Udałam się do Dachau by ocalić kochanka. Najbardziej zdumiewająca historia z czasów II wojny światowej


Szczypta holoszwindlowej fantastyki 😉

I went to Dachau to save my lover: The most astonishing untold love story of the Second World War

http://www.dailymail.co.uk/femail/article-2012901/Olga-Watkins-tells-astonishing-love-story-Second-World-War.html#ixzz1RgnpYzeQ

Olga Watkins -9.07.2011 tłumaczenie Ola Gordon

Olga Watkins, dzisiaj w wieku 88 lat

Dzisiaj Olga Watkins cieszy się z brytyjskiego stylu życia. Od prawie 60 lat mieszka w Londynie i jej kariera zabrała ją od domu feldmarszałka do mody, gdzie pracowała dla Hardy Amies, Liberty i Jaeger.

Ale jej wczesny okres życia był bardzo inny. Olga urodziła się w Jugosławii w 1923 roku i wychowała w Zagrzebiu. Kiedy Gestapo aresztowało jej narzeczonego w 1943 roku, wyruszyła w niezwykłą 2.000 mil (ok. 3.500 km) drogę by go szukać w okupowanej przez nazistów Europie, ryzykując zdradę, aresztowanie i śmierć.

Kiedy II wojna światowa weszła w szczytowy okres, Olga nie poddała się – nawet jeśli jej misja doprowadziła ją do bram Dachau. . .

Stałam przy oknie biura, spoglądając na rozległą, tętniącą życiem scenę przed sobą. W oddali, liście na drzewach zieleniły się w wiosennym słońcu. Zatrzymała się ciężarówka dostarczająca żywność.

Kierowca nie przymocował prawidłowo klapy, i na brudną ziemię wysunęły się marchewki. Gdy patrzyłam, mężczyzna tak wychudzony, że nie mógł już chodzić, czołgał się w kierunku ciężarówki.

Miał na sobie pidżamę w niebieskie paski, tak znaną w obozach koncentracyjnych III Rzeszy. Wokół nas był drut kolczasty i na tle błękitnego nieba stały widoczne wieże strażnicze.

Kiedy palce więźnia sięgały by je zdobyć, strażnik SS uderzył go w głowę kolbą karabinu. Usłyszałam trzask czaszki i z wyciągniętymi ramionami upadł w błoto. Nie było żadnych oznak życia. Wkrótce potem jego ciało zabrano.

Odwróciłam się od okna, było mi niedobrze z powodu tego, czego byłam tylko świadkiem. Byłam w obozie koncentracyjnym w Dachau, nie jako więzień czy strażnik, ale jako pracownik biurowy. Co, u licha, robię w takim strasznym miejscu?

Dlaczego ja – której macocha była Żydówką – pracuję w jednym z hitlerowskich obozów koncentracyjnych?

Kiedy dotarłam do Dachau spędziłam ponad rok szukając narzeczonego, Juliusa Koreny. Węgierski dyplomata, aresztowany z powodów „politycznych” pod koniec 1943 roku w Budapeszcie.

Spotkaliśmy się i pokochaliśmy w moim rodzinnym mieście Zagrzebiu i kiedy został aresztowany planowaliśmy ślub. Nasza miłość powoli rosła – raczej nie był w moim typie, ale doprowadziła nas do siebie jego chęć pomocy żydowskim krewnym macochy.

Udawaliśmy męża i żonę żeby dostarczać pieniądze i żywność krewnemu, który schronił się wśród innych Żydów w szpitalu psychiatrycznym w Vrapce, na przedmieściach Zagrzebia. Wyprawy pod okiem uzbrojonej milicji z Ustaszy (nasza własna wersja nazistów) dawały nam poczucie radości i wspólnego poczucia zagrożenia.

Nasze uczucie pogłębiało się, więc kiedy Julius został aresztowany, byłam zdruzgotana. Dlatego postanowiłam go odnaleźć. Wszyscy myśleli, że zgłupiałam: 20-letnia dziewczyna szuka więźnia wśród wszystkich milionów w Trzeciej Rzeszy.

Pomyślałam, że to było dla mnie oczywistą rzeczą. Skoro on nie mógł przyjść do mnie, to ja pójdę do niego. Najpierw odnalazłam jego ślad od pierwszego aresztowania w Budapeszcie do więzienia w Komarom, mieście na północy Węgier, a potem, w marcu 1945 roku dowiedziałam się, że wysłano go do Dachau.

Wtedy nie wiedziałam co to jedno słowo oznacza – faktycznie nie wiedziałam gdzie było Dachau. Sprawdziwszy na mapie Niemiec, znalazłam je, bardzo blisko Monachium, kolebki nazizmu. Musiałam tam dotrzeć.

Kiedy przyjechałam pociągiem do Monachium, zapadła noc. Fala po fali, samoloty alianckie ryczały nad miastem. Uciekłam z dworca kolejowego na ulice, gdzie jedyne punkciki światła pochodziły z latarek kieszonkowych noszonych przez mieszkańców w celu odnalezienia drogi przez zrujnowane budynki.

Słyszałam krzyczące głosy kiedy ludzie biegali by znaleźć schronienie i zaczęły strzelać działa przeciwlotnicze. Pobiegłam w dół ulicy i rzuciłam się na ruiny domu, kiedy wir eksplozji rozerwał to miejsce.

Ziemia usunęła się pode mną i zniszczony budynek zatrząsł się nade mną. Chmura gęstego pyłu przeszła wzdłuż ulicy przykrywając wszystko. Słyszałam zawalające się przy mnie budynki. ‚Proszę’, myślałam. ‚Wystarczy. Nigdy znowu’.

Byłam przerażona, samotna i głodna. Najgorzej było kiedy nade mną przelatywał samolot, i zaraz potem, kiedy wiedziałam, że w powietrzu były bomby, spadające cicho na ziemię. W moim kierunku.

Kiedy w końcu bombowce odleciały, byłam przemoczona i pokryta pyłem i zobaczyłam zniszczenie. Szłam wśród ruin. Jakiś przechodzień skierował mnie do garkuchni, gdzie zjadłam gorącą fasolówkę, potem spędziłam marną noc na dworcu czekając na świt. Kiedy zapowiedziano pierwszy pociąg do Dachau, wcisnęłam się w tłum chcących do niego wejść.

Dachau było tylko 10 mil (15 km) od miasta, i kiedy pociąg zbliżał się do przedmieścia, zobaczyłam maszerującą drogą grupę mężczyzn z ogolonymi głowami, w ciemnych czapkach [caps] i biało-niebieskich mundurkach [uniforms]. Uderzyła mnie niezwykłość tego co robiłam i czułam jak trzęsą mi się nogi.

Minęliśmy następną grupę więźniów. Patrzyłam w ich twarze, w desperackiej nadziei zobaczenia Juliusa. Obserwował mnie pasażer w pociągu.

‚Panienko, wydaje się pani bardzo zainteresowana tymi więźniami, nie widziałaś ich wcześniej?’ zapytał.

Potrząsnęłam głową. ‚Nie’, odpowiedziałam.

‚Chyba jesteś z daleka. Oni są z obozu i idą do pracy’.

Musiałam być ostrożniejsza, nie mogłam ryzykować zwracania na siebie uwagi. Gdyby mnie złapano, bałam się myśleć co by się ze mną stało.

Dachau, z wybrukowanymi ulicami i poczuciem zamożności, nie wydawało się być miastem, w którym mógłby mieścić się obóz koncentracyjny.

Przed dworcem był ogród, a w nim ukwiecone drzewa, piękny pokaz bieli i różu. I kwiaty, tak dużo kwiatów. ‚Pierwsze jakie widzę od długiego czasu’, pomyślałam.

Pierwszym celem było znalezienie pracy i miejsca do zamieszkania. Potem zdecyduję jak dowiedzieć się czy Julius był w obozie.

Niemcy były zniszczone, ale w Dachau było jeszcze otwarte biuro pośrednictwa pracy. Moja pierwsza praca w aptece trwała jeden dzień, zanim żona aptekarza zdecydowała, że nie chciała by jej mąż pracował z młodą kobietą.

Dlatego następnego dnia byłam w drodze znowu do biura, kiedy zabrzmiały syreny oznajmiające naloty i skierowałam się do lokalnego parku. Dachau było w dużej mierze zwolnione z alianckich nalotów ze względu na obóz koncentracyjny, więc usiadłam na ławce i obserwowałam samolot dokonujący jeszcze więcej zniszczeń w Monachium.

Obok mnie usiadła ładna blondynka w różowej sukience i przedstawiła się jako Helga. Zapytałam, gdzie pracuje – i byłam wstrząśnięta jej odpowiedzią. ‚Pracuję w obozie koncentracyjnym’.

‚Obóz koncentracyjny?’

‚Tak’, rzeczowo odpowiedziała. ‚Nie wiesz, że tu jest obóz?’

‚Nie’, skłamałam. ‚Przyjechałam tu tylko wczoraj’.

‚Czym się zajmujesz?’

Powiedziałam, że właśnie straciłam pracę.

Helga przez moment milczała, po czym zapytała: ‚Czy umiesz pisać na maszynie? Mój chłopak ma dobre stanowisko w obozie; może da ci pracę. Nie jestem pewna, ale spróbujemy, kiedy skończy się alarm’.

Przerażona i zdezorientowana, zastanawiałam się, co zrobić. Czy naprawdę mogę zmusić się do pracy dla Niemców w obozie koncentracyjnym w Dachau? A jeśli nie, to jak znajdę Juliusa?

Tego dnia o 16-ej bombowce skończyły naloty. Zaczęłyśmy iść i gdy dotarłyśmy do rozległego obozu SS, który otaczał obóz koncentracyjny, przypomniałam sobie, że nie mam dokumentów, żadnych papierów. Byłam w pułapce. Mieli obowiązek sprawdzić, i sprawa się wyda.

Helga kazała mi zaczekać przy bramie, pod bezwzględnym okiem uzbrojonego strażnika, podczas gdy ona postara się o zezwolenie na wejście dla mnie.

Wróciła po 15 minutach i weszłyśmy do obozu koncentracyjnego. Bramy wjazdowe były ustawione pośrodku nieokreślonego dwupiętrowego bloku z drewnianą wieżą na dachu.

Kiedy weszłyśmy na teren, główny blok administracyjny był na prawo, a na wprost mnie był ogromny plac apelowy. Po lewej stronie były 34 baraki [huts] dla więźniów. Na samym końcu obozu był wysoki komin, z którego wychodził dym. Tam muszą być kuchnie, pomyślałam.

Helga zaprowadziła mnie do bloku administracyjnego i biura, gdzie za biurkiem siedział niemiecki oficer.

‚Helga powiedziała mi o tobie.’ powiedział. ‚Nie musisz rozpoczynać pracy dzisiaj. Jutro dostaniesz przepustkę do wszystkich wejść i wyjść. Możesz dzielić pokój z Helgą i dwiema innymi paniami’.

Powiedziawszy to zajął się ponownie pracą, dodając tylko: ‚Helga pokaże ci twoje mieszkanie’.

I to wszystko. Żadnych pytań. Żadnych żądań pokazania papierów.

Helga była podekscytowana i zaprowadziła mnie do małego bloku mieszkalnego w obozie SS. Mieszkanie było zaskakująco wygodne i dziewczyny, z którymi je dzieliłam, pomogły mi pościelić łóżko.

Moje współlokatorki wydawały się normalne. Nic o nich nie sugerowało, że pracowały w jednym z najbardziej niesławnych obozów koncentracyjnych w Trzeciej Rzeszy. Dla nich była to tylko praca.

Tej nocy, kiedy leżałam w łóżku i słyszałam okrzyki strażników, powiedziałam sobie: ‚Jestem w obozie koncentracyjnym i zaczynam jutro pracę. Pomóż mi Boże’.

Obudziłam się wcześnie przy dźwiękach rozpoczynającej się ponurej codziennej rutyny. Wykrzykiwano rozkazy; więźniowie maszerowali do pracy, podczas gdy przeznaczonych do ukarania prowadzono do podziemnych cel w bunkrze – betonowego bloku za budynkiem administracyjnym, gdzie odbywały się egzekucje.

Biura gdzie pracowałam były na zewnątrz głównej bramy, w obozie SS, obok toru kolejowego przy którym rozładowywano więźniów.

Musieliśmy chodzić do bloku administracyjnego wewnątrz obozu. Kiedy Helga i ja szłyśmy w jego kierunku tego pierwszego dnia, wskazała mi okna w pobliskim budynku.

‚To obozowe muzeum’, powiedziała. ‚Tam są zdjęcia i manekiny wszystkich różnych typów więźniów’.

Rzeczywiście, był to pokój z dwoma karykaturami typowych nazistów: zbrodniarze zawsze byli przedstawiani z surowymi, groźnymi twarzami; Żydzi jako nieuczciwi biznesmeni.

Na samym końcu obozu był wysoki komin, z którego kłębił się dym. Tam muszą być kuchnie, pomyślałam.

Kiedy szłyśmy, byłam zdumiony, jak wielu było więźniów. Obóz był zbudowany dla 6.000 więźniów w 1933 roku, ale do kwietnia 1945 r. wtłoczono ich tam 32.000. Wielu więźniów zmarło na skutek choroby i głodu, a egzekucje były prawie codziennie, rozstrzelania dokonywali strażnicy SS, często przy ścianie tuż obok bunkra. Wieszanie prowadzane było przez współwięźnia zmuszonego do grania roli kata. Wszyscy w obozie żyli w ciągłym strachu.

Helga ciągle mówiła, kiedy szłyśmy, pozornie nie przejmując się tym horrorem. To tak, jakby wprowadzała nową dziewczynę do pracy w biurze gdziekolwiek na świecie.

‚Każdy więzień ma na sobie emblemat, aby wiedzieć, dlaczego tutaj jest’, powiedziała. ‚Żółty dla Żydów, czarny dla zwyczajnych przestępców’.

Zastanawiałam się, co, w takim miejscu uważa się za ‚zwyczajne”.

Było więcej niż kilkanaście różnokolorowych trójkątnych emblematów, w tym różowy dla homoseksualistów, czerwony dla więźniów politycznych i fioletowy dla świadków Jehowy.

Cały obóz miał duszącą atmosferę terroru, ciężkie powietrze ze smrodem śmierci. Więźniowie – straszliwie niedożywieni i jak szkielety – raczej szurali stopami a nie chodzili, jakby każdy krok mógł być ich ostatnim. Ich oczy uciekały nerwowo od nawiązywania kontaktów z kimkolwiek, nawet nas dziewcząt.

Helga zaprowadziła mnie do biura, gdzie na półkach ułożone były długie niebieskie pudełka. Były to karty katalogowe dla wszystkich więźniów: tych, którzy jeszcze byli w obozie, tych których wysłano gdzie indziej, tych którzy zginęli, i tych którzy zostali straceni.

Nadzorujący ściągnął dwa pudełka z półki, jedno z literą C, drugie z D, i położył je na stole. Miałam ułożyć te karty w kolejności alfabetycznej, a jeśli więźniów wysłano gdzie indziej, ich karty ułożyć oddzielnie.

Spojrzałam na półki i przeleciałam okiem wzdłuż rzędów pudeł szukając jednego z literą K. To ten powie mi to co chcę wiedzieć: co stało się z Juliusem.

Helga pojawiła się ponownie w południe i zaprowadziła mnie do głównej jadalni na obiad, gdzie usiadłyśmy przy długim stole z oficerami SS i innymi pracownikami. Nie wiedziałam co im powiedzieć. Nikt nie mówił o obozie, ani nie wspomniał, że Amerykanie byli w odległości tylko kilku dni. To tak, jakby każdy postanowił rozmawiać tylko o sprawach najbardziej błahych.

Jedzenie było rewelacyjne. Zupa, a po niej duszone mięso i warzywa. Po długim okresie, kiedy nie miałam wystarczająco dużo do jedzenia, potrzebując kartek na najskromniejszy posiłek, to był luksus. Widocznie Niemcy dbali o swój personel obozowy. Na deser, więźniowie wnieśli okrągłe miski z zielonymi owocami.

‚Co to jest?’ zapytałam szeptem Helgę.

Spojrzała na mnie zdziwiona. ‚Rabarbar. Nigdy nie jadłaś rabarbaru?’

Mało, że nie jadłam, nigdy wcześniej nie widziałam.

Po obiedzie kazano mi pójść do biura, gdzie mogę odebrać moją przepustkę, na której był stempel swastyki. Podziękowałam wręczającemu mi ja oficerowi i powiedziałam ‚Heil Hitler’, jak zaleciła mi Helga. ‚Tak jest bezpieczniej’, powiedziała mi, ‚tego się oczekuje’.

Te słowa ugrzęzły mi w gardle.

Kiedy wyszłam z biura, podszedł do mnie wysoki strażnik SS. ‚Hello, chce ci coś pokazać’, powiedział, prowadząc mnie w kierunku wielkiego budynku i otwierając drzwi. Wewnątrz, po stromych schodach doszliśmy do następnych zamkniętych drzwi. ‚Jesteśmy na miejscu’, powiedział, ‚tam jest mnóstwo rzeczy dla ładnej dziewczyny jak ty’.

Weszliśmy do ogromnego pomieszczenia. Po prawej stronie był stół, a na nim połyskująca wystawa biżuterii: pierścionki, bransolety, naszyjniki, zegarki – wszystko ze złota lub srebra, wszystko kosztowne. Strażnik SS podniósł złoty łańcuch, trzymał go pod światło. ‚Zobacz’, powiedział, ‚nie jest piękny? Na tobie będzie ładnie wyglądał’.

Zaniemówiłam. Na jednej stronie były męskie ubrania: stojaki z wyprasowanymi garniturami, półka meloników, inna na kapelusze [trilbys and homburgs]. Na przeciwko damskie sukienki, futra, spódnice, bluzki i bielizna. Na najwyższej półce były sterty ludzkich włosów.

‚Wybierz co chcesz i weź sobie’, powiedział strażnik SS.

Niektóre nowe ubrania przydałyby się, ale to wszystko pochodziło od więźniów, niektórzy z nich już nie żyją. ‚Nie mogę…’ ‚Dlaczego?’ zapytał zdziwiony strażnik. ‚Wszystkie dziewczyny, które pracują w obozowych biurach przychodzą tu po ubrania’.

‚Och, miałam dużo ładnych rzeczy, ale straciłam je podczas bombardowań. Było to tak niemiłe, że naprawdę nie chcę tego znowu przeżywać’.

‚Mam ich wystarczająco’, powiedziałam. Nawet mnie wydawało się to słabą wymówką, i strażnik SS wyglądał niezadowolony.

‚Jeśli nic nie chcesz, to nie będę cię zmuszał, ale dziwię się, że taka miła dziewczyna odmawia dobrych ubrań jak te’.

‚To bardzo miło z twojej strony, może gdybym tu była dłużej…’ Mruknął coś pod nosem i wyprowadził mnie z pomieszczenia. Pożegnałam się z ‚Heil Hitler’ i uciekłam do swojego biura.

Dla pracowników cywilnych praca rozpoczynała się o 8-ej, w południe był obiad, potem przerwa do 16-ej. Praca kończyła się o 19-ej.

W obozie dla SS były bary i jadalnie, i był duży popyt na dziewczyny z biura.

Helga nie była bynajmniej jedyną dziewczyną, która znalazła chłopaka wśród esesmanów. Zaproszono mnie do nich wieczorem po pierwszym dniu w pracy, ale powiedziałam, że jestem zbyt zmęczona i wróciłam do pokoju, szczęśliwa, że mogłam uciec.

Położyłam się na pryczy kiedy ciemność zapanowała w obozie. Gdzieś wśród tych wszystkich więźniów, byli tacy, którzy spędzili ostatni dzień życia. Kiedy nowy dzień zaświtał w Dachau, byli tacy, którzy nie przeżyli nocy. Ale nie daleko ode mnie była grupa młodych kobiet, takich jak ja, które śpiewały i tańczyły z esesmanami. Co stało się z nami wszystkimi?

Kiedy usłyszałam kroki i chichot oznajmiające powrót moich współlokatorek, udawałam, że śpię.

Następnego dnia w pracy, obserwowałam przyjeżdżający pociąg. Strażnicy otworzyli bydlęce wagony i ciała wypadały na pylistą ziemię. Pozostałych więźniów wyciągano z wagonów bardziej martwych niż żywych.

Kiedy tylko mogli się podnieść, wprowadzono ich do obozu, a grupy pracujących więźniów przysłano do usunięcia z wagonów pozostałych ciał.

Wkrótce potem pociąg odjechał i zobaczyłam podjeżdżającą ciężarówkę z warzywami i strażnika SS, który roztrzaskał czaszkę biednego, wygłodniałego więźnia.

Na skutek tej brutalności robiło mi się niedobrze i byłam przerażona. Strażnicy i pracownicy obozu wydawali się nie zwracać na to uwagi. powiedziałam Heldze jak byłam zaskoczona tym, że jedzenie więźniów było tak złe, skoro kominy kuchenne pracowały nieustannie. Spojrzała na mnie zdumiona.

‚To nie są kuchnie’, powiedziała. ‚To krematorium, gdzie zabierają ciała. Nie idź tam. Najlepiej ich unikać’.

Śmierć była czymś tak rutynowym, że kominy krematorium cały czas wydalały dym, wysyłając fetor śmierci na cały obóz.

Kiedy kończyłam pierwszy tydzień w Dachau, nastrój w obozie zmieniał się z dnia na dzień. Demoralizacja pośród strażników wydawała się szerzyć jak dziki ogień, kiedy narastały pogłoski o zbliżaniu się Amerykanów.

Pojawiła się straszna pogłoska, że SS przygotowywało ogromny dół, w który włoży się [put in] wszystkich więźniów, a potem zaleje się to betonem.

Ponieważ w obozie byłam pod fałszywym nazwiskiem i bez żadnych dokumentów, bałam się zrobić cokolwiek sama w pomieszczeniu sortującym.

Ale było jedno zadanie, którego nie mogłam nie wykonać: dowiedzieć się co stało się z Juliusem.

Na długim stole widziałam niebieskie pudła z literami C i D. Ten z literą K był na stole przed inną dziewczyną, która rozmawiała z koleżanką.

W końcu wyszły na przerwę, a ja, tak normalnie jak możliwe, sięgnęłam po pudło z K i przyciągnęłam je bliżej.

Nerwowymi palcami przebiegałam karty, znajdując setki polskich nazwisk, i w końcu ‚Koreny, Gyula’ (węgierska pisownia Julius). Podskoczyło mi serce – doszłam tak daleko, ale co powie mi karta? Że sotał stracony? Że zmarł na skutek choroby? Czy to, że był nadal w Dachau, niedaleko ode mnie?

Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na zapis w karcie:

Koreny, Gyula 15/1/1913 Eger.

Narodowość: Węgier

Numer więźnia: 136232.

21/12/1944 przywieziony z Węgier.

20/1/1945 przewieziony do Ohrdruf.

Ogarnęła mnie rozpacz – byłam w złym miejscu. Juliusa przywieziono do Dachau, ale wiadomość ta zabrała tak długo by do mnie dotrzeć, że wysłano go do innego obozu zanim nawet rozpoczęłam moją podróż.

Usiadłam przy stole z milczącym bólem. Jak los może być tak okrutny? Podróż do Dachau, trudności i cierpienie, i po co to wszystko? Na nic. Oczy napełniły mi się łzami, ale nie mogłam pozwolić na to, by dziewczyny w biurze widziały, że płaczę. Ohrdruf to kolejny obóz, ale gdzie?

Tak wielu więźniów w końcowych dniach Trzeciej Rzeszy wysłano na marsze śmierci z jednego obozu do drugiego, tylko z powodu zbliżających sie sił sojuszniczych. Każdy kto zachorował był zabijany na miejscu. Prawdopodobnie Julius już nie żył.

Jedno było pewne: nie miałam potrzeby pozostania dłużej w Dachau.

Kiedy dzień pracy dobiegał końca, zebrałam swoje rzeczy z biura i, zostawiając całą resztę w sypialni, podeszłam do głównej bramy. Pokazałam przepustkę, przeszłam [stepped past] pod znakiem Arbeit Macht Frei i pozostawiłam za sobą obóz.

Odeszłam w promieniach słońca, postanowiłam zapomnieć o horrorze, który zobaczyłam w Dachau.

Nigdy nie zapomniałam. To mnie prześladuje do dziś.

A Greater Love [Większa miłość], Olga Watkins i James Gillespie, Splendid Books, 2011, cena £7.99.

Napisane w Bez kategorii. Możliwość komentowania Udałam się do Dachau by ocalić kochanka. Najbardziej zdumiewająca historia z czasów II wojny światowej została wyłączona
%d blogerów lubi to: