Wygrana Netanjahu to przegrana Izraela


Netanyahu’s win is Israel’s loss

Kiedy już osiądzie kurz po medialnej burzy, przed obywatelami Izraela stanie naga prawda: widmo ciągle rosnącej izolacji Izraela i zwiększającej się presji międzynarodowej.

http://www.haaretz.com/blogs/strenger-than-fiction/netanyahu-s-win-is-israel-s-loss-1.364022

Carlo Strenger – 25.05.2011, przekład Ola Gordon

Jedynym wygranym tygodniowej imprezy w AIPAC i Kongresie są media: było o czym pisać, znawcy mogli opływać w gorączkowe spekulacje na temat kto wygra, kto straci; kto prowadzi na punkty z kim. Ale jeśli spojrzy się na suche fakty, to jest zupełnie jasne, że wszystko rozgrywa się według wcześniej ustalonego scenariusza.

Netanjahu przyleciał do Stanów tylko w jednym celu: zrobić dobre wrażenie i zarobić punkty w AIPAC i Kongresie. Netanjahu wie, że żadne przywództwo palestyńskie nie może zaakceptować żadnego porozumienia, bez kompromisu w sprawie Jerozolimy. Netanjahu nie ma na to ani ochoty, ani możliwości, więc bezużyteczne jest nawet rozpoczęcie negocjacji. Dlatego dostał pochwały za dobrze wykonane przemówienie, które odgrzało jego stare, znane stanowisko, i zrobił to, co robi najlepiej: zdobył więcej czasu.

Problem polega na tym, że zyskał bardzo mało czasu – co najwyżej do września. Występ Netanjahu w żaden sposób nie zrobił wrażenia na europejskich mediach, one zobaczyły ten występ takim jakim był: trociny rzucane w oczy amerykańskich przyjaciół mających dobre intencje. Netanjahu powiedział jasno, raz jeszcze, że Palestyńczycy mają tylko jedną opcję, a mianowicie dalsze zabieganie w ONZ o uznanie ich państwa wzdłuż granic z 1967 r., a jest niemal pewne, że to się uda. I z Netanjahu u władzy, oznacza to, że Izrael zapłaci wysoką cenę poprzez izolację, naciski i wzrastającą krytykę.

Palestyńczycy dostali kolejny dowód, że nie mają sensu negocjacje z prawicowym rządem Netanjahu. Ich celem strategicznym jest teraz szerokie międzynarodowe uznanie, i wkrótce będą mieli ambasady w większości krajów świata. Stworzy to dla nich znacznie silniejszą pozycję w negocjacjach z przyszłym rządem Izraela, bardziej podatnym na kompromis.

Jedyną interesującą rzeczą jaka wydarzyła się w zeszłym tygodniu było to, jak Obama pograł swoją kartą: chce być ponownie wybrany w 2012 r., a każdy ruch postrzegany jako narzucanie nie wynegocjowanego rozwiązania na Izrael, postawiłby go na kursie kolizyjnym z silnym okręgiem wyborczym chrześcijańskich syjonistów w USA, który wspiera Netanjahu. Sprowadziłoby to również gniew AIPAC, mimo że AIPAC już nie reprezentuje większości wyborców żydowskich w USA.

Ale Obama również potrzebuje i chce być postrzegany jako zwolennik zmian w świecie arabskim i utworzenia palestyńskiego państwa. Ergo: wyraził poparcie dla rozwiązania w formie dwóch państw z granicami z 1967 roku. Ale on również oświadczył, że nie zaakceptuje jednostronnych posunięć Palestyńczyków, takich jak uznanie państwa palestyńskiego przez ONZ. Dlatego też oficjalnie odrzuca nakładanie na Izrael nie wynegocjowanego rozwiązania konfliktu.

Do tej pory był ograniczony w tym, co mógł powiedzieć publicznie. Jego rzeczywista pozycja wydaje się być nieco inna, gdyż wie, że biorąc pod uwagę polityczne ograniczenia Netanjahu i jego światopogląd, szanse na efektywne negocjacje z Palestyńczykami są praktycznie zerowe. Wie również, że sprawa uznania palestyńskiego państwa przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, gdzie USA nie ma prawa weta, może otrzymać więcej niż dwie trzecie głosów, prawdopodobnie w tym W Brytanii i Francji.

Stąd strategia Obamy jest naprawdę bardzo ciekawa: pozwoli społeczności międzynarodowej pracować nad ustanawianiem granic z 1967 r. jako fakt prawa międzynarodowego, nie płacąc wysokiej ceny politycznej w kraju. Może wejść na ring po reelekcji, kiedy będzie miał więcej swobody, i będzie mógł legalnie stwierdzić, że reprezentuje społeczność międzynarodową w ruchu w kierunku jedynego rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego – dwóch samodzielnych państw dla dwóch narodów.

 Wyraźnymi przegranymi w krótkowzroczności Netanjahu, zapakowanej w imponujące słowne pirotechniki są obywatele Izraela. Kiedy już osiądzie kurz po medialnej burzy, przed obywatelami Izraela stanie naga prawda: widmo ciągle rosnącej izolacji Izraela i zwiększającej się presji międzynarodowej. Kiedy Palestyńczycy odniosą sukces w dążeniu do państwowości, rząd Netanjahu będzie musiał się zmierzyć z międzynarodową krytyką swojej polityki osiedli, bez precedensu pod względem mocy i intensywności.

Tragedią jest to, że rosnącej izolacji Izraela i jednostronnego posunięcia Palestyńczyków można było uniknąć. Zamiast walczyć z dążeniem Palestyńczyków do uznania, Izrael powinien je wspierać. Izraelczycy mają nadrzędne i uzasadnione obawy: obawiają się, że Palestyńczycy naprawdę zobaczą rozwiązanie dwu-państwowe jako rozwiązanie dwustopniowe; że będą nadal naciskać na prawo milionów Palestyńczyków do powrotu do Izraela, kiedy będą mieć własne państwo, co skutecznie zrobi Izrael państwem dwunarodowym. Ten strach nie jest bezpodstawny, zwłaszcza że do tej pory Hamas odmawia uznania istnienia Izraela i obiecuje wykorzystać wszelkie środki, aby zetrzeć go z powierzchni ziemi.

Najlepszą strategią Izraela w rozbrojeniu tego konfliktu jest współpraca z dążeniem Palestyńczyków o uznanie ONZ – z zastrzeżeniem. Izrael może żądać uznania Palestyny ​​w granicach z 1967 roku pod warunkiem zrzeczenia się wszelkich dalszych roszczeń Palestyńczyków na zachód od tej granicy, żądanie to może być spełnione przez wspólnotę międzynarodową, i poparte przez Inicjatywę Pokojową Ligi Arabskiej.

Uznanie Palestyny przez ONZ w granicach z 1967 roku leży naprawdę w interesie Izraela, gdyż wyprzedza utworzenie dwunarodowego państwa; dałoby Izraelowi uznane przez społeczność międzynarodową granice, po raz pierwszy od jego utworzenia; i nie dałoby Hamasowi żadnego wyboru, jak tylko uznać legalność Izraela.

Ale Netanjahu nie potrafi patrzeć tak daleko w przyszłość i nie potrafi dokonywać śmiałych posunięć. To było jasne, kiedy po wyborach w 2009 roku, wolał wąski prawicowy rząd, zamiast koalicji z Kadima, oraz kiedy zainstalował Avigdora Liebermana w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Sztywny światopogląd Netanjahu i jego małostkowa walka o polityczne przetrwanie, uniemożliwiają mu twórcze podejście do rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego, a my Izraelczycy będziemy musieli za to zapłacić.

Napisane w Bez kategorii. Możliwość komentowania Wygrana Netanjahu to przegrana Izraela została wyłączona
%d blogerów lubi to: