Co mi nie gra w norweskiej tragedii


Źródło: Sterowiec Niesterowalny

Ta notka to nie propaganda spiskowych teorii ani nawet nie wytykanie winnych. To po prostu szczere wątpliwości osoby, która nie tylko ukończyła szkołę, ale też miała trochę do czynienia z bronią palną (legalnie – gwoli ścisłości). Bo naprawdę czegoś w tym wszystkim nie rozumiem.

Zacznę może od bomby. Ileż to razy powtórzono z ekranów TV, że dziś każdy może z łatwością znaleźć w internecie instrukcje zrobienia bomby niemal w garażu. Khm… fakt, w internecie można sporo znaleźć, ale co dokładnie? Pomińmy przepisy na bomby z użyciem semteksu, trotylu, heksogenu i in. materiałów wybuchowych łącznie z „atomowymi walizkami” – bo i po co, skoro ktoś „niewtajemniczony” gdy tylko spróbuje kupić choćby gram trotylu to ściągnie na siebie uwagę policji? A więc skupmy się na materiałach powszechnie dostępnych. Rzeczywiście – da się zrobić „w garażu” niezłą bombę na bazie banalnej saletry, pudru aluminiowego i kilku dodatków równie łatwo dostępnych na rynku. Odpowiednią mieszankę bez problemów zrobi średnio rozgarnięty licealista z podstawami wiedzy z fizyki i chemii (chodzi o proporcje – bomba może być bardziej zapalająca, bardziej dymiąca etc.). Do tego dokupić parę pustych butli gazowych… mieszanke do nich zapakować i… I możesz, chłopie, czuć się niczym terrorysta 😉 Bo tak naprawdę to będziesz miał najwyżej pare kilo śmieci, które nie wybuchną choćbyś je wrzucił do ogniska.

Największym problemem w tym biznesie jest zapalnik. Rzeczywiście, w internecie znajdziemy nawet filmiki instruktarzowe jak zrobić zapalnik do takiej bomby. Tylko że osoba bez gruntownej wiedzy i doświadczenia w najlepszym wypadku zasyfi sobie kuchenkę a w najgorszym spowoduje wybuch tegoż zapalnika i straci palce. Diabeł tkwi w szczegółach, jak wiemy – a szczegóły „jak zrobić działający zapalnik i go podłączyć” zna, nie przesadzając, zaledwie pareset osób na całym świecie. Tak, dokładnie – na całym świecie pareset, może tysiąc z kawałkiem. Część mieszka w Rosji i działa w podziemu islamskim lub mafii, część (chyba najwięcej) to pogranicze Afganistanu i Pakistanu oraz Iraku, trochę w Stanach, trochę w Palestynie, trochę w Afryce. Ci ludzie to naprawdę elita podziemia terrorystycznego – nawet gdy prowadzą szkolenia dla adeptów zborojnego dżihadu to mało kto jest w stanie porządnie przyswoić tę wiedzę. Bo poza teorią niezwykle ważne tu jest doświadczenie. To dlatego właśnie ci ludzie są w pierwszej kolejności na celowniku „służb”, ale jest ich niezwykle trudno dopaść.

I tu pierwsze pytanie – kto zrobił detonatory nieszczęsnemu Norwegowi? Zwłaszcza, że bomba była niezwykle mocna, składała się zapewne z kilku części (czyli kilku bomb), a więc system detonatorów musiał być naprawdę bardzo skomplikowany. Tego nasz potomek Wikingów w internecie nie przeczytał. Od razu powiem – na pewno tego nie zrobili islamiści z Norwegii, gdyż dla nich blondynek Andres jest takim samym ideologicznym wrogiem jak George Bush, a wrogom się broni do ręki nie daje.

Drugie pytanie – jak może jeden człowiek a nawet choćby dwóch w ciągu 1,5 godziny zabić prawie 90 osób? To daje prawie 1 osobę na minutę! I to zabitych, a co z rannymi? Zresztą, właśnie – a gdzie są ranni?! Statystycznie powinno ich być mniej więcej trzykrotnie tyle co zabitych, czyli ok. 300 osób… ale wróćmy do zabitych. W historii taki wynik mieli chyba tylko hitlerowcy, którzy dziesiątkami i setkami zabijali na miejscu bezbronnych ludzi. Tyle że w tych rzeziach brały udział dziesiątki a nawet setki żołnierzy! Byli oni potrzebni m.in. po to by ofiary nie uciekły. A właśnie – cała zbrodnia rozegrała się na wyspie, gęsto zalesionym dość sporym obszarze. Ofiary więc miały mnóstwo możliwości żeby uciec i się skryć przed napastnikami. Zapewniam, człowiek w panice biega naprawdę bardzo szybko! Być może gdyby to była wyspa na oceanie i tragedia trwała z tydzień – napastnicy mieliby dość czasu by swoje ofiary wyłapać. Tu wszystko trwało 90 minut. A teraz proszę mnie nie uznać za cynika, ale (jak kto nie wierzy – niech zapyta pierwszego z brzegu myśliwego) zastrzelić żywą istotę jest naprawdę trudno. Myśliwy ma czas, wygodną obraną pozycję do strzału, dobrą celną broń (dodam, że karabiny maszynowe do dość celnych nie należą) i ofiarę, która nie ucieka. I dopiero wtedy trafia… albo i nie trafia. Gdyby myśliwy biegał po krzakach za swoją ofiarą, która by przed nim uciekała co sił w nogach, gdyby miał strzelać z ręki i z niezbyt dokładnej broni, to szybciej zostałby weganinem.

Trzecia wątpliwość – a skąd napastnik lub napastnicy mieli tyle amunicji by prowadzić strzelaninę przez dobre 1,5 godziny na otwartym terenie? Strzelając seriami (czyli oddając kilka strzałów na sekundę!) człowiek opróżnia magazynek dosłownie w kilka sekund. Strzela pojedynczymi? OK, ale ile przeciętny strzelec jest w stanie oddać celnych strzałów? Niekoniecznie trzeba zaliczyć ćwiczenia komandowsów by tego się dowiedzieć – wystarczy zobaczyć rozgrywki w paintballa. W ten sposób można najwyżej przypadkiem kogoś trafić, ale zabić?! Tak czy owak, nawet dwójka napastników musiała chyba należeć do strzelców wyborowych żeby urządzić taką tragedię.

Czwarta wątpliwość dotyczy poniekąd ofiar. Zdecydowana większość ludzi, któzy byli na wyspie, to były osoby dorosłe. Wszak odbył się tam obóz młodzieżówki partyjnej a nie wycieczka z przedszkola. Tak więc przeważnie byli to ludzie pełnoletni, pełnosprawni, nawet w wieku dość zbliżonym do Andresa. Rozumiem kiedy terrorysta bierze zakładnika, terroryzuje go bronią – zakładnik się boi. Ale gdy napastnik wystrzelał już amunicję i potrzebuje kilku sekund żeby zmienić magazynek (co się staje dosłownie po chwili od rozpoczęcia strzelaniny) to jest całkowcie bezbronny a jego karabin ma wartość kija. Zgdzam się, że wszystkie instrukcje antyterrorystów mówią „nie stawiaj oporu!” ale dotyczą one terrorystów uzbrojonych! Terrorysta z pustym magazynkiem może swoją bronią najwyżej pomachać. Mimo to Anders przez 1,5 godziny spokojnie przeładowywał broń i strzelał dalej. Bo ofiary mu na to pozwoliły.

Kolejne wątpliwości dotyczą pracy norweskiej policji i służb specjalnych. Po pierwsze, przegapiły one naprawdę dobrego fachowca od produkcji bomb. Po drugie, strzelanina na wyspie trwała 1,5 godziny zanim się zjawiła policja. A gdy się zjawiła to Anders od razu się poddał. To norwescy antyterroryści potrzebuja aż tyle czasu by wkroczyć do akcji? Khm, polska Ochotnicza Straż Pożarna jest bardziej ruchliwa. Po trzecie, władze norweskie potrzebowały aż 7 godzin (pierwsza oficjalna informacja padła dopiero po 22) by cokolwiek z siebie wydusić – do tego czasu byliśmy karmieni papką „nieoficjalnie wiadomo”. Jak by tego było mało, najpierw powiedziano nam, że zginęło najwyżej kilkanaście osób. Zaraz, co to znaczy? Że przez 7 godzin mimo unieszkodliwienia napastnika policja nawet nie wiedziała o skali tragedii?! Nie wiedziała co dzieje, co się stało?! Oni tam nie potrafią liczyć?! A gdzie ranni, ile osób zostało rannych?! W ostatnich latach niestety byliśmy świadkami niejednego zamachu terrorystycznego, ale takiego bajzla w policji to jeszcze nie widziałem.

Sterowiec niesterowalny

komentarze 4 to “Co mi nie gra w norweskiej tragedii”

  1. Anonim Says:

    najpierw trochę poczytaj chłopcze, zanim zaczniesz wypisywać tego typu bzdety

  2. Anonim Says:

    Chłopie, zaplnik elektryczny czy to dajmy na to odpalany z komórki czy też standardowo po kablu zmontuje Ci każdy technik elektryk który chociaż troche uważał na lekcjach.
    Dwa, parę ton ANFO to sobie mozesz w garażu zrobić z ogólnodostępnych składników, jedyne co potrzebujesz to materiał inicjujący którego wystarczy parę gram, z też w miarę ogólnodostępnych środków przy prostym sposobie produkcji.
    Weź faktycznie poczytaj.


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: