Odkrycie nowego patogenu stworzonego przez Monsanto


Gajowy Marucha

Źródło: Dziennik Gajowego Maruchy

17 stycznia uznany międzynarodowy autorytet w dziedzinie patologii roślin, dr Don Huber wystosował list do sekretarza USDA (amerykański odpowiednik Ministerstwa Rolnictwa), Toma Vilsacka, w którym ostrzega przed nowo odkrytym patogenem oraz możliwych powiązaniach między genetycznie modyfikowaną kukurydzą i soją typu Roundup Ready a poważnymi zaburzeniami reprodukcyjnymi żywego inwentarza oraz nieurodzajami  zbóż uprawnych.

W niecałe trzy tygodnie później administracja „urodzonego na Hawajach” prezydenta, mówiąc krótko, olała apel Don Hubera i wydała zezwolenie na dwa nowe zmodyfikowane gatunki roślin uprawnych typu Roundup Ready.

Rośliny typu Roundup Ready są tak zmodyfikowane, by były odporne na produkowany przez Monsanto silny środek chwastobójczy o tej nazwie, oparty na Glyphosate. Tylko w roku 2007 w USA rozsiano na polach uprawnych około 85 milionów kg tego środka; ilość ta nieustannie rośnie w miarę, jak chwasty uodparniają się na Glyphosate.

Zespół naukowców z USA odkrył ostatnio nowy mikroorganizm, widzialny jedynie przez mikroskop elektronowy, którego zaistnienie wiąże się najprawdopodobniej ze wzrostem liczby chorób u roślin Roundup Ready, a zatem z nieurodzajami, a także ze spadkiem płodności zwierząt hodowlanych.

Dr Don Huber, obecnie emerytowany profesor na Purdue University, poświęcił 50 lat na studia nad chorobami roślin. Ma za sobą również 41 lat kariery wojskowej, w której osiągnął stopień pułkownika.

Zob. też http://player.vimeo.com/

Istnieje możliwość podpisania listu protestacyjnego do administracji Obamy (w jęz. angielskim):
http://action.fooddemocracynow.org/sign/dr_hubers_warning/#who

Inne artykuły na temat Monsanto:
http://marucha.wordpress.com/2009/04/29/gmo-genetically-modified-organism/
http://marucha.wordpress.com/2009/04/30/monsanto-wyzywienie-swiata-w-rekach-handlarzy-niewolnikow/
http://marucha.wordpress.com/2009/05/13/bawelna-z-monsanto/
http://marucha.wordpress.com/2011/03/21/monsanto-w-natarciu/

Opracowanie gajowego Maruchy.

Ps. Zobacz także:

Tajemnicza choroba zmodyfikowanych genetycznie roślin



komentarze 4 to “Odkrycie nowego patogenu stworzonego przez Monsanto”

  1. beny Says:

    Monsanto ma swój ukryty cel redukcja populacji ludzi na świecie i zniszczenie środowiska które nas żywi

    Ćwierć miliona samobójstw w I NDIACH

    Tylko w 2009 – bo z tego roku rząd indyjski ma ostatnie pełne dane – zabiło się ponad 17,5 tys. osób. I może to być liczba zaniżona, bo nie obejmuje tych rolników, którzy nie posiadali tytułu do ziemi.
    „To kryzys humanitarny na niewiarygodną skalę” – mówi w niezależnym amerykańskim programie telewizyjnym „Democracy Now” Smita Narula z NYU, współautorka raportu.

    Obrońcy praw człowieka i przeciwnicy genetycznie modyfikowanej żywności oskarżają przede wszystkim Monsanto, ogromną ponadnarodową korporację produkującą modyfikowane genetycznie nasiona. Monsanto namówiło tysiące indyjskich rolników do zakupu nasion bawełny Bollgard, znanej pod skrótem Bt. Cztery razy droższych niż tradycyjne ziarna. Zawierają one w sobie toksynę, która zabija żerujące na bawełnie insekty. Interes miał być więc znakomity, bo odpadłyby koszty środków insektobójczych.

    Tyle że biedni rolnicy uprawiający małe poletka musieli się zadłużyć, żeby kupić Bt. A pieniądze na lichwiarski procent pożyczali im dilerzy Monsanto, bo na indyjskiej prowincji o tanim kredycie nie było co marzyć. „Mój mąż musiał sadzić Bt trzy razy, za każdym razem zasiew niszczył deszcz. Zadłużył się chyba na 60 tys. rupii. Dokładnie nie wiem, bo w ostatnich tygodniach przed śmiercią przestał ze mną rozmawiać. Myślał tylko o długu” – opowiada reżyserce Marie-Monique Robin, która w zeszłym roku napisała o tym artykuł do internetowego magazynu „Guernica” jedna z wdów z południowego stanu Maharashtra.

    Szybko okazało się, że insekty uodparniają się na Bt, rolnicy musieli więc dokupywać środki owadobójcze. Do tego Bt bardzo nie lubi indyjskich monsunów. Uprawa genetycznie modyfikowanej bawełny w praktyce okazała się w Indiach wielekroć mniej opłacalna niż tradycyjnej (Monsanto oczywiście twierdzi, że jest wręcz przeciwnie). Problem polega na tym, że innej bawełny rolnicy nie mogą dostać, bo cały rynek nasion w Indiach jest praktycznie kontrolowany przez Monsanto.

    Ten globalny koncern to jednak tylko współwinny, katalizator i symbol zmian, które niszczą tradycyjne indyjskie rolnictwo. Procesy globalizacyjne powodują, że gospodarujący na niewielkich poletkach indyjscy biedacy, których podstawowe narzędzie pracy stanowią zwierzęta pociągowe, nie są w stanie utrzymać się z roli. I mimo gospodarczego rozwoju Indii nie wszystkich absorbują i tak już pełne biedoty miasta.

    W historii Europy było wiele takich fal. Proces grodzenia pastwisk w XVIII-wiecznej Anglii wygnał ze wsi najuboższych, ale przyjęły ich – choć to również wiązało się z negatywnymi procesami jak powstawanie slumsów, włóczęgostwo – potrzebujące żołnierzy rewolucji przemysłowej miasta. Na ziemiach polskich mieliśmy saksy, emigrację do Nowego Świata. Dzisiaj Zachód stara się łagodzić gwałtowność tych procesów – mamy unijne dopłaty do rolnictwa, które też są poduszką bezpieczeństwa dla rolników.

    Druga strona medalu jest jednak taka, że te dopłaty tak samo jak amerykańskie subsydia dla farmerów również przyczyniają się do tragicznej sytuacji rolników w krajach Trzeciego Świata, obniżając ceny poniżej granicy opłacalności.

    W wyniku dramatycznego braku perspektyw w Indiach wytworzyła się swoista (jak to strasznie brzmi) „kultura samobójstwa”. Choć wciąż jest ono uważane za czyn wstydliwy, kolejni rolnicy biorą przykład z poprzedników w nieszczęściu, bo innych wzorców nie znają, nikt ich im nie pokazał. Indyjskie władze podejmują różne działania, zmusiły np. Monsanto do obniżenia cen nasion, ale nie pomagają w wystarczający sposób zadłużonym.

    Tragiczna ironia: wieśniacy często zabijają się, wypijając środek insektobójczy, czyli właśnie to, czego mieli dzięki genetycznie modyfikowanej kukurydzy uniknąć. Wielu z nich pisze listy samobójcze adresowane do indyjskiego premiera, wierząc, że tylko rząd może położyć kres ich cierpieniom.

    Globalizacja i żywność to oczywiście temat rzeka, ostatnio często obecny w mediach z powodu wzrostu cen żywności. O tym pisze się więcej niż o samobójstwach rolników w Indiach, bo problem dotyka nas bezpośrednio.

    „Foreign Policy” otwiera swój najnowszy numer tekstem „Geopolityka żywności”. „Dla Amerykanów, którzy na jedzenie wydają mniej niż jedną dziesiątą swego dochodu, rosnące ceny żywności są kłopotem, ale nie tragedią. Ale dla dwóch miliardów najbiedniejszych na naszej planecie, którzy na jedzenie wydają od 50 do 70 proc. dochodu, może to oznaczać dwa posiłki dziennie zamiast trzech ” – pisze Lester R. Brown.

    Przypomina przyczyny tego zjawiska: wzrost ilości klimatycznych perturbacji wywołanych ociepleniem klimatu i generalnie ingerencją człowieka w ekosystem; bogacenie się Indii i Chin (Indie w tym kontekście w związku z tym, co napisałam powyżej, wydają się brzmieć ironicznie, ale tak jest – w miastach klasa średnia się bogaci), które chcą spożywać coraz więcej; windowanie cen przez biopaliwa. A przecież – i tu znowu statystyka, która zapada w pamięć – każdej nocy pojawia się na naszym globie 219 tys. nowych „gąb” do wyżywienia, a każdego roku trzeba nakarmić dodatkowe 80 mln ludzi. A zdaje się, że już wycisnęliśmy z pomocą nauki z ziemi wszystko, co się dało. W Japonii wydajność plonów ryżu nie rośnie od 16 lat.

    „FP” przypomina, że kiedyś Stany Zjednoczone miały takie nadwyżki żywności, że prezydent Lyndon B. Johnson mógł w 1965 r. wysłać jedną piątą zbiorów zboża do Indii, ratując je przed głodem. Dziś już nadwyżek nie mają.

    Bogate kraje azjatyckie i międzynarodowe koncerny wykupują ziemię w krajach afrykańskich, by tam uprawiać na własne potrzeby. Grozi to konfliktami, bo często ta ziemia jest zabierana miejscowym farmerom. Oto nowe „grodzenie”, którego ofiary będą uciekać na północ, w kierunku Europy. Już teraz drżącej na myśl o fali arabskich uchodźców z krajów ogarniętych powstaniami, których źródłem było również niezadowolenie ze wzrostu cen żywności.

    Grozi nam nowy „żywnościowy nacjonalizm” – przewiduje Lester R. Brown. Im mniej będzie jedzenia, tym gwałtowniej każdy kraj będzie bronił swych zasobów. I wzywa do podjęcia globalnych kroków – świat musi od koncentrowania się na skutkach przejść do stawiania czoła przyczynom – przede wszystkim zahamować zmiany klimatyczne i rozbroić demograficzną bombę w krajach Trzeciego Świata.

    Łatwo powiedzieć.

    A co ty możesz zrobić, żebyśmy uniknęli katastrofy? Łatwo wyśmiewać się ze snobistycznych pięknoduchów, miłośników tradycyjnej żywności spod znaku Slow Food i nawiedzonych ekologów, wegan i wyznawców diet paleolitycznych (jemy jak nasi przodkowie jaskiniowcy: mało mięsa, zero nabiału, wszystko świeże i naturalne). Ale ich argument, że jedząc świadomie, przynajmniej w skali jednostki nie przyczyniamy się do nakręcania tej groźnej spirali, wcale nie jest taki niemądry, jak się zastanowić. Przynajmniej koi sumienia. Choć tu zabrakło mi statystyki, która zobrazowałaby, jaką kroplą w morzu są te indywidualne wysiłki rosnącej, lecz wciąż skromnej rzeszy Europejczyków i Amerykanów.

    Wiem, że to może nie zadziałać, więc spróbuję cię, czytelniku, podejść argumentem egoistycznym – skromny wysiłek polegający na ograniczeniu spożycia mięsa (bo to wzrost hodowli zwierząt powoduje gwałtowny wzrost popytu na pasze windujący ceny zbóż), przetworzonych produktów, zwłaszcza słodyczy, tylko wyjdzie ci na dobre, do czego zresztą od lat próbują nas przekonać rzesze lekarzy i dietetyków. I w ogóle na jedzeniu mniej, bo to przecież nadwaga jest jednym z głównych problemów bogatych społeczeństw. A jaka to będzie oszczędność dla państwa, które nie będzie musiało leczyć tych wszystkich chorób…

  2. beny Says:

    odcinki o bawełnie w indiach




Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: