Polityczne konsekwencje rewizjonizmu „holokaustu”


Fragment broszury Tomasza Gabisia pt: „Religia Holocaustu”, str. 43-48. Admin

Źródło: http://www.aaargh.codoh.info/fran/livres6/Gabispol.pdf

Jesli przypomnimy sobie wszystko to, co na temat religii „Holocaustu” i jej polityczno-ideologicznych instrumentalizacji sformulowane zostalo w poprzednich numerach „Stanczyka”, zrozumiemy latwo, dlaczego rewizjonisci zostali uznani za wrogow publicznych nr 1, dlaczego nie traktuje sie ich jako nieszkodliwych dziwakow dowodzacych, ze Ksiezyc jest z sera, lecz jako przedstawicieli demonicznych sil zla, zagrazajacych swiatu. Nalezy bowiem miec jasna swiadomosc tego, co mogloby sie stac, gdyby okazalo sie, ze rewizjonisci maja racje, a scislej rzecz ujmujac, gdyby w ich tezy, niezaleznie od tego czy sa prawdziwe czy falszywe, zaczelo wierzyc tylu ludzi ilu wierzy dzis w religie „Holocaustu”. Angielski prawicowiec Michael Walker napisal:

„Niezwykle drazliwym przedmiotem historycznego rewizjonizmu sa rzekome gazowania milionow ludzi w Polsce w czasie drugiej wojny swiatowej. (…) Rzady panstw zachodnich, slusznie dostrzegajac w tym polityczny dynamit, robia wszystko co w ich mocy, aby przeszkodzic, zeby stalo sie to przedmiotem otwartej debaty. Nie jest to latwe. Wymaga to prowadzenia polityki twardych lecz niewidocznych represji, ktore musza zastraszac ale nie w tak dramatyczny sposob, zeby stalo sie to warte umieszczenia w news-ach. To, ze arabscy politycy, poczynajac od Nasera nie wierzyli w zarzuty o gazowaniu, natomiast rzady zachodnie uchwalaja prawa karzace tych, ktorzy otwarcie w nie watpia, nie dowodzi niczego na temat ich prawdziwosci lub nie. Pokazuje natomiast, ze masowa wiara lub niewiara ma ogromne polityczne znaczenie.

(…) Rewizjonizm historyczny jest pierwszym krokiem do wladzy politycznej w nowym wieku („The Scorpion” nr 16, lato 1993).

Coz wiec staloby sie, gdyby wielu ludzi zaczelo wierzyc, ze rewizjonisci maja racje?

Rzecz jasna upadlaby wtedy religia „Holocaustu”, zniszczony by zostal jeden z centralnych elementow kultury, polityki i ideologii wspolczesnego Zachodu, zniknalby glowny fundament tozsamosci wspolczesnych Zydow zarowno tych zyjacych w Izraelu, jak i tych zyjacych w diasporze.

Panstwo Izrael straciloby swoja legitymacje i mozliwosc wykorzystanie „Holocaustu” jako podstawowego instrumentu swojej polityki. Spadloby do poziomu normalnego panstwa i byc moze przestaloby istniec, szczegolne, ze Stany Zjednoczone nie moglyby juz otaczac go specjalna protekcja, i wyschlyby zrodla finansowego zasilania z zewnatrz niezbednego dla podtrzymania jego sztucznej egzystencji. Jak pisal prof. W. D. Rubinstein z Australii:

„Gdyby Holocaust zostal przedstawiony jako ‚syjonistyczny mit’, rozpadlaby sie najsilniejsza bron w propagandowym arsenale Izraela” („Quadrant”, wrzesien 1979).

Wyparowaloby lepiszcze spajajace daispore zydowska. Nastapilaby godzina zero dla narodu zydowskiego: moglaby nastapic olbrzymia katastrofa – przede wszytskim dla elity zydowskiej, dla zydowskiego establishmentu, ktory, o czym nie nalezy zapominac, uzywa religii „Holocaustu” jako narzedzia ideologicznego panowania nad masami zwyczajnych Zydow, z niej czerpie legitymacje dla przemawiania w ich imieniu, ona pozwala utrzymac ich w posluszenstwie, zdyscyplinowac dla swoich akcji politycznych pod haslem: nam ufajcie, nas sie trzymajcie, bo to my robimy wszystko, co w naszej mocy, aby uchronic was przed nowym „Holocaustem”.

Dzieki religii „Holocaustu” wytworzyny zostal u Zydow syndrom oblezonej twierdzy, na zewnatrz ktorej czyha wrog z nowym „Holocaustem” w zanadrzu. Nie ma innego wyjscia jak poprzec komendantow twierdzy, zjednoczyc sie wokol nich i poddac sie ich rozkazom.

Religia „Holocaustu” jest sposobem, aby utrzymac solidarnosc wewnatrzgrupowa Zydow, zespolic ich, mimo rozproszenia, w jedna „wspolnote losu” i zagwarantowac zydowskiej klasie rzadzacej , czyli klerowi religii „Holocaustu”, panowanie nad nimi.

Gdyby upadla religia „Holocaustu”, establishment zydowski po prostu by sie rozpadl, a ludzie tacy jak Ellie Wiesel, Claude Lanzmann, Henryk Grynberg odeszliby w polityczny i medialny niebyt. Organizacje zydowskie utracilyby mozliwosc wywierania moralnego nacisku na rozne panstwa. Jednakze dla milionow zwyklych Zydow mogloby to oznaczac radosne wyzwolenie ze straszliwego koszmaru, zrodzonego ze swiadomosci, ze 6 milionow ich rodakow zostalo wymordowanych dlatego, ze byli Zydami, i z ciaglego strachu, ze
moze sie to powtorzyc.

Odnosi sie niekiedy wrazenie, ze religia „Holocaustu” spycha wielu Zydow na granice histerii, neurozy, czy wrecz manii przesladowczej, bioracej sie z przekonania, ze nikomu nie moga ufac, skoro narod o takiej wspanialej kulturze jak Niemcy mogl dokonac „Holocaustu”. Gdyby niewidzialne mury getta zbudowane z dogmatow religii „Holocaustu” runely, przed disaspora zydowska bylyby tylko dwie drogi: albo ponowna judaizacja przez powrot do religii i kultury przodkow albo asymilacja w przyspieszonym tempie.

Upadek religii „Holocaustu” bylby rowniez powaznym ciosem dla amerykanskiego mesjanizmu majacego swe zrodlo w opisanej wyzej koncepcji samojudaizacji jako sposobu na osiagniecie statusu narodu wybranego.

Co by sie stalo, gdyby masy turystow przestalyby pielgrzymowac do Muzeum Holocaustu a przed gmachem tej swiatyni postawiono by tabliczke „For sale”? Demoliberalna klasa Ameryki, chyba tylko cudem utrzymalaby sie przy wladzy, (ale potrzebny bylby jakis „Chruszczow” dokonujacy rozrachunku z tzw. minionym okresem i potepiajacy rzadzacych wczesniej demoliberalnych towarzyszy za „bledy i wypaczenia”) [1].

Koniec religii „Holocaustu” bylby jednoznaczny z koncem Republiki Bonskiej, gdzie rzadzacy nie maja zadnego pola manewru: moga jedynie wzmacniac represje, zaostrzyc cenzure, przesladowac dysydentow. Ale „zmierzch bozyszcz”, oczywiscie w bardziej falszywym wydaniu, jest nad Renem nieuchronny – kto wie, moze bonska elita nie zdazy sie przeprowadzic do Berlina [2]. Nie tylko polityczna egzystencja Bonn, ale trwanie calego systemu politycznego Europy Zachodniej byloby zgrozone. Jesli „Holocaust” okazalby sie mitem, to wszystkie inne prawdy gloszone przez demoliberalne elity Zachodu po wojnie takze utracilyby wartosc. Obecna klasa rzadzaca utracilaby panowanie nad przeszloscia a tym samym nad terazniejszoscia i przyszloscia. Trzeba bylo zrehabilitowac posmiertnie skazanych w procesach norymberskich, uznac Eichmanna i Hoessa za ofiary „sadowego mordu” etc. etc.

W tym momencie nastapilby prawdziwy koniec II wojny swiatowej, rozpadlaby sie koalicja interesow laczaca po dzis dzien dawnych aliantow, okazaloby sie po latach, ze sojusz zachodnich demokracji z rezimem Stalina byl pomylka lub godna moralnego potepienia „cyniczna polityka sily”, na pierwszy plan wysunelyby sie zbrodnie bolszewizmu, co rzuciloby cien na zachodnie elity uwiklane w takie czy inne zwiazki z komunizmem, nastapiloby zrownanie zbrodni wojennych obozu demokratycznostalinowskiego i Rzeszy Niemieckiej. Caly porzadek polityczny swiata zachodniego zbudowany po 1945 roku musialby runac. Nigdy tez nie zostalby zbydowany Nowy Lad Swiatowy, bo przeciez „pamiec o Holocauscie” jest dla jego budowy czyms zasadniczym. Poniewaz religia „Holocaustu” zlala sie w jedno ze wspolczesna ideologia demoliberalna, to jej upadek pociagnalby za soba upadek tej ideologii [3].

Niemcy i Polacy wyzwoliliby sie z „teologicznego ponizenia” i ze statusu „metafizycznych wrogow”.

Stolica Apostolska nie bylaby juz oskarzana o to, ze milczala w czasie „Holocaustu” a chrzescijanstwo o antysemityzm, ktory doprowadzil do „Holocaustu”. Zahamowany by zostal proces judaizacji i protestantyzacji katolicyzmu. Wszystkie teologie „Holocaustu” poszlyby na makalature, otworzylaby sie droga do „renacjonalizacji” narodow, do odrodzenia europejskiej tradycji uwolnionej od zarzutu odpowiedzialnosci za „Holocaust”, zakonczylaby sie „holocaustyczna indoktrynacja” i „psychoterror” stosowany przez demoliberalne elity
jako instrument panowania. Na zlom powedrowalaby „oswiecimska maczuga” uzywana do zwalczania prawicowej ideologii politycznej, oskarzania o „antysemityzm”, „rasizm” i „nacjonalizm” utracilyby swoja perswazyjna moc, nastapilby krach „shoah-byznesu”, miliony dolarow moznaby zainwestowac pozytecznie. Jak pisal wyzej cytowany niemiecki prawicowiec Eduard Peter Koch, nastapiloby nowe swieto narodow, uroczysta wiosna przynoszaca im orzezwiajaca moc stanowienia o sobie. Jest wiec tak, jakby losy swiata w nastepnych dziesiecioleciach zalezaly od tych kilku pomieszczen w Oswiecimiu/Brzezince uwazanych przez jednych za komory gazowe, czyli narzedzie „najstraszliwszej zbrodni w dziejach, a przez drugich za zwykle kostnice. Tutaj przebiega dzis os historii swiata,
tu jest archimedesowy punkt swiatowej polityki, ten kto utrzyma w swych rekach umieszczona na nim dzwignie, ten zwyciezy. Wspomniany wyzej Germar Rudolf nawoluje Niemcow do „sekularyzacji” debarty o „Holocauscie”, do zaprzestania „holocaustowej” czy „antyholocaustowej” propagandy, do koncentrowania sie wylacznie na naukowych i czysto historycznych apsektach problemu. W przeciwnym razie, jak pisze, sytuacja niebezpiecznie sie zaostrzy:

„Czas propagandystow podzegaczy do wasni narodowosciowych przyjdzie po stronie rewizjonistow dopiero wowczas, gdy dyskusja rozleje sie wszerz. (…) W koncu stana naprzeciwko siebie dwie partie, obie w pierwszym rzedzie kierowane emocjami. Wtedy wystarczy iskra, aby beczka prochu wybuchla” („Czy nadciaga niemiecka wojna domowa?”), ” 1995 nr 6).

Nawolywania Rudolfa sa spoznione. Nalezy raczej przewidywac, ze spelni sie pesymistyczny scenariusz. Przedstawiciel niemieckiej prawicy narodowosciowokonserwatywnej Hans-Dietrich Sander pisal, ze nie mozna przewidziec jak zachowa sie narod, kiedy uzna, ze byl oszukiwany, a komentujac niemieckie obchody 50-tej rocznicy wyzwolenia obozu w Oswiecimiu stwierdzal:

„Z saturnaliow wokol Oswiecimia buchal nagi strach. Chciano wszelkimi srodkami, grajac na wszystkich rejestrach zapobiec, aby stalo sie to, co jest nie do pomyslenia, gdyz jego wejscie w strefe politycznej rzeczywistosci moze dokonac sie tylko eksplozywnie” („Panika
podbramkowa?”, „Staatsbriefe”, 1995 nr 2).

A zwracajac sie do Zydow niemieckich ostrzegal:

„Zostawcie wy mi prawice w spokoju! Ona jedyna moze was ochronic, kiedy filosemicki motloch zamieni sie w swoje rozwscieczone przeciwienstwo” („O glupocie Zydow i Niemcow”, „Staatsbriefe” 1993 nr 9).

Nie tylko w Niemczech rewizjonizm staje sie instrumentem politycznym. Roger Garaudy witany byl w krajach arabskich jako bohater a jego ksiazka zostala przelozona na arabski zyskujac pochwalne recenzje w prasie. Jej promocja odbyla sie w Bejrucie. Arabski pisarz i polityk Manah al-Salah oswiadczyl:

„Wraz z ta ksiazka era powojenna, w ktorej polityka swiatowa w sposob przesadny zdominowana byla przez kwestie zydowska, dobiegla konca”.

Rowniez inne ksiazki rewizjonistow sa przekladane na arabski. Wychodzaca dwa razy w tygodniu kairska gazeta „Al-Shaab” uznawana za najbardziej wplywowy „organ islamistow” na swiecie (milion egzemplarzy nakladu – 700.000 w Egipcie i 300.00 poza granicami) zamiescila wywiady z Faurissonem i generalem Remerem, ktore przeprowadzil marokanski aktywista rewizjonistyczny Ahmed Rami obecnie mieszkajacy w Szwecji. Od 1993 roku gazeta, docierajaca rowniez do skupisk muzulmanskich w Europie, regularnie zajmuje sie rewizjonizmem. Programy rewizjonistyczne nadaje Moslem Community Radio dzialajace w Wielkiej Brytanii. Przywodca dzialajacej w Londynie organizacji islamskiej stwierdzil podczas zgromadzenia liczacego 3000 osob, ze „Holocaust” jest mitem.

Dzieki rewizjonizmowi Arabowie zyskali potezna bron przeciw Izraelowi i przeciw amerykanskiej obecnosci na Bliskim Wschodzie. Nie ulega watpliwosci, ze rowniez inne sily polityczne uzyja rewizjonizmu dla wlasnych celow. W Stanach Zjednoczonych rewizjonizm staje sie coraz bardziej popularny w srodowiskach murzynskich, szczegolnie wsrod czarnych rasistow z Nation of Islam Louisa Farrakhana. Wkrotce jego znaczenie w walce politycznej odkryja inne srodowiska kontestujace obecny system polityczny. Jeden z autorow prorokuje:

„Rewizjonisci podlozyli lont pod bozka Holocaustu i potrzeba tylko kogos, kto by go podpalil. A gdy ogien na loncie poleci, to upadek wstretnego bozka bedzie juz tylko kwestia roku czy dwoch lat. Jego obalenie wstrzasnie swiatem”.

Wydawnictwo rewizjonistycznych francuskich anarchistow nazywa sie „La Veille Taupe” czyli „stary kret” i to wcale nie przypadkowo. „Stary kret” symbolizuje „krecia robote” juz od dawna. Juz Szekspir, zwracajac sie do ducha inspiratora wolnosci w podziemiu, powiedzial ustami Hamleta: „Masz slusznosc stary krecie… Nie lada z ciebie gornik”. Po Szekspirze Hegel nazwal „starym kretem” Weltgeist, co skrycie podkopuje autorytet uzurpatora przy wladzy („Wyklady z filozofii dziejow”). A po Heglu Herzen, obserwujac rozklad panoszacego sie systemu wladzy, zacieral rece z uciechy: „stary kret chwacko pracuje”. I przyjelo sie, ze „krecia robota” to minerska sztuka rewolucji. W odniesieniu do naszych czasow Karol Marks zapewnial patetycznie w 18 Brumiere’s Ludwika Bonaparte: „Gdy [rewolucja] dokona drugiej polowy swojej pracy przedwstepnej, Europa w zrywie zawola triumfujaco: „dzielnie ryles stary krecie.” Zaiste, obecnie nadchodzi rewolucyjny „dzien zaplaty” wskutek kreciej roboty. Ale nie ten, na jaki liczyl Marks w swojej nieudolnie przepisanej z roznych filozofow i ekonomistow teorii, ktora sie nigdy nie ziscila, lecz nadchodzi – dzieki rewizjonistom historycznym – dzien kompletnego rozwiania jeszcze jednej teorii, czyli wytracenia broni z rak najezdcow.

Napisane w Bez kategorii. Comments Off on Polityczne konsekwencje rewizjonizmu „holokaustu”
%d bloggers like this: