definicja „nakładania rąk” – „prosta posługa kapłańska jednej lub więcej osób, które same stały się kanałami Ducha Świętego, dla tych, którzy jeszcze nie są pobłogosławieni”, w którym „ważną rzeczą jest to, że ci, którzy przekazują, sami wcześniej doświadczyli poruszenia Ducha Świętego” (Williams, str. 64) – opisuje dokładnie przechodzenie daru mediumistycznego od tych, którzy już go osiągnęli i sami stali się medium. W ten sposób „chrzest Ducha Świętego” staje się inicjacją mediumistyczną.

W istocie, jeśli przyjmiemy, że „odnowa charyzmatyczna” jest faktycznie ruchem mediumistycznym, coraz więcej rzeczy, które trudno było zrozumieć gdy dotyczyły ruchu chrześcijańskiego, teraz stanie się dla nas oczywistych. Ruch ten pojawia się w Ameryce, gdzie pięćdziesiąt lat wcześniej zrodził się spirytyzm w podobnym klimacie psychologicznym; skostniała i zracjonalizowana wiara protestancka nagle została powalona przez rzeczywiste doświadczenie niewidzialnej „mocy”, która nie mogła być wyjaśniona racjonalnie czy naukowo. Ruch ten najbardziej rozwinął się w tych krajach, gdzie trwają silne tradycje spirytystyczne lub mediumistyczne: przede wszystkim w Ameryce i Anglii, potem w Brazylii, Japonii, na Filipinach oraz w czarnej Afryce. Prawie zupełnie nie znajdujemy przykładów „mówienia językami” w jakimkolwiek chrześcijańskim kontekście przez ponad 1600 lat od czasów św. Pawła (a nawet potem były to zjawiska marginalne i krótkotrwałe, o podłożu histerycznym), dokładnie aż do XX-wiecznego ruchu zielonoświątkowego, jak zauważyli to historycy religijnego „entuzjazmu”44 ; podczas gdy ten „dar” wciąż był udziałem wielu szamanów i czarownic z prymitywnych religii, jak również współczesnych spirytystycznych mediów oraz ludzi opętanych przez demony. „Proroctwa” i „interpretacje” podczas nabożeństw „charyzmatycznych”, jak zobaczymy dalej, są dziwnie szablonowe i stereotypowe w swoim wyrazie, bez ściśle chrześcijańskiej czy prorockiej wymowy. Doktryna podporządkowana jest praktyce; dewiza ruchów mediumistycznych brzmi, jak często powtarzają „charyzmatyczni” entuzjaści: „to działa”; jest to ta sama pułapka do której, jak już zauważyliśmy, prowadzi swe ofiary hinduizm. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że „odnowa charyzmatyczna”, o ile dotyczy to jej praktyk, nosi dużo większe podobieństwo do spirytyzmu i w ogóle do religii niechrześcijańskich niż do Prawosławia. Jednak podamy jeszcze więcej przykładów aby wykazać, że jest to prawdą.

Aż do tego miejsca cytowaliśmy, z wyjątkiem stwierdzeń Dr Kocha, wyłącznie przychylne „odnowie charyzmatycznej” relacje, w których znajdowały się świadectwa ludzi wierzących, że są pod działaniem Ducha Świętego. Teraz przytoczymy świadectwa kilku osób, które opuściły ruch „charyzmatyczny” lub odmówiły przyłączenia się do niego, ponieważ odkryły, że „duch” który go ożywia nie jest Duchem Świętym.

1. „Z Leicester (Anglia) młody mężczyzna donosi co następuje. Razem z przyjacielem od kilku lat byli osobami wierzącymi, kiedy pewnego dnia zostali zaproszeni na spotkanie grupy mówiącej językami. Poddali się atmosferze tego spotkania i niemal natychmiast zaczęli modlić się o drugie błogosławieństwo i o chrzest Ducha Świętego. Po intensywnej modlitwie jakby coś gorącego spłynęło na nich. Poczuli się wewnątrz ogromnie podekscytowani. Przez kilka tygodni rozkoszowali się tym nowym doznaniem, ale pomału te fale wzruszeń osłabły. Mężczyzna, który mi o tym opowiadał zauważył, że utracił wszelką chęć do czytania Pisma Świętego i zaniechał modlitw. Zbadał to doświadczenie pod kątem Pisma Świętego i zdał sobie sprawę, że nie może ono pochodzić od Boga. Okazał skruchę i żałował swojego czynu… Jego przyjaciel jednak praktykował dalej „mówienie językami” co doprowadziło go do upadku. Dzisiaj nie widzi już nawet potrzeby aby trwać w chrześcijaństwie” (Koch, str. 28).

2. Dwóch protestanckich duchownych poszło na modlitewne spotkanie „charyzmatyczne” do kościoła prezbiteriańskiego w Hollywood. „Obydwaj ustaliliśmy wcześniej, że kiedy ktoś zacznie przemawiać w językach zaczniemy modlić się mniej więcej tak: ‘Boże, jeżeli ten dar pochodzi od Ciebie, pobłogosław tego brata, ale jeżeli nie pochodzi ten dar od Ciebie, wtedy każ mu przestać i nie pozwól aby inni modlili się językami w naszej obecności’… Młody człowiek rozpoczął spotkanie krótką modlitwą po której miał nastąpić dar języków. Pewna kobieta zaczęła modlić się płynnie w nieznanym języku bez najmniejszego zająknięcia czy zawahania. Nikt nie dawał interpretacji. Wtedy wielebny B. i ja zaczęliśmy modlić się wcześniej ustalonymi słowami. I co się stało? Nikt więcej już nie mówił językami, mimo że zwykle na tych spotkaniach wszyscy modlą się w nieznanym języku” (Koch, str. 15). Można tutaj zauważyć, że przy braku mediumistycznej solidarności w wierze „dary” nie pojawiły się.

3. „W San Diego w Kalifornii pewna kobieta przyszła do mnie się poradzić. Opowiedziała mi o przykrym doświadczeniu jakie miało miejsce podczas misji prowadzonych przez przedstawiciela ruchu charyzmatycznego. Poszła na to spotkanie i usłyszała tam o konieczności uzyskania daru mówienia językami, i po spotkaniu zezwoliła na położenie na nią rąk aby otrzymać chrzest Ducha Świętego i dar mówienia językami. W tym momencie straciła przytomność i upadła. Gdy przyszła do siebie wciąż leżała na podłodze a jej usta same otwierały się i krzyczały coś automatycznie bez związku. Okropnie się przestraszyła. Kilku ludzi, naśladowców tego kaznodziei, stało dookoła i wołało: ‘O, siostro, jak przepięknie mówisz językami. Otrzymałaś Ducha Świętego’. Ale ofiara tego tak zwanego chrztu Ducha Świętego została wyleczona. Nigdy już nie wróciła do tej grupy mówiących językami. Kiedy przyszła do mnie po radę wciąż cierpiała z powodu przykrych konsekwencji tego ‘duchowego chrztu’” (Koch, str. 26).

4. Prawosławny chrześcijanin z Kalifornii opisuje swoje prywatne zetknięcie się z „przepełnionym duchem” kaznodzieją, który stał na trybunie razem z wiodącymi katolickimi, protestanckimi i zielonoświątkowymi reprezentantami „odnowy charyzmatycznej”: „Przez pięć godzin przemawiał językami i podstępnie nakłaniał zebranych (psychologicznie, hipnotycznie i przez ‘nakładanie rąk’) do otrzymania ‘chrztu Ducha Świętego’. Widok był naprawdę straszny. Kiedy położył on dłonie na naszą przyjaciółkę zaczęła wydawać gardłowe dźwięki, jęczeć, płakać i krzyczeć. Kaznodzieja był tym mile zaskoczony, powiedział, że ona cierpi za innych – wstawiając się za nich. Kiedy ‘położył ręce’ na moją głowę, miałem wyraźne przeczucie obecności zła. Jego ‘języki’ zostały urozmaicone angielskim: ‘Masz dar proroctwa, czuję to. Otwórz tylko usta a proroctwo wypłynie samo. Nie blokuj Ducha Świętego’. Dzięki Bożej łasce trzymałem usta zamknięte, ale jestem zupełnie pewny, że jeżeli bym zaczął mówić, ktoś inny by to zinterpretował”. (prywatna relacja).

5. Czytelnicy The Orthodox Word zapewne pamiętają relację o „czuwaniu modlitewnym” zorganizowanym przez diecezję syryjską Nowego Jorku podczas jej zjazdu w Chicago w sierpniu 1970 roku, gdzie po wytworzeniu emocjonującej i dramatycznej atmosfery młodzi ludzie zaczęli „świadczyć” jak ich prowadzi „duch”. Jednak później kilku obecnych tam ludzi opowiadało, że atmosfera była „mroczna i złowroga”, „dusząca”, „ciemna i zła”, i że przez cudowne wstawiennictwo św. Hermana z Alaski, którego ikona znajdowała się w pokoju, całe spotkanie zostało przerwane a zła atmosfera rozwiała się. (The Orthodox Word, 1970, str. 196-199).
Istnieje wiele innych przypadków, w których ludzie stracili zainteresowanie modlitwą, czytaniem Pisma Świętego i w ogóle chrześcijaństwem, a nawet zaczęli wierzyć, jak jeden student, że „już więcej nie potrzebuje czytać Pisma Świętego; Bóg Ojciec osobiście mu się objawia i przemawia do niego” (Koch, str. 29).

Możemy jeszcze na koniec przytoczyć świadectwa wielu ludzi, którzy nie znaleźli niczego negatywnego czy złego w doświadczeniach „charyzmatycznych”, spróbujmy zbadać sens także i tych świadectw. Jednak, jeszcze przed wyciąganiem wniosków co do dokładnej natury „ducha”, który stoi za zjawiskami „charyzmatycznymi”, na podstawie dotychczas zebranych dowodów możemy już zgodzić się z Dr Kochem: „Ruch charyzmatyczny jest produktem stanów omamowych, poprzez które demony przejawiają swoje moce” (Koch, str. 47). Oznacza to, że ruch który jest z pewnością „omamowy” poddając się działaniom „ducha”, który nie jest Duchem Świętym, nie jest demoniczny w intencjach lub sam w sobie (tak jak współczesny okultyzm czy satanizm), ale przez swą naturę naraża się szczególnie na oczywiste przejawy sił demonicznych, które czasami faktycznie się pojawiają.

Książkę tę przeczytało kilka osób uczestniczących w „odnowie charyzmatycznej”; wiele z nich opuściło potem ten ruch, uznając że duch którego doświadczali w seansach „charyzmatycznych” nie był Duchem Świętym. Komuś zaangażowanemu w ruch charyzmatyczny, kto właśnie w tej chwili czyta tę książkę chcielibyśmy powiedzieć: Jesteś zapewne przekonany, że twoje doświadczenia w ruchu „charyzmatycznym” były w większości czymś dobrym (nawet jeżeli masz jakieś zastrzeżenia co do niektórych doświadczeń czy rzeczy, które się pojawiały); z pewnością trudno jest ci uwierzyć, że są w nich elementy demonicznego zwodzenia. Sugerując, że ruch „charyzmatyczny” jest ruchem o podłożu mediumistycznym nie mamy zamiaru zaprzeczać całości twoich przeżyć i doświadczeń. Jeśli uświadomiłeś sobie konieczność pokuty za swoje grzechy, prawdę że Jezus Chrystus jest Zbawicielem ludzkości, czy też potrzebę szczerej miłości do Boga i bliźniego – wszystko to jest z całą pewnością dobre i nie powinno być odrzucone w momencie opuszczenia ruchu „charyzmatycznego”. Ale jeżeli uważasz, że twoje „mówienie językami” czy „prorokowanie” czy cokolwiek innego „nadnaturalnego”, czego mogłeś doświadczyć, pochodzi od Boga – w takim razie ta książka powinna być dla ciebie drogowskazem do świata prawdziwych chrześcijańskich przeżyć duchowych, które są znacznie głębsze niż te, których doświadczałeś do tej pory; powinieneś odkryć, że sztuczki diabła są dużo bardziej subtelne niż mogłeś to sobie wyobrazić, że gotowość naszej upadłej natury ludzkiej do brania iluzji z prawdę, do mylenia pociech emocjonalnych z doświadczeniami duchowymi, jest dużo większa niż myślałeś. W następnym rozdziale zajmiemy się tym szczegółowo.

Jeśli chodzi o dokładną naturę „daru języków”, który obecnie jest praktykowany, prawdopodobnie nie można podać prostego wytłumaczenia. Wiemy dość dobrze, że w ruchu zielonoświątkowym tak jak w spirytyzmie, elementy oszustwa i sugestii grają nie małą rolę, w kołach „charyzmatycznych” stosuje się nieraz ogromną presję, która wymusza pojawienie się określonych efektów. Tak więc jeden z członków większego charyzmatycznego „Ruchu Jezusa” wyznał, że kiedy mówił językami: „mamrotał grupy wyrazów po uprzednim emocjonalnym przygotowaniu”, a inny otwarcie przyznaje: „Kiedy już zostałem chrześcijaninem ludzie wokoło powiedzieli mi, że muszę to zrobić. Więc modliłem się, żebym mógł mówić językami, i starałem się jak najlepiej ich naśladować aby myśleli, że otrzymałem dar” (Ortega, str. 49). Wiele z tych „języków” było w takim razie niewątpliwie nieprawdziwych, a w najlepszym razie było efektem sugestii w stanach emocjonalnych bliskich histerii. Jednak istnieją też dokładnie udokumentowane przypadki mówienia w niewyuczonych językach (Sherrill, str. 90-95); jest też wiele świadectw mówiących o łatwości, o pewności i spokoju (bez żadnych stanów histerycznych) z jakimi mogli wejść w stan „mówienia językami”; jest też wyraźnie nadnaturalny charakter podobnego zjawiska „śpiewania językami”, gdzie „duch” poddaje również melodię, i kiedy pozostali włączą się do tego śpiewu daje to efekt, który jest rozmaicie opisywany, jako „niesamowity ale niezwykle piękny” (Sherrill, str. 118) oraz „niewyobrażalny, po ludzku niemożliwy” (Williams, str. 33). Widzimy zatem, że najwyraźniej wiele zjawisk współczesnego „daru języków” nie może być wyjaśnionych wyłącznie psychologiczne czy emocjonalne. Jeżeli nie jest on dziełem Ducha Świętego – a już do tej pory jest to zupełnie jasne, że nie jest – więc dzisiejsze „mówienie językami”, jako autentyczny „nadnaturalny” fenomen, może być wyłącznie przejawem jakiegoś innego ducha.

Aby zidentyfikować bardziej dokładnie tego „ducha” oraz aby zrozumieć ruch „charyzmatyczny” w pełni, nie tylko pod kątem tego fenomenu ale też jego „duchowość”, zwróćmy się bardziej głęboko do źródeł Tradycji prawosławnej. Przede wszystkim musimy powrócić do nauk prawosławnej tradycji ascetycznej, które były już omawiane w tej serii artykułów, przy wyjaśnianiu siły z jaką hinduizm więzi swoich wyznawców poprzez prelest’, czyli duchowe oszustwo.

5. Duchowe zwodzenie

Koncepcja prelesti, klucz w ascetycznym nauczaniu prawosławnym, jest kompletnie nieobecna w protestancko-katolickim świecie, który wytworzył ruch „charyzmatyczny”. Ten fakt wyjaśnia dlaczego tak oczywiste oszustwo mogło tak poważnie zwieść kręgi nominalnych „chrześcijan”, a także dlaczego taki „prorok” jak Mikołaj Bierdiajew, pochodzący ze środowiska prawosławnego, uważał za absolutnie niezbędne, aby w „nowym wieku Ducha Świętego” „nie wracano już więcej do nauk ascetycznych”. Powód jest oczywisty: tylko przez ascetyczne nauczanie prawosławne człowiek, który otrzymał Ducha Świętego podczas swego Chrztu i Bierzmowania, może w swoim życiu zdobywać prawdziwe dary Ducha Świętego; poucza ono jak rozpoznać i ustrzec się przed duchowym oszustwem. „Nowa duchowość” o której marzył Bierdiajew, i którą „ruch charyzmatyczny” obecnie urzeczywistnia, posiada zupełnie inny fundament i wygląda na zwykłe oszustwo w świetle prawosławnego nauczania ascetycznego. Dlatego nie ma miejsca na dwie koncepcje w tym samym duchowym świecie; albo zaakceptujemy „nową duchowość odnowy charyzmatycznej”, albo chrześcijaństwo prawosławne, konsekwentnie aby pozostać prawosławnym chrześcijaninem musimy odrzucić „odnowę charyzmatyczną”, która jest fałszowaniem Prawosławia.

Aby uczynić to zupełnie jasnym przytoczymy teraz nauczanie Cerkwi Prawosławnej na temat duchowego zwodzenia, głównie z pism XIX-wiecznego podsumowania tej nauki sporządzonego przez św. biskupa Ignacego Brianczaninowa, współczesnego ojca Cerkwi, z pierwszego tomu jego prac zebranych.

Istnieją dwie zasadnicze formy duchowego oszustwa. Pierwsza i bardziej spektakularna forma pojawia się, kiedy ktoś dąży do wyższych stanów duchowych czy też duchowych wizji bez oczyszczenia z pożądliwości i polega wyłącznie na własnych sądach. Diabeł udziela takim ludziom wspaniałych „wizji”. Istnieje wiele tego typu przykładów w żywotach świętych, które są jednym z głównych źródeł prawosławnego nauczania ascetycznego. Tak więc św. Nikita, biskup Nowogrodu (31 styczeń) wbrew radzie swojego przełożonego i nieprzygotowany duchowo, rozpoczął życie pustelnicze i od razu zaczął słyszeć głos, który razem z nim wspólnie się modlił. Potem przemówił „Pan” do niego i posłał „anioła” aby modlił się zamiast niego, oraz by pouczył go, żeby zamiast odprawiać modlitwy czytał książki, by móc nauczać ludzi, którzy będą do niego przychodzić. Nikita tak uczynił, wciąż widząc blisko siebie modlącego się „anioła”, a przychodzący do niego ludzie zdumieni byli jego duchową mądrością i „darami Ducha Świętego”, które wydawało się, że posiadł, włącznie z „darem” przepowiadania przyszłości, a przepowiednie jego zawsze się sprawdzały. Oszustwo trwało do momentu, kiedy ojcowie z monasteru odkryli jego awersję do Nowego Testamentu (mimo że Stary Testament, którego nigdy przedtem nie czytał, mógł cytować z pamięci), i dzięki ich modlitwom został doprowadzony do pokuty, a jego „cuda” skończyły się; później osiągnął prawdziwą świętość. Znowu św. Izaak Zatwornik Pieczerski z Kijowa (14 luty) zobaczył wielką światłość i „Chrystus” pojawił się przed nim z „aniołami”; kiedy św. Izaak nie czyniąc znaku krzyża pokłonił się przed „Chrystusem” demony nabrały mocy nad nim i dziko z nim zatańczyły, porzucając go w końcu prawie martwego. Również on później osiągnął prawdziwą świętość. Istnieje wiele bardzo podobnych przypadków, kiedy „Chrystus” z „aniołami” pojawiał się przed pustelnikami objawiając niesłychane moce i „dary Ducha Świętego”, które często doprowadzały ostatecznie oszukanych ascetów do obłędu lub samobójstwa.

Jest jeszcze inna bardziej powszechna, mniej spektakularna forma duchowego oszustwa, ofiarująca swoim ofiarom zamiast wspaniałych wizji bardzo podniosłe „życie religijne”. Pojawia się ono, jak opisuje je św. biskup Ignacy „kiedy serce pragnie i dąży do przyjemnych świętych i boskich doznań, podczas gdy zupełnie jest do tego niezdolne. Każdy kto nie posiada skruszonego ducha, kto znajduje w sobie każdy rodzaj cnót, kto nie trzyma się niezłomnie nauki Cerkwi Prawosławnej ale w jakiejś kwestii lub tradycji ma swój własny arbitralny sąd albo poszedł za nauką nieprawosławną – znajduje się w tym stanie oszustwa”. Kościół Katolicki posiada całe podręczniki duchowe napisane przez ludzi znajdujących się w tym stanie, na przykład Tomasza Kempisa O naśladowaniu Chrystusa. Św. biskup Ignacy pisze o niej: „Panuje w tej książce i tchnie z jej kart oszustwo złego ducha, który pochlebia czytelnikowi i odurza go… Książka prowadzi czytelnika prosto do pełnej jedności z Bogiem bez wcześniejszego oczyszczenia przez pokutę… Przez to cieleśni ludzie wpadają w zachwyt osiągniętym bez wysiłku odurzeniem, bez samowyrzeczenia, bez pokuty, bez ukrzyżowania ciała razem z namiętnościami i pożądaniami (Gal 5:24), wraz z pochlebstwami tego upadłego stanu. Rezultatem tego, jak pisze45 I. M. Koncewicz, wielki popularyzator nauk patrystycznych, jest: „asceta, który dążyłby do rozpalenia w swoim sercu miłości do Boga przy jednoczesnym zaniedbywaniu pokuty, który stara się osiągnąć uczucie przyjemności i ekstazy, a jako rezultat osiąga dokładnie coś odwrotnego, bo ‘wchodzi w łączność z szatanem i staje się zarażony nienawiścią do Ducha Świętego’ (św. biskup Ignacy)”.

Jest to właśnie aktualny stan w którym znajdują się naśladowcy „odnowy charyzmatycznej”, niczego nawet nie podejrzewając. Będzie to jeszcze bardziej jasne po zbadaniu ich doświadczeń i poglądów, punkt po punkcie, odnosząc je do nauki Ojców Cerkwi prezentowanej przez św. biskupa Ignacego.

A. Dążenie do „duchowych” doświadczeń

Nie posiadając żadnego lub tylko niewielkie umocowanie w prawdziwych źródłach chrześcijańskiego życia duchowego – świętych tajemnicach Cerkwi, duchowych naukach przekazanych przez świętych Ojców od Chrystusa i Jego Apostołów – uczestnicy ruchu „charyzmatycznego” w żaden sposób nie potrafią odróżnić łaski Boga od jej fałszywej podmiany. Wszyscy „charyzmatyczni” pisarze wykazują, w mniejszym lub większym stopniu, brak ostrożności i rozeznania we własnych doświadczeniach. Niektórzy katoliccy charyzmatycy, dla pewności „egzorcyzmują szatana” przed prośbą o „chrzest Ducha Świętego”; ale skuteczność tego aktu, jak wkrótce wykażemy na podstawie ich własnych świadectw, jest podobna do tej przeprowadzonej przez żydów w Dziejach Apostolskich (19:15), do których wyrzucany zły duch odpowiedział: Znam Jezusa, znam również Pawła, a wy coście za jedni? Św. Jan Kasjan, wielki prawosławny Ojciec Zachodu z V wieku, z wielką wnikliwością piszący o dziełach Ducha Świętego w swojej konferencji „Dary Boże” zauważa: „czasami demony (działają cuda) po to, aby umocnić pychę w człowieku, który uwierzył, że posiadł cudowne dary, i w ten sposób szykują dla niego jeszcze bardziej gorszący upadek. Udają, że są palone i wyrzucane z ciał ludzi w których zamieszkują z powodu rzekomej świętości tych ludzi, o których dobrze wiedzą, że są grzesznikami… W Ewangelii czytamy: Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy…”46

XVIII-wieczny szwedzki „wizjoner”, Emanuel Swedenborg, osobliwy prekursor współczesnego okultyzmu i odnowy „duchowej”, doświadczał intensywnych wizji wielu istot duchowych, które często widywał i z którymi się komunikował. Rozróżniał dwa rodzaje duchów, „dobre” i „złe”; jego doświadczenia zostały niedawno potwierdzone przez odkrycia pewnego psychologa klinicznego w badaniach dotyczących pacjentów z „halucynacjami” w stanowym szpitalu psychiatrycznym w Ukiah, Kalifornia. Psycholog ten potraktował poważnie głosy słyszane przez pacjentów i podjął serię „rozmów” z nimi (przy pośrednictwie samych pacjentów). Doszedł do wniosku, podobnie jak Swedenborg, że istnieją dwa bardzo różniące się rodzaje „istot”, które kontaktowały się z pacjentami: „wyższe” i „niższe”. Według jego własnych słów: „głosy niższego rodzaju podobne są do pijaków z baru, którzy lubią dokuczać i dręczyć dla samej przyjemności. Proponują one sprośne czyny by besztać potem pacjentów za myślenie o nich. Znajdują słaby punkt w osobowości a potem bez końca nad nim pracują… Słownictwo i zakres pojęć istot niższego rodzaju są ograniczone, ale jest w nich stale obecne pragnienie niszczenia… Skupiają się nad każdą słabością i ufnością, przypisują sobie budzące respekt moce, kłamią, obiecują a potem podkopują wolę pacjentów… Wszystkie istoty niższego rzędu są areligijne lub antyreligijne… Jednej osobie pojawiły się jako tradycyjne diabły i przedstawiały się jako demony…

Ich zupełnym przeciwieństwem są rzadsze halucynacje wyższego rodzaju… To przeciwieństwo może być zilustrowane przez przeżycia pewnego człowieka. Słyszał on kiedyś istoty niższego rodzaju kłócące się przez długą chwilę o to, jak mogłyby go zamordować. (Ale) potem w nocy objawiło mu się światło, podobne do słońca. Wiedział, że jest to inny rodzaj wizji, ponieważ światło szanowało jego wolność i wycofałoby się, gdyby się przestraszył… Kiedy postanowił zbliżyć się do tego przyjaznego słońca, wszedł do świata potężnych i tajemniczych zjawisk… [Pewnym razem] pojawiła się bardzo potężna i imponująca postać podobna do Chrystusa… Niektórzy pacjenci doświadczali w różnych momentach zarówno istot niższego jak i wyższego rodzaju i czuli się schwytani pomiędzy ich prywatnym niebem i piekłem. Wielu znało tylko ataki niższego rodzaju. Ten wyższy rodzaj istot twierdził, że ma władzę nad niższym rodzajem istot i czasami rzeczywiście demonstrował ją, jednak w większości przypadków nie na tyle aby przywrócić równowagę w umysłach pacjentów… Istoty wyższego rodzaju wydawały się dziwnie utalentowane, wrażliwe, mądre i religijne”47 .

Każdy czytelnik żywotów świętych oraz innej duchowej literatury prawosławnej wie, że wszystkie te duchy – zarówno „dobre” jak i „złe”, te „niższe” z „wyższymi” – tak samo są demonami, i że odróżnienie prawdziwych dobrych duchów (aniołów) od złych duchów nie może być przeprowadzone na podstawie czyichś osobistych odczuć i wrażeń. Szeroko rozpowszechniona praktyka „egzorcyzmów” w kołach „charyzmatyków” nie daje żadnej gwarancji czy jakikolwiek zły duch zostanie wyrzucony; egzorcyzmy są również bardzo powszechne (i pozornie skuteczne) wśród prymitywnych szamanów48, którzy również rozpoznają różne rodzaje duchów – wszystkie one są jednak tylko demonami, nawet gdy wydają się uciekać podczas egzorcyzmów lub gdy wywoływane pojawiają się i oferują moce szamanistyczne.

Nikt nie zaprzeczy, że ruch „charyzmatyczny” w całości jest nastawiony stanowczo przeciwko współczesnemu okultyzmowi czy satanizmowi. Jednak bardziej subtelne złe duchy pojawiają się jako „anioły światłości” (2 Kor 11:14), dlatego potrzebny jest wielki dar rozróżniania duchów, wraz z głęboką nieufnością co do wszystkich nadzwyczajnych doświadczeń „duchowych”, aby nie zostać zwiedzionym. W obliczu subtelnego, niewidzialnego wroga, który toczy niewidoczną wojnę przeciwko rodzajowi ludzkiemu, naiwne i ufne podejście do doświadczeń większości ludzi zaangażowanych w ruch „charyzmatyczny” jest jawnym zaproszeniem do zwodzenia duchowego. Pewien pastor na przykład doradzał medytacje nad tekstami Pisma a potem zapisywanie każdej myśli pojawiającej się po ich czytaniu: „Jest to osobisty przekaz Ducha Świętego dla ciebie” (Christenson, str. 139). Jednak każdy poważny uczeń duchowości chrześcijańskiej wie, że „na samym początku życia monastycznego wiele duchów nieczystych szkoli [nowicjuszy] w interpretowaniu Boskich Pism… stopniowo oszukując ich tak, że mogą ich doprowadzić do herezji i bluźnierstwa” (Drabina św. Jana, stopień 26:152).

Niestety, postawa prawosławnych naśladowców „odrodzenia charyzmatycznego” wydaje się niewiele różnić od postawy katolików czy protestantów. Najwyraźniej nie znają oni ani prawosławnych Ojców, ani żywotów świętych, a kiedy już cytują czasem jakiegoś Ojca, jest to często zdanie wyrwane z kontekstu (zobacz później przykłady cytatów ze św. Serafina). Urok „odnowy charyzmatycznej” leży głównie w doświadczeniu. Pewien prawosławny kapłan napisał: „Niektórzy ośmielają się nazywać te doświadczenia ‘prelest’ – duchową pychą. Ale żaden z tych którzy w ten sposób spotkali Pana nie może już popaść w takie złudzenie” (Logos, kwiecień, 1972, str. 10). Tylko niewielu prawosławnych chrześcijan jest w stanie rozróżnić bardzo subtelne formy duchowego zwodzenia (gdzie na przykład „pycha” może przyjąć formę „pokory”) wyłącznie na podstawie własnych odczuć, bez odniesienia się do tradycji patrystycznej; tylko ten, kto już całkiem przyswoi sobie tradycję patrystyczną i stosuje ją w swoich myślach i czynach, oraz osiągnął wielką świętość, może się na to odważyć.

Jak prawosławni chrześcijanie są przygotowani na uniknięcie zwodzenia? Mają oni całość Bogiem natchnionych ksiąg patrystycznych, które łącznie z Pismem Świętym prezentują naukę Cerkwi Chrystusowej przez 1900 lat, która uwzględnia i tłumaczy praktycznie każde wyobrażalne duchowe i pseudoduchowe doświadczenie. Później zobaczymy też, że ta tradycja posiada wyraźny i wnikliwy osąd najważniejszej kwestii podnoszonej przez ruch „charyzmatyczny”, dotyczącej możliwości nowego szerokiego „rozlania Ducha Świętego” w dniach ostatnich. Ale jeszcze przed zasięgnięciem rady Ojców dotyczącej tak postawionego problemu trzeba zaznaczyć, że prawosławni chrześcijanie chronieni są przez zwodzeniem przez samą wiedzę, że takie zwodzenie nie tylko istnieje, ale obecne jest wszędzie, również w nas samych. Św. biskup Ignacy pisał: „Wszyscy jesteśmy zwodzeni. Wiedza o tym w największym stopniu zapobiega zwodzeniu. Natomiast największą ułudą jest uważać się za wolnego od zwodzenia”. Zacytował on św. Grzegorza z Synaju, który ostrzegał nas: „Nie jest to mały trud aby osiągnąć doskonałą prawdę i oczyścić się ze wszystkiego co sprzeciwia się łasce; ponieważ jest rzeczą niespotykaną aby demony ujawniały swoje oszustwa, zwłaszcza początkującym, oferując pod pozorem prawdy i szatą duchową samo zło”. Oraz „Bóg nie gniewa się na tego, kto bojąc się zwiedzenia pilnuje się niezwykle uważnie, nawet gdyby nie przyjął czegoś, co zesłane było od Boga… Przeciwnie, Bóg chwali takich ludzi dla ich zdrowego rozsądku”.

W ten sposób kompletnie nieprzygotowany na duchową wojnę, nieświadomy istnienia takich rzeczy jak duchowe oszustwa najbardziej subtelnego rodzaju (w przeciwieństwie do oczywistych form okultyzmu), katolicy i protestanci, jak również niedoinformowani prawosławni chrześcijanie, chodzą na spotkania modlitewne aby „ochrzcić się (lub napełnić się) w Duchu Świętym”. Atmosfera tych spotkań jest niezmiernie luźna, rozmyślnie zostawia się „wolne” miejsce na działalność „ducha”. Oto w jaki sposób katolicy (uważani za bardziej ostrożnych od protestantów) opisują niektóre ze swoich spotkań: „Wydaje się, że nie ma żadnych ograniczeń, żadnych zahamowań… Siadamy ze skrzyżowanymi nogami na podłodze. Panie w spodniach. Mnich w białym habicie. Palacze papierosów. Miłośnicy kawy. Każdy modli się po swojemu… Zdałem sobie sprawę, że ci ludzie świetnie bawią się na modlitwie! Czy właśnie to mieli na myśli mówiąc, że Duch Święty zamieszkał wśród nich?” Inne katolickie spotkanie charyzmatyczne „pominąwszy fakt, że nikt nie pił, wyglądało zupełnie jak impreza alkoholowa” (Ranaghan, str. 157, 209). Podobnie na międzywyznaniowych spotkaniach „charyzmatycznych” atmosfera jest dostatecznie nieformalna i nikogo nie dziwi, kiedy „duch” podczas ataku powszechnego płaczu pobudza starsze kobiety, aby wstały i zaczęły tańczyć gigę (Sherrill, str. 118). Dla poważnych prawosławnych chrześcijan pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy w tej atmosferze jest zupełny brak tego, co znają ze swoich własnych nabożeństw, czyli prawdziwej pobożności i szacunku, które pochodzą z bojaźni Bożej. Te pierwsze wrażenia są zadziwiająco dokładnie potwierdzone przez obserwacje naprawdę przedziwnych rzeczy dokonanych przez „ducha” charyzmatycznego schodzącego w tę luźną atmosferę. Zbadamy teraz kilka z tych zjawisk, stawiając je pod osąd świętych Ojców Cerkwi Chrystusa.

B. Zjawiska fizyczne towarzyszące przeżyciom „charyzmatycznym”

Jedną z najbardziej powszechnych reakcji na doświadczenie „chrztu Ducha Świętego” jest śmiech. Pewien katolik wyznaje: „Byłem tak radosny, że wszystko, co mogłem uczynić to leżeć na podłodze i śmiać się” (Ranaghan, str. 28). Inny katolik wspomina: „Pamiętam, że poczucie obecności i miłości Bożej było tak silne, że siedziałem w kaplicy przez pół godziny śmiejąc się bez przerwy z radości wywołanej Bożą miłością” (Ranaghan, str. 64). Pewien protestant wyznaje: podczas „chrztu” „zacząłem się śmiać… Chciałem tylko śmiać się i śmiać, jak ktoś, kto czuje się tak wspaniale, że nie może nawet o tym mówić. Trzymałem się za boki i śmiałem się do rozpuku” (Sherrill, str. 113). Inny protestant: „Nowy język, który został mi dany zmieszał się z falami wesołości, w której wszystkie moje lęki się rozwiały. Był to język śmiechu” (Sherrill, str. 115). Prawosławny kapłan, o. Euzebiusz Stephanou pisze: „Nic nie mogłem poradzić, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i że w każdej chwili mogłem wybuchnąć śmiechem – śmiechem Ducha Świętego, który wywołuje odświeżające odprężenie” (Logos, kwiecień, 1972, str. 4).

Dużo, dużo przykładów można zebrać na tę naprawdę przedziwną reakcję na „duchowe” doznania, a pewni „charyzmatyczni” apologeci wypracowali nawet całą filozofię „duchowej radości” i „Bożego szaleństwa”, aby ten fenomen wyjaśnić. Ale ta filozofia w najmniejszym stopniu nie jest chrześcijańska; nikt nie słyszał o koncepcji „śmiechu Ducha Świętego” w całej historii nauki i praktyki Cerkwi Prawosławnej. Widzimy na tym przykładzie chyba najwyraźniej, że „odnowa charyzmatyczna” jest ruchem w swoim religijnym wymiarze kompletnie niechrześcijańskim; doświadczenie śmiechu jest czysto doczesne i pogańskie, gdyż nie można wytłumaczyć go jedynie stanem emocjonalnej histerii (dla o. Euzebiusza rzeczywiście śmiech zapewnia „ulgę” i „uwolnienie” od „głębokiego poczucia samo-świadomości i skrępowania” oraz „pustki uczuciowej”), może być tylko spowodowane pewnym stopniem „opętania” przez jednego lub wielu pogańskich bogów, którzy w Cerkwi Prawosławnej noszą miano demonów. Na przykład porównywalnym doświadczeniem jest „inicjacja” pogańskich szamanów eskimoskich: nie znajdując inicjacji, „wybuchałem czasem płaczem i czułem się bardzo nieszczęśliwy nie wiedząc dlaczego. Potem bez wyraźnego powodu całkowicie mogłem się zmienić i nagle odczuć wielką, niewytłumaczalną radość, radość tak ogromną, że nie mogłem jej pohamować, musiałem wyśpiewać pieśń, potężną pieśń, w której jedynym słowem było: radość, radość! Musiałem używać całej siły mojego głosu. I właśnie wtedy, podczas tego ataku tajemniczego i obezwładniającego zachwytu zostałem szamanem… Mogłem widzieć i słyszeć w zupełnie inny sposób. Osiągnąłem oświecenie… nie byłem tylko ja sam, kto mógł widzieć poprzez ciemności życia, ale to samo jasne światło również świeciło ze mnie… i wszystkie duchy ziemi, nieba i morza przyszły teraz do mnie i stały się moimi pomocniczymi duchami” (Lewis, Ecstatic Religion, str. 37).

Nie ma w tym nic dziwnego, że niczego nie spodziewający się „chrześcijanie”, którzy z rozmysłem otwierają się na podobne pogańskie doświadczenia, będą wciąż interpretować je jako „chrześcijańskie”; psychologicznie są bowiem wciąż chrześcijanami, mimo że duchowo weszli już do rzeczywistości o całkowicie niechrześcijańskim światopoglądzie i praktyce. Jaki jest sąd prawosławnej tradycji ascetycznej na temat czegoś takiego jak „śmiech Ducha Świętego”? Święci Warsonofiusz i Jan, pustelnicy z VI wieku, dają jednoznaczną prawosławną naukę odpowiadając pewnemu mnichowi, który męczył się nad tą kwestią (Odpowiedź 451): „W bojaźni Bożej nie ma śmiechu. Pismo powiada o głupcach, że śmieją się głośno (Syr 21:20); a słowa głupców są zawsze chaotyczne i pozbawione łaski”. Św. Izaak Syryjczyk równie jasno naucza: „Śmiech i poufałość są początkiem upadku duszy. Jeśli dostrzeżesz je w sobie, wiedz, że wstąpiłeś właśnie do otchłani piekielnych. Nie ustawaj w modlitwie aby Bóg wydostał cię z tej śmierci… Śmiech pozbawia nas tego błogosławieństwa, które przeznaczone jest dla płaczących (Mt 5:4) i rozprasza to, co zostało zgromadzone. Śmiech obraża Ducha Świętego, nie daje duszy żadnej korzyści, hańbi ciało. Śmiech przepędza cnoty, nie ma w nim myśli o śmierci i przyszłych mękach” (Filokalia, Moskwa 1913, tom II, str. 448).

Źródło: http://monasterujkowice.pl/books.php?b=12&c=7

Komentarze 4 to “„Odnowa charyzmatyczna” jako znak czasów”

  1. Bucholtz Says:

    Mam do tego krótki komentarz:
    „Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych” MATEUSZA 24:24

    Tyle w temacie tych „cudów”

  2. Beniamin Patryk Wrona Says:

    A ja chciałbym powiedzieć moje przeżycie:
    Jestem protestantem, otrzymałem dar języków – już sam sposób otrzymania jest inny niż to co przeczytałem w tym artykule. Było to na zjeździe mojego kościoła, było zaproszenie do wyjścia na środek hali, ale! nie było klaskania, tupania, rzucania się po ziemi. Wyszedłem na środek. Nikt do mnie nie podszedł, miałem za to świadomość, że nie jestem godzien modlić się do Pana Boga, bo jestem grzesznym człowiekiem. Uklęknąłem, zacząłem płakać, przepraszać Pana Boga za grzechy. W pewnym momencie w umyśle popłynęły wyraźne słowa, zacząłem je wypowiadać. Ani przez chwilę nie straciłem świadomości i kontroli nad sobą, cały czas wiedziałem co się ze mną dzieje. Do tej pory kiedy modlę się językami – są to wyraźne słowa, nie są to też monotonne sylaby, powtarzane w kółko. Czasami układają się w rytm, czy też posiadają rymy, czasami jest to monolog, czasami śpiew. Jednak cały czas zależy to od mojej woli, nigdy nie wydarzyło się, abym nie panował nad tym co mówię.
    Dodatkowo miałem możliwość rozmowy z pewnym małżeństwem, ona posiada dar tłumaczenia języków, po dłuższej rozmowie duszpasterskiej zostałem poproszony o modlitwę językami – znów byłem świadomy co się dzieje, nie straciłem nad sobą panowania – ona tłumaczyła mi zdanie po zdaniu to co wypowiadałem. Doskonałość tłumaczenia, mianowicie 100% trafności, dodatkowo powiedziała mi rzeczy, o których nie mówiłem nikomu, niektóre z tych rzeczy to myśli, których nigdy nie wyrażałem, były one jedynie w moim umyśle.
    To co czytam jest przerażające, niestety miałem okazję widzieć podobne rzeczy, również miałem możliwość odczuć tę „złowrogą” atmosferę na spotkaniu pewnej grupy. Z drugiej strony – czy dobre jest wrzucanie wszystkiego do jednego wora, tylko dlatego, że ma etykietkę „charyzmatyczny”?

  3. Anonim Says:

    No to w jakich językach gadałeś?


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: